Powrót na psychoterapię: nowy czy poprzedni terapeuta?

Kości zostały rzucone a klamka zapadła i tym samym pewna niełatwa decyzja została podjęta: wracamy na terapię. Może zastanawialiśmy się dłuuugo, może trochę krócej, może prawie wcale. Może jesteśmy w dużym kryzysie, może w całkiem małym, może nic szczególnego się nie wydarzyło, po prostu mamy wrażenie, że “coś” zostało niedokończone. To nie jest aż takie istotne. Ważne, że już jest ustalone. Powrót na psychoterapię. Terapia, znowu. Zaraz za tą decyzją pojawia się pierwszy zgrzyt, czy jak kto woli pierwszy schodek albo pierwsza trudność. Terapia – fajnie, ale z kim? Czy szukać kolejnego psychoterapeuty? Czy wrócić do osoby, z którą już wcześniej pracowaliśmy?

Opcja numer jeden: znajdujemy innego psychoterapeutę

Nowy psychoterapeuta to w końcu mnóstwo zalet! Nie tylko takich, że dzięki niemu wybieramy się do nieznanej nam dzielnicy czy nieodwiedzanego wcześniej gabinetu w poradni. 😛 Albo że będziemy musieli przećwiczyć te rozmowy przez telefon. 😛

Świeże spojrzenie

Przede wszystkim ta zupełnie inna osoba słuchając nas, będzie mogła zerknąć na nasze życie całkiem nowym i świeżym spojrzeniem. Ten terapeuta będzie – jako osoba – kimś całkiem innym, niż poprzedni specjalista. Będzie miał inne doświadczenie życiowe, może pochodził z biedniejszej/bogatszej rodziny, miał więcej/mniej wyjazdów za granicę, różne przebiegi kariery zawodowej, w jego życiu będą inne książki i inne filmy, inni ludzie. To wszystko wpływa na sposób myślenia i może się okazać, że ta nowa osoba, będzie myślała w zupełnie inny sposób! Nie zdziwmy się więc, jeśli podzieli się z nami jakimiś całkiem odmiennymi uwagami niż te, z którymi spotkaliśmy się do tej pory. Nadużyłam mocno w tym akapicie słowa “inny”, ale takie jest chyba jego sedno – po prostu poznamy kogoś innego.

Raz, dwa, trzy, nurt zmień ty

Zmiana terapeuty to nie tylko praca z nową osobą. To może być też okazja do zmiany nurtu, w którym terapeutyzowaliśmy się wcześniej. Bywa czasami tak, że nurt pacjentowi/klientowi nie odpowiada, że nie jest on zadowolony z jego możliwości albo nie przypadły mu do gustu jego ograniczenia. Często zdarza się tak, że idąc na pierwszą sesję nie wiadomo nam nic o tych jakichś tam nurtach i szkołach psychoterapeutycznych i dowiadujemy się więcej dopiero później np. czytając z ciekawości czy rozmawiając ze znajomymi, biorącymi udział w przeróżnych terapiach. Powrót na terapię to świetny moment, żeby sięgnąć do tej zdobytej wiedzy i zastanowić się, czy nie szukamy przypadkiem czegoś innego niż ostatnio także pod względem nurtu.

Comfort zone

Kiedy szukamy kolejnego terapeuty zamiast udać się do takiego, z którym już pracowaliśmy, to jest to dla nas sytuacja wyjścia ze strefy bezpieczeństwa i komfortu. Oczywiście nie jest to automatyczne, czyli nie zawsze tak będzie. Jeśli poprzedni terapeuta np. nadużył naszego zaufania albo np. nie przychodził na wizyty, to ciężko mówić o poczuciu bezpieczeństwa w relacji z taką osobą. Załóżmy jednak, że w naszej poprzedniej relacji czy relacjach terapeutycznych takie zaufanie i bezpieczeństwo było. Kolejny terapeuta to okazja, żeby wyjść spoza kręgu tego co znane, pluszowe i mechate, i spróbować czegoś innego. Jak w życiu – zaryzykować.

Relacja, relacja

Nowy terapeuta to też okazja do nawiązania nowej – kolejnej – relacji z kimś kto nas w pełni akceptuje. Wiadomo, że lepsze są takie relacje ze “zwykłymi” ludźmi, ale dlaczego by przy okazji rozwiązywania naszych problemów nie poćwiczyć w bezpiecznych, gabinetowych warunkach? A lepiej mieć o jedną taką relację więcej na koncie, no nie? 🙂

Wady

To tak dla równowagi, żeby nie skupiać się na samych zaletach. 😉 Ja przede wszystkim widzę jedną dużą wadę: możemy chwilę poszukać. Natknąć się na to, że wyszukany i wychuchany przez nas kontakt w internecie, w rzeczywistości np. ma pełny grafik albo długą kolejkę chętnych. Spotykać się ze specjalistami, z których żaden nam nie podpasuje. A czas upływa i to może być problem, gdy coś się dzieje z nami pilnie i potrzebujemy zacząć terapię JUŻ.

Opcja numer dwa: wracamy do poprzedniego terapeuty!

Tu chyba sto razy ważniejsze jest pokonanie strachu przed powrotem. A jeśli postrzegasz powrót jako porażkę  (jak ja kiedyś – klik klik) to męczysz się podwójnie. W każdym razie na potrzeby tego, co poniżej zakładam, że te strachy są już za nami.

Wiedza i doświadczenie w zarządzaniu Tobą

Pierwszy argument za “starym” terapeutą jest chyba bardzo oczywisty, ale czuję, że i tak musi tu paść. Tak więc wracamy do terapeuty, z którym już pracowaliśmy, przychodzimy na pierwszą sesję z serii tych nowych, “po powrocie” i… siadamy naprzeciwko osoby, która zna nas na wylot! Która zna całą naszą historię, różne powiązanie między osobami A i B, z automatu i bez przypominania (no, może jakieś małe przypominanie ewentualnie) wie co dla nas znaczyła sytuacja C. I tak dalej, i tak dalej. Nie musimy się powtarzać, przychodzimy na znajomy grunt, na którym wiele rzeczy jest dla obu osób tak po prostu znajome.

Co działa w terapii?

Argument numer dwa: relacja. Relacja między pacjentem/klientem a terapeutą to jedna z tych rzeczy, które naprawdę działają w psychoterapii. Bardziej niż to, jaki konkretnie nurt wybierzesz czy którą konkretnie szkołę z danego nurtu skończył terapeuta czy ile lat doświadczenia w pracy terapeutycznej ma za sobą. Fajnie mieć dobrą relację, na której dwie osoby pracowały nawet niech i będzie że kilka lat wcześniej. Trudniej zbudować taką z nowym terapeutą od zera.

Comfort zone

Ale nie chodzi tylko o relację czy tam zaufanie. Ważne (dla niektórych mniej, dla niektórych więcej) jest też poczucie bezpieczeństwa, komfortu. Tego, że przychodzisz do znanego Ci miejsca, do znanej poradni czy gabinetu prywatnego. Że umiesz trafić i znasz drogę. Że wiesz mniej więcej co gdzie się w gabinecie znajduje. Że wiesz jaka zazwyczaj jest osoba, z którą pracujesz, że nie zaskoczy Cię jej poczucie humoru, sposób pracy, zachowanie (podać jej rękę na powitanie czy nie? mogę swobodnie poprosić o zamknięcie okna? będę się mijać pod gabinetem z wcześniejszym pacjentem? ile wcześniej mam być?). Wybierając opcję powrotu do poprzedniego terapeuty jesteśmy na znanym gruncie. Oczywiście coś się mogło zmienić przez czas naszej przerwy, ale idę o zakład że nigdy nie zmienia się wszystko.

Ślicznie działało

I jeszcze jedna rzecz: lubimy wracać do tego, co kiedyś zadziałało. To jeden z tych łatwiejszych do prześledzenia toków rozumowania. Zadziałało, więc było dobre. Więc kiedy posypie nam się coś innego – dlaczego by nie wrócić do tego, co już kiedyś zadziałało co na coś innego?

Urwana terapia

A co w sytuacji, gdy nasza poprzednia terapia nie zadziałała, ale z jakichś przyczyn przerwaliśmy ją w połowie? Wtedy też warto się zastanowić nad powrotem do tamtego terapeuty. Ale podkreślam, zastanowić, a nie lecieć do tamtej osoby jak na skrzydłach. 😉 Może urwaliśmy terapię z jakichś konkretnych przyczyn np. wspomniane wyżej, gdy terapeuta nie przychodzi na sesje. Więc warto się zastanowić, nie z uwagi na to, że przerwana terapia tak dobrze zadziałała, tylko z uwagi na to, że będzie dużo emocjonalnego materiału do pracy i kto wie, może warto go ruszyć?

Wady

Myślę, że wadą tego rozwiązania może być swego rodzaju utknięcie w miejscu. Z tym samym człowiekiem, porozumiewaniem się tymi samymi kodami językowymi, te same schematy, te same interpretacje. Oczywiście dobry psychoterapeuta na to nie pozwoli, ale mało to jest oszołomów?

Mój powrót na psychoterapię – z doświadczenia cioci Chadonistki

Ja pracowałam w całym moim życiu tylko z jednym terapeutą. Ta osoba trafiła do mnie już na pierwszej wizycie i gdy wtedy szukałam psychoterapeuty, zdecydowałam się od razu, nie chodząc nawet na żadne wizyty porównawcze. Tak więc mam dość skromne doświadczenia, zaznaczę to od razu. 🙂

Gdy kilka miesięcy temu zauważyłam, że mam taką potrzebę częstej, regularnej terapii zdecydowałam się na powrót do mojego poprzedniego terapeuty zamiast szukania nowego. Mam wrażenie, że to co teraz robimy to taka “wisienka na torcie”, mocno usadzona na tym, nad czym wcześniej pracowaliśmy i bardzo, bardzo, bardzo odpowiada mi to, że terapeuta zna całą moją historię i mamy na czym bazować.

Żeby nie było – widzę zalety posiadania “nowiuśkiego” terapeuty, te, o których napisałam, ale dla mnie bledną one w stosunku do siły tego o czym napisałam akapit wyżej.

 

Wybór terapeuty, zwłaszcza na kolejną terapię to ważna decyzja i fajnie móc się nad nią spokojnie zastanowić. Życzę takiego czasu i przestrzeni każdemu z Was, kto stoi przed takim dylematem.

A może macie już taką decyzję o powrocie na psychoterapię za sobą? Co wybraliście? Nowe vs stare, co u Was przeważyło?

Chadonistka
Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.