Kolorowe sny po SSRI

Lubicie filmy przygodowe? Takie zostające w głowie na długo? Takie, w których pełno ekscytujących wydarzeń, ciągle trzymających w napięciu? Są nagłe zwroty akcji, przyprawiające o szybsze bicie serca. Śliczne widoczki, bo i odległe krainy (czasem nawet planety!), i egzotyczne jedzenie, i jakby zwierzątka, i rośliny inne niż widać u nas za oknem. Jak akcja filmu toczy się w wirtualnej rzeczywistości to niemal czujecie się jakbyście byli w tej grze i rejestrujecie piksele, a jak na pustyni, to od gorącego, piaskowego powietrza aż kręci się Wam w głowie. Oglądając, bardzo chcielibyście zamienić się z głównym bohaterem na miejsca. Poczuć się nim, poczuć na własnej skórze to co on. Niektórzy pacjenci mają tak co noc – na przykład niektórzy z tych, którzy biorą leki z grupy SSRI. Sny po SSRI mogą wyglądać właśnie jak intensywny film.

Ten wpis nie ma na celu nikogo straszyć. Taki objaw uboczny, który występuje u mnie, naprawdę nie musi wystąpić u Ciebie! Jeśli masz wątpliwości co do danego leku, pogadaj proszę szczerze z psychiatrą.

Co to jest SSRI?

Pisałam już o lekach psychotropowych tu, tutajjeszcze w tym miejscu. SSRI to typ leków, które należą do grupy leków psychotropowych. SSRI są to selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny. Ale co to właściwie znaczy? Pozwólcie, że zacznę od końca.

Mini mini lekcja biologii. Nie powinno boleć. 😉 Jeśli kogoś z Was to zainteresowało, to po więcej odsyłam do świetnej książki Kalata Biologiczne podstawy psychologii. 🙂 Nie ukrywam, że jest to cegła, podręcznik, ale jest super ciekawy, nawet jak ktoś nie przepada za biologią.

Zatem bohaterka serotonina. Serotonina jest jednym z neuroprzekaźników. Neuroprzekaźniki to związki chemiczne uwalniane przez jedne neurony i wpływające na działanie innych neuronów. Jest taka przestrzeń, miejsce między neuronem presynaptycznym (tym uwalniającym) i postsynaptycznym (tym odbierającym), które nazywa się szczelina synaptyczna. Neuroprzekaźniki trzymane są w zakończeniach presynaptycznych. Gdy neuroprzekaźnik zostaje uwolniony, rozprzestrzenia się w szczelinie, aż dotrze do neuronu postsynaptycznego. Tam się dzieją cuda, są białka zwane receptorami, depolaryzuje się błona, no krótko mówiąc neuroprzekaźnik robi swoją robotę, przekazywane są informacje, nas to w tym momencie obchodzi jakby mniej. Nas interesuje bowiem wychwyt zwrotny neuroprzekaźnika – wyobraźcie sobie, że ten pierwszy neuron, neuron presynaptyczny czeka chwilę, a potem wchłania z powrotem neuroprzekaźnik, na przykład księżniczkę serotoninę. Innymi słowy recykling. 😉 To tak w duuużym uproszczeniu.

I to tutaj wchodzą leki. Co robią SSRI? Otóż wymuszają one odroczenie wychwytu zwrotnego. Czyli więcej serotoniny jest w obiegu.

Znalazłam dla Was na yotubie krótki obrazkowy filmik prezentujący powyższy proces. W języku angielskim, ale to tylko 1,5 minuty i wystarczy prześledzić animację, żeby zrozumieć o co chodzi. Zachęcam do obejrzenia!

Został jeszcze człon “selektywne“. Dotyczy on tego, że leki z tej kategorii działają tylko na serotoninę. Konkretnie na nią, nie na żadne inne neuroprzekaźniki. Np. SNRI, inna kategoria działają jeszcze na noradrenalinę.

Jakie jest działanie SSRI?

Dlaczego i jak powyższy mechanizm pomaga w leczeniu zaburzeń psychicznych? Co zmienia ta większa ilość serotoniny? Jak to się dokładnie przekłada na nastrój? Tego do końca nie wiadomo. Są różne hipotezy, badania trwają. Tak jest w ogóle z całym mózgiem – niektóre rzeczy o nim już wiemy, odkryliśmy i jesteśmy mądrzy, a inne to czysta magia.

I dlatego nie umiem odpowiedzieć np. na pytanie dlaczego na efekty leczenia trzeba poczekać czasem parę tygodni, choć przecież tabletka działa w mózgu od razu? Nie mam pojęcia, więc staram się trzymać tego, że niejednokrotnie różne substancje z grupy SSRI wyciągały mnie z mocno nieciekawych stanów. Wyciągały, więc jakoś to działa i się w mózgu kręci. Albo takie skuteczne i wielokrotnie testowane placebo. 😀

SSRI to jedne z leków z grupy leków przeciwdepresyjnych. Stosuje się je jak sama nazwa wskazuje w depresji, ale nie tylko. Można je też brać na przykład gdy występuje lęk, a internet podpowiada, że podaje się je także w zaburzeniach odżywiania. Strzelę, że to najpopularniejsza grupa leków antydepresyjnych i chyba też najlepiej rozpowszechniona w popkulturze. Wystarczy wspomnieć sławny Prozac. Prozac, czyli fluoksetyna (substancja czynna) to właśnie SSRI.

Jednak nie jest tak, że każdy, kto bierze leki przeciwdepresyjne, bierze akurat coś z kategorii SSRI. Są jeszcze inne typy leków antydepresyjnych, jak na przykład wspomniane wyżej SNRI. Warto o tym pamiętać.

Moje doświadczenia

Moje doświadczenia z tymi lekami są w większości dobre. Na przestrzeni lat brałam kilka różnych leków z tej grupy i tylko jeden wybitnie nie pasował mojemu organizmowi. Myślę, że to daje tym lekom lepszą statystykę niż mają dajmy na to jakby tak podsumować antybiotyki jakie brałam w ciągu życia. Obecnie biorę jeden z leków SSRI i praktycznie codziennie dokuczają mi tak zwane kolorowe sny.

Ulotka leku, każdego leku, może wystraszyć. Tutaj lista skutków ubocznych także jest, jak prawie wszędzie, dość pokaźna. Ale ze skutkami ubocznymi jest trochę tak jak z nie do końca udaną pizzą – jak za mało pieczarek na wierzchu, to jeszcze da się przeżyć i zjeść. Ale jak do tego mamy przypalony spód, niedobry sos pomidorowy, ser się w ogóle nie ciągnie, w dodatku spodziewaliśmy się, że pizza będzie większa to to jest już zanadto wszystkiego. I choć może jakieś właściwości odżywcze taki posiłek by wciąż miał, to już sam smak (albo wygląd) sprawi, że będzie dla nas zupełnie nie do przełknięcia. Z tolerancją na skutki uboczne jest jak ze smakiem – każdy ma swoją granicę strawności.

Piszę o tym, na wypadek gdyby ktoś z Was zapytał dlaczego nie zrezygnuję z obecnego leku. Barwne sny mieszczą się w moim zakresie tolerancji. Mam je zresztą nie pierwszy raz. Już kiedyś mi się taka przygoda zdarzyła. Czy dlatego miałam łatwiej, bo liczyłam się z tym, że mogą wystąpić, a intensywność tego doznania była mi już znajoma? Pewnie trochę tak.

Jakie dokładnie są sny po SSRI?

Napisać: barwne, przygodowe, intensywne, kolorowe, emocjonujące, czy poplątane to za mało. Najbardziej pasuje mi chyba określenie angażujące. Kiedy idę spać, to wiem, że jeśli przyśni mi się pustynia, to gorący piasek będzie pod moimi stopami, tak gorący, że aż parzy a ziarenka piasku będą wbijać mi się w stopy. A gdy się obudzę, wciąż będę to czuła. Że jeśli przyśni mi się deszcz, to nie będę miała parasola i będę czuła każdą zimną kroplę na twarzy. Obudzę się wtedy przekonana, że jestem cała przemoczona i jeszcze przez jakiś czas nie będę mogła pozbyć się wrażenia, że moje ubranie jest całe mokre. Idę spać – i każdej nocy wybieram się w przygodę życia. Ostatnio śniło mi się plądrowanie piramid, przeciskałam się jakimiś wąskimi, niskimi korytarzykami, a kiedy się obudziłam nie mogłam złapać oddechu. Nie mam klaustrofobii, ale to wrażenie ciasnoty zostanie ze mną na długo. Jest oczywiście i zdobywanie skarbów, i zabijanie potworów, i ucieczki przed nimi, podróże w kosmos, podróże w ogóle, czasami codzienne wydarzenia, ale pełne emocji. Niektóre z tych snów są absurdalne. Niektóre całkiem realne. Często zdarza się, że akcja gna na łeb na szyję do przodu. I jest tych snów naprawdę wiele.

Choć, tutaj muszę słusznie zauważyć – liczba tych snów, mojego pamiętania snów powoli się zmniejsza. Na początku brania leku było to niemal codziennie, teraz jest znaczące zmniejszenie się, ale trudno mi powiedzieć do ilu razów w tygodniu. Po prostu nie umiem sobie przypomnieć, czy choćby wczoraj pamiętałam jakiś burzliwy sen czy nie. Jeśli więc masz podobny problem, to wiedz, że częstotliwość snów może z czasem ulec zmianie.

To tylko sny, czyli co jest w nich takiego okropnego

Najbardziej męczące jest to, że zamiast pobudki z wyspaną, świeżą głową, budzę się, mając w niej niesamowitą historię. Idealny materiał na film, serial, książkę, opowieść. Albo od razu kilka. Czasem jest to przyjemne, czasami nie. Na szczęście zwykle po chwili wiedza, co mi się śniło ucieka i zostaje tylko wrażenie jak intensywnie. Piszę, że na szczęście, bo wyobraźmy sobie pierwszą pobudkę w nocy – zapamiętany sen. Drugą pobudkę – zapamiętany sen. Poranne wstawanie – kolejny zapamiętany sen. Te wszystkie emocje jak żywe, mnóstwo detali, wciągające historie – a gdzie miejsce na życie? Na zwykłe funkcjonowanie?

Nie umiem tych snów nazwać tak ogólnie koszmarami. Koszmarów jest z tego mały procent. Ale jaka już są, to rzecz jasna budzę się naprawdę przerażona.

Najgorsze dla mnie jest śnienie o alternatywnych ścieżkach własnego życia. Coś w stylu gdy sen jest o tym, że jesteś arcyszczęśliwym i spełniającym się człowiekiem jako pianista, gdy tymczasem na oczy nie widziało się ani pianina, ani szkoły muzycznej. Albo co gorsza, gdy się widziało i grało, ale przerwało taką karierę. W snach czasami wracają więc moje niespełnione marzenia i rzeczy, których żałuję i które dzisiaj zrobiłabym inaczej.

Jak sobie radzę z chemicznymi snami?

Za pierwszym razem, dawno temu, gdy takie kolorowe sny były dla mnie nowością, miałam z nimi o wiele większy problem niż teraz. Bardziej się w nie angażowałam. Po przebudzeniu rozkładałam na czynniki pierwsze. Potrafiłam godzinami, a nawet całymi dniami rozmyślać np. o niezrealizowanym celu, jaki mi się przyśnił. Miałam więcej koszmarów, a po takim śnie nie umiałam się od niego odciąć i potrafił za mną długo “łazić” i straszyć. Dziś jak goni mnie wilkołak przez calutki sen trwający milion lat, to po 10 minutach od obudzenia już go nie pamiętam. Kiedyś było tak, że wzdrygałam się po takiej akcji jeszcze przez kilka dni.

Dzisiaj nie biorę tych snów tak do siebie. Wiem, rozumiem i czuję, że jest to efekt działania leku. Pobudzony mózg skleja ze sobą różne moje wspomnienia, doznania, doświadczenia. Tak to sobie tłumaczę. Po obudzeniu staram się nie rozmyślać zbyt długo o tym co mi się śniło. Po koszmarze przeskakuję myślami do czegoś miłego. Póki co działa. 🙂 Oczywiście czasami zdarzają się wyjątki i sen nie odpuszcza tak łatwo, ale tak generalnie, to sprawdzają mi się te metody. Jeśli jakieś wątki uznaję za ważne, jakieś fragmenty za pełne sensu – staram się je przeanalizować i nie zostawiać otwartych, żeby nie wracały wciąż i wciąż, w kółko.

Ulotka mojego leku mówi o “nieprawidłowych snach”. SSRI można więc szybko uznać za winowajcę. Jednak pytanie za sto punktów brzmi: skąd pewność, że bez leku moje sny byłyby prawidłowe? Że śniłyby mi się same różowe chmurki z waty cukrowej? Może miałabym jakieś inne zaburzenia senne niż to, co się dzieje teraz?

Podsumowując ten chemiczny miks SSRI i sny

W dzisiejszym wpisie dowiedzieliśmy się, co to leki SSRI i przyjrzeliśmy się z bliska jednemu z ich skutków ubocznych. Moim zdaniem nie jest to taki znowu najgorszy z najgorszych skutek uboczny. Dla mnie, u mnie, po mojemu jest on do przełknięcia. Co prawda trochę jak gorzka pigułka, ale popijam wodą i zapominam.

Ja tak robię. Ważne jest jednak, żeby oceniać skutki uboczne swoją miarą. Dla kogoś mdłości w trakcie jazdy samochodem/autobusem nie będą problemem, bo rzadko jeździ, a dla osoby dojeżdżającej codziennie do szkoły/pracy będzie to nie do przeskoczenia. Dlatego nie ma w tym nic dziwnego, jeśli ktoś z Was będzie chciał zmienić lek dający taki skutek uboczny na inny lek czy z innej kategorii. Wyobrażam sobie mnóstwo możliwych sytuacji, gdy takie sny – taki sposób przeżywania nocy byłby co najmniej kłopotliwy czy niepożądany.

Jeśli więc macie taki kłopot i on Wam naprawdę przeszkadza, to pogadajcie z psychiatrą o snach po SSRI. I miejcie w pamięci, żeby nie brać sobie do serca żadnych internetowych komentarzy, że to łagodny czy mało problemowy skutek uboczny. To co jest strawne dla kogoś, nie musi być dla nas, nie? 🙂

 

Ciekawa jestem, czy ktoś z Was miał taki problem. Czy Wam to przeszkadzało? Jak to znosiliście? Jak sobie z tym poradziliście? Może macie lepsze metody niż moje? Bardzo chętnie Was posłucham!

Chadonistka
Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.