Lęk przed psychiatrą pod lupą

Czy wiecie, że jak wpiszemy w wyszukiwarkę Google’a frazę “strach przed psychiatrą” to otrzymamy 124 000 odpowiedzi? Fraza “boję się iść do psychiatry” daje ich co prawda “tylko” 63 600, ale już “boję się psychiatry” to 213 000 wyników. “Lęk przed psychiatrą” rozbija bank – 343 000 stron. Setki tysięcy wyników, a cały czas jesteśmy tylko w polskojęzycznym internecie. Ubolewam nad tym, że nie mam możliwości dotrzeć do tak dokładnych danych “po drugiej stronie”, czyli zapytań. Ale te wyniki nie biorą się z powietrza. Co się kryje za lękiem przed psychiatrą? Czy też za strachem przed psychiatrą? Dlaczego ludzie boją się tego lekarza?

Na początek przypomnę mój stary wpis, o tym, jak wyglądają wizyty u psychiatry. Można przeczytać go tutaj. Mimo tego, że takie wpisy jak ten mój istnieją w internecie, są ludzie, którzy wciąż boją się psychiatry. Zapraszam zatem na przegląd lęków!

lęk przed psychiatrą 1

1. Lęk przed psychiatrą no. 1, czyli: nic mi nie jest

Niestety sama przez to przechodziłam. 🙁 To chyba klasyka lęków przed psychiatrą. “A co jeśli pójdę do psychiatry i okaże się, że nic mi nie jest?” Ja w czasie największego nasilenia takiego myślenia byłam w depresji i przerażało mnie, że zmarnuję czyjś czas i że lekarz może być dla mnie wyjątkowo niemiły, jako że marnuję jego czas. Dzisiaj, z perspektywy nawet nie wiem, jak wielu wizyt, mogę z głębokim przekonaniem napisać, że nie ma czegoś takiego jak zmarnowanie czasu. Jeśli czujesz się źle, masz dziwne objawy, Twoje zachowanie albo myśli uległy niepokojącej zmianie to nawet, jeśli z psychiatrycznego punktu widzenia nic Ci nie jest, uspokojenie Cię nie będzie marnowaniem czasu.

I jeszcze jedna rzecz: lekarz psychiatra odpowiada za leczenie farmakologiczne chorób i zaburzeń psychicznych. Jeśli dzieje się z Tobą coś niedobrego, ale nie kwalifikującego się do takiego leczenia, psychiatra może np. podpowiedzieć jak i gdzie skorzystać z psychoterapii. Bo na psychoterapię na NFZ wymagane jest skierowanie lekarza. Psychiatra może też podpowiedzieć, do lekarza jakiej specjalności powinieneś się udać na dalsze diagnozowanie, jeśli podejrzewa, że Twoje objawy wywołane są czymś innym, niż psychiką. Przeróżne choroby ciała mogą dawać podobne objawy do chorób psychicznych.

2. Niemoc psychiatry

Czyli coś zupełnie przeciwnego do punktu wyżej. “A co jeśli pójdę do psychiatry i mój stan okaże się tak poważny, że nic się nie da zrobić?” Tak poważny, że żadne szpitale, żadne leki, żadna psychoterapia, w ogóle żadne leczenie nie pomoże. Że pacjent jest po prostu bez żadnych szans na poprawę. Że nie ma nadziei. I teraz uwaga, moje pytanie: z jakiego to jest filmu? 😛 Bo w rzeczywistości tak się nie zdarza na dzień dobry. Nikt nie dostaje takiej informacji zwrotnej na pierwszej wizycie. Zawsze są jakieś opcje leczenia! A nawet jeśli Twoje objawy są lekooporne to żaden lekarz, nigdy nie oceni tego na oko. Niby jak? Najpierw postara się pomóc, najlepiej jak będzie umiał.

Na pewno nie zostaniesz pozostawiony sam sobie z problemem! I nikt Ci nie powie, że jesteś zbyt zaburzony na leczenie!

3. Nieodwracalna diagnoza

Funkcjonuje gdzieś w społeczeństwie taki stereotyp psychiatry jako osoby nieomylnej i doskonale znającej się na ludzkiej naturze. To byłby taki lekarz, którego bystry wzrok potrafi każdego prześwietlić niczym promienie rentgenowskie i który zadaje niezwykle wnikliwe pytania, pozwalające mu dokładnie poznać, z jaką osobą ma do czynienia. Jak każdy stereotyp ten też nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Prędzej niż kogoś na kształt wszystkowiedzącego boga, spotkasz w gabinecie lekarskim po prostu… człowieka. Ten człowiek ma oczywiście ogromną wiedzę na temat chorób i zaburzeń psychicznych, ale cały czas jest tylko człowiekiem. Nie oceni Twoich wyborów życiowych, nie powie, jak masz żyć, nie będzie Ci czytał w myślach.

Może postawi diagnozę, ale nawet jeśli dostaniesz na pierwszej wizycie jakąś diagnozę, nie musi to oznaczać, że na 100% właśnie to Ci dolega. Wiedzą o tym zwłaszcza osoby z ChAD. Ilu z nas zdiagnozowano wcześniej na coś innego? Więc to nie jest tak, że ta diagnoza będzie do Ciebie przyczepiona już do końca życia, że żaden inny psychiatra się jej nie przyjrzy krytycznie ani że wszyscy będą się jej kurczowo trzymać.

lęk przed psychiatrą 2

4. Będę nienormalny/a

Widzę to rozumowanie mniej więcej tak: dopóki żyję i mam problemy to jeszcze jest ok, bo najwyżej podejrzewa się, że coś ze mną nie jest za dobrze. Ale kiedy pójdę do psychiatry i dostanę diagnozę mojej choroby/zaburzenia, to przecież okaże się, że jestem chory psychicznie, to znaczy nienormalny! Zostanę wykluczony z życia społecznego, pracy, rodziny, znajomych, zacznę się spotykać z dyskryminacją, stygmatyzacją itd. Graniczny wydaje się więc moment wizyty u psychiatry, wywiadu, stawiania diagnozy.

Tymczasem w rzeczywistości posiadanie diagnozy psychiatrycznej to tylko posiadanie diagnozy. Inni ludzie się o tym automatycznie nie dowiedzą, dopóki im nie powiesz. Nazwa diagnozy nie pojawi się pewnego ranka wytatuowana na Twoim czole. Nie zgłosi się do Ciebie żaden urzędnik, który każe się zachowywać inaczej niż do tej pory. Sam fakt zdiagnozowania najmocniej oddziałuje na nasze głowy, nie na rzeczywistość.

Nie chcę pisać, że przed diagnozą choruje się tak samo jak będąc już zdiagnozowanym. Choruje się gorzej. Jest ciężej, kiedy nie wiadomo, co się dokładnie dzieje. O niebo łatwiej jest z lekami i psychoterapią. Ale objawy choroby się nagle nie zmieniają w momencie usłyszenia “schizofrenia”, czy “depresja”, czy “choroba afektywna dwubiegunowa”. Jeśli coś sprawiło, że zaliczasz się do grona osób chorujących psychicznie i myślisz o sobie jak o kimś “nienormalnym” to nie jest to ani diagnoza, ani psychiatra. Tylko choroba, która zaczęła się już wcześniej.

5. Żeby było miło

Nawet nie wiecie, jak bardzo ludzie lubią, żeby było miło. Kiedyś prowadziłam warsztaty, na których na początku poprosiłam uczestników o anonimowe wypisanie oczekiwań. Wiecie czego było najwięcej? 😉 Właśnie “żeby było miło”. Nie dziwi mnie więc, że oczekuje się tego też od lekarza. Że ma być w dobrym humorze i rozmowny, sypać żartami rozładowującymi atmosferę, a uśmiech ma mu nie schodzić z twarzy. A co jeśli tak nie będzie? Jeśli trafimy na kogoś naburmuszonego albo oschłego albo kogoś kto ma zły dzień? Jeśli spotkamy się z konkretną, może nieprzyjemną uwagą zamiast żartu? Czy lepiej nie iść do lekarza w ogóle? Jestem pewna, że gdyby chodziło o złamaną nogę i wizytę u niemiłego ortopedy, to i tak byśmy się na nią zdecydowali, wierząc w jego profesjonalizm. Ok., choroba psychiczna nie jest jak złamana noga. To duże uproszczenie. Ale uproszczeniem jest też przeświadczenie, że jesteśmy na psychiatrę skazani, że nie możemy następnym razem pójść do kogoś innego jak i to że niemiły lekarz nie może być choć trochę pomocny.

Moja pierwsza wizyta u psychiatry nie była specjalnie miła. Wręcz najmniej miła atmosfera ze wszystkich pozostałych wizyt. Mimo to, dostałam tam jedno z najlepszych zaleceń, jakie tylko mogłam.

6. Nie wiadomo co mówić

Dlatego trzeba zastosować trick cioci Chadonistki i na magicznej karteczce mieć spisane wszystkie objawy, które nas niepokoją. Mnie się to bardzo przydało przed pierwszą wizytą! 😉 A jeśli nie macie karteczki albo boicie się, że ją zgubicie: tak naprawdę wystarczy tylko ogólnie umieć powiedzieć, co nas niepokoi, a lekarz poprowadzi dalej rozmowę. Mam na myśli powiedzenie na wstępie czegoś w rodzaju: “jestem płaczliwa” czy “mam problemy ze snem”. Lekarz naprawdę będzie wiedział o co i w jaki sposób pytać dalej, i ani się obejrzycie, a udzielicie całego wywiadu.

Jeśli uważacie, że może jednak wcale nie macie żadnych objawów, to przypomnijcie sobie, jak się czuliście, skoro zaczęliście w ogóle rozważać wizytę u lekarza! I ponownie polecam spisanie objawów: zapisaną kartkę naprawdę trudniej zignorować niż własne myśli.

lęk przed psychiatrą 3

7. Leki jak cukierki

Opisywałam już jeden stereotyp psychiatry, więc czas na drugi. Funkcjonuje czasami pewne przekonanie, że psychiatra jest takim lekarzem, który jak tylko wejdziemy do gabinetu, to z prędkością światła sięga po bloczek recept i bez słowa zaczyna nam wypisywać receptę. Słucha jednym uchem, ale całą swoją energię poświęca wypisaniu jakiejś standardowej listy leków. Wypisawszy, przerywa nam w połowie zdania i żegna. Ot, cała wizyta.

W całej mojej karierze jako pacjentki psychiatrycznej spotkałam się z czymś podobnym tylko raz. 😛 Znakomita większość moich doświadczeń to byli lekarze, którzy woleli mnie najpierw posłuchać, poznać moje obecne objawy i do tego dostosować lek i jego dawkowanie. I nie widzę większej różnicy w leczeniu się na NFZ i prywatnie.

Poza tym nie ma czegoś takiego jak standardowe leki psychiatryczne czy typowe leki psychiatryczne czy nawet rutynowe leczenie psychiatryczne. Każdy z nas choruje na coś innego, a nawet w obrębie tej samej diagnozy mamy różne objawy i różne ich nasilenie. W dodatku możemy chorować na jeszcze jakieś choroby lub brać inne leki, które mogą wchodzić w interakcje z tymi psychiatrycznymi. No i oczywiście mamy różne organizmy i to, co dla jednego będzie właściwą dawką, dla drugiego może okazać się niewystarczającą lub za dużą.

8. Trzeba brać leki

W jednej chwili człowiek niewinnie idzie do psychiatry, a w następnej musi brać leki do końca życia! Ludzie strasznie się tego boją, zauważyliście? Nie tylko w kontekście psychiatrii. Nie znam statystyk, ale z doświadczenia wiem, że ten strach jest trochę na wyrost. Naprawdę wiele osób bierze leki psychiatryczne tylko przez jakiś czas. Nie dlatego, że sami z siebie odstawiają, ale dlatego, że tak mają zalecone przez lekarza. Z mojego podwórka: po kilku latach remisji w Chorobie Afektywnej Dwubiegunowej można wspólnie z lekarzem myśleć o odstawieniu leków. Z depresją może to wyglądać jeszcze inaczej. W schizofrenii czasami łykanie tabletek zamienia się na zastrzyki przyjmowane dużo rzadziej.

Leki psychiatryczne nie są też aż tak straszne jak się wydaje, np. jeśli chodzi o wywoływanie skutków ubocznych czy uzależnianie. O lekach psychiatrycznych napisałam już trzy razy: tutaj, tutajtu.

I jeszcze jedno: nikt Cię nie zmusi do brania leków. To jest Twój wybór. Robisz to dla swojego zdrowia i dobrego samopoczucia. Dla nie unieszczęśliwiania swoich bliskich swoimi objawami. Dla utrzymania się w pracy albo na studiach. Za każdym “leczę się” stoi coś ważnego. Ty wybierasz.

9. Niedochowanie tajemnicy lekarskiej

Lęk przed psychiatrą oznacza też czasami strach przed tym, że nie zostanie dochowana tajemnica lekarska. Pacjenci zwykle bardziej się boją, że lekarz “wygada” albo “rozpowie” to, czego się dowiedział ich bliskim niż że ujawni szczegóły wizyty jakimś osobom postronnym, np. innym pacjentom czy swoim kolegom po fachu.

Próbuję odszukać w pamięci chociaż jedną historię ujawnienia informacji na temat stanu zdrowia jakiejś bliskiej osobie związanej z pacjentem, ale bez jego wiedzy i zupełnie mi to nie wychodzi. Ja chyba nie znam takich historii. Znam historie o przychodzeniu do gabinetu z kimś bliskim, o lekarzu pytającym drugi raz, czy na pewno może porozmawiać z żoną czekającą na korytarzu (choć pacjent udzielił już swojej zgody), o lekarzach, którzy bardzo ostrożnie wypełniają wszelkie druki.

Ale żeby nie było za kolorowo. Myślę, że stosunek do tajemnicy lekarskiej zależy bardziej od empatii, kultury osobistej i tego jak poważnie traktuje się swój zawód, niż od konkretnej specjalizacji. Nie sądzę jednak, żeby lekarze mieli jakiś ekstra dodatkowy czas na szukanie bliskich swoich pacjentów i opowiadanie im co się dokładnie dzieje.

lęk przed psychiatrą 4

10. Wtrącanie się

Kolejny lęk przed psychiatrą: a co, jeśli lekarz będzie się wtrącał? W końcu trzeba mu opowiedzieć całe swoje życie. Co jeśli nieproszony zacznie mi doradzać albo dyktować, co mam zrobić, jak postąpić? Jeśli będzie mówił: proszę rzucić jakąś aktywność i zacząć inną? Wyjechać? Zostać? Rozstać się z mężem? Znaleźć inną pracę? I tak dalej.

Po pierwsze: rzeczywiście psychiatrze trzeba opowiedzieć więcej o swoim życiu niż na przykład ortopedzie. Ale nie po to, żeby ten je ocenił, tylko po to, żeby zobaczył objawy choroby jakie mamy i nasze problemy z funkcjonowaniem.

Po drugie: lekarz raczej nie powinien się wtrącać, przecież ani nie jest to jego praca, ani w obliczu wyzwania jakim jest wywiad nie powinien mieć na to czasu. Zresztą pod tym względem psychiatra działa trochę jak psychoterapeuta, czyli nie udziela rad.

Po trzecie: ustaliliśmy już, że lekarz nie jest wszystkowiedzącym bogiem, prawda? Więc absolutnie nie stosuj się do jego rad, a na kolejną wizytę pójdź do kogoś innego.

 

To tyle, jeśli chodzi o lęki przed psychiatrą, jakie znam. Przychodzi Wam do głowy coś jeszcze? Może sami się czegoś boicie albo baliście? U mnie przed pierwszą wizytą w 2011 roku zdecydowanie królował lęk pierwszy, czyli strach przed tym, że jednak nic mi nie jest. 🙂 I jak tak sobie przypominam, to jeszcze bardzo silny był strach numer 6, czyli obawa, że nie będę wiedziała, co powiedzieć. Oj, pamiętam, że tego się bałam strasznie, dopóki nie spisałam sobie wszystkich objawów, które mi przeszkadzał. Z tego co pamiętam nie towarzyszył mi za to żaden z opisanych wyżej stereotypów. Musiałam się z nimi zetknąć już wcześniej, ale nie wydaje mi się, żeby któryś się mocno rozgościł w mojej głowie. Albo już nie pamiętam. 😛

To jak jest z Wami? 🙂

 

Chadonistka
Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.