Boję się choroby psychicznej bo… – bye bye mity!

Boję się choroby psychicznej! Jak często to słyszeliście? Na poważnie, quasi poważnie i całkiem w żartach? Może sami tak myśleliście? Ja kiedyś tak myślałam. Za takim stwierdzeniem zawsze się coś kryje – po mojemu to zwykle jest jakieś nieprawdziwe wyobrażenie! Jakieś przekonanie, że rzeczywistość funkcjonuje w określony sposób. To jest czasami potrzebne, ale problem w tym, że w tym przypadku to są zazwyczaj przekonania nieprawdziwe. Po co wierzyć w nieprawdę?  Zebrałam dla Was 10 takich mitów i spróbowałam się z nimi rozprawić. Gotowi?

1. Osoba, która choruje psychicznie nie wie, że choruje

To jest taki MIT jak stąd do co najmniej Nowej Zelandii. 😉 Czyli daleko, ogromny! Ale osoby, które boją się choroby psychicznej często się takim myśleniem jeszcze bardziej nakręcają. Przeraża je, że nie będą wiedziały, że zachorowały.

Wiecie pewnie, co to jest wgląd w siebie? Takie poczucie, że wiem, jak się w danym momencie czuję, co się ze mną dzieje, że np. jak się czuję o 20:00 trochę zmęczona to dla mnie normalne, a jak jestem ogromnie zmęczona o 12:00 to jest to coś dziwnego, odmiennego, może związanego z jakąś chorobą np. rozkładającą mnie właśnie grypą? Że czuję właśnie smutek, a nie złość? Że jestem w tym momencie szczęśliwa? Ludzie mają ten wgląd w różnym stopniu. Niektórzy więcej, niektórzy mniej. Można go zresztą wyćwiczyć, np. na psychoterapii.

Stwierdzenia jak to o nieświadomości choroby, zakłada, że w chorobie/zaburzeniu psychicznym wgląd znika pacjentowi do zera. Do z-e-r-a. Zakładamy więc, że występują u nas jakieś objawy chorobowe, ale nie widzimy w nich nic niepokojącego, niebezpiecznego, szkodliwego. Czy tak jest? Znam osoby, które tak mają. Znam osoby, które mają całkiem odwrotnie. Ja w czasach sprzed psychoterapii i w ogóle leczenia się też czasami miałam .problem z wglądem. Ale o dziwo nie zawsze. Dlatego nie można uogólniać, że tak jest zawsze, że tak mają wszyscy. To nie przejdzie! Są różni ludzie, różne choroby i zaburzenia, różne epizody tychże chorób i zaburzeń. Stopień wglądu jaki ma dana osoba też wcale nie świadczy o tym, jak poważny może być jej stan. Można mieć mało wglądu(czyli teoretycznie gorzej, bo jesteśmy mniej świadomi) i łagodny epizod choroby, a można mieć dużo wglądu (czyli dużą świadomość tego co się z nami dzieje), ale o wiele cięższy przebieg choroby.

Tak więc nie jest to takie oczywiste, że chorujący nie wiedzą o swojej chorobie. Bohaterowie co bardziej znanych filmów przeważnie nie zdają sobie sprawy z kolejnych objawów. Ale życie to nie jest film. 😉

2. Psychiatra na pierwszej wizycie daje nam diagnozę raz na zawsze

Dobry psychiatra na wizycie powinien powiedzieć nam, jaką diagnozę nam stawia albo chociaż, co u nas podejrzewa i co wymaga dalszego przyjrzenia się. Ta diagnoza nie jest jednak raz na zawszeLekarze psychiatrzy to tylko ludzie. Jak najbardziej może się więc okazać na innej wizycie, że inny lekarz zaproponuje inną diagnozę. Albo że ten sam lekarz po którejś kolejnej wizycie zaobserwuje jakieś nowe objawy – i zmieni nasze rozpoznanie. We wpisie 10 faktów o mnie podzieliłam się z Wami tym, jak wiele innych diagnoz miałam, zanim usłyszałam “Choroba Afektywna Dwubiegunowa”. I powiem Wam, że w żaden sposób nie czuję się rekordzistką. 😉

Jeszcze raz powtórzę: to nie jest tak, że dostaniemy jakąś etykietkę, taką raz na zawsze.

Dlatego nie warto traktować pierwszej wizyty u psychiatry jak końca świata a diagnozy jak wyroku, od którego nie ma odwołania. Masz wątpliwości co do pierwszej wizyty? To proste: skonsultuj się z innym lekarzem! Ludzie przecież bywają omylni.

3. Pracownicy służby zdrowia od razu będą wiedzieli na co chorujemy

Lekarze nie mają wglądu (nomen omen 😉 ) do wszystkich innych wizyt i badań, jakie robimy w innych przychodniach albo prywatnie. Więc przykładowo lekarz ortopeda/dermatolog, w ogóle nie będzie wiedział, że leczysz się psychiatrycznie, dopóki nie udzielisz mu takiej informacji. Nie musisz też po pierwszej wizycie u psychiatry biec do wszystkich swoich innych lekarzy, żeby zaktualizować swoje choroby.

Napisałam wyżej “pracownicy”, a nie lekarze, bo tym, co swego czasu było dla mnie najbardziej problemowe, wcale nie było wybebeszanie recept moich leków na wizytach u lekarzy innych specjalności. Wiecie sprawdzanie interakcji z innymi lekami, strasznie to przeciąga wizytę. Nie były to też nigdy żadne negatywne komentarze ze strony moich lekarzy nie-psychiatrów. Najbardziej problemowe okazało się odpowiadanie na pytania pielęgniarek podczas pobierania krwi. One, mając przed nosem nasze zlecenie, mogą się połapać (lecz nie muszą, zależy od badań), że leczymy się u psychiatry. I zdarza im się wypytywać, dlaczego takie badania, jakie to leki się bierze, itp. Moja uniwersalna odpowiedź: “lekarz tak zalecił” albo “to zgodnie z zaleceniami lekarza”. To jest odpowiedź na każde pytanie, serio. Na “a skąd takie badania?”, “a czemu takie leki?”, “a jak często wizyty?” i tak dalej.

4. Boję się choroby psychicznej, bo dostanę żółte papiery

Czytam czasami o tym w internecie i za każdym razem nie rozumiem, jak to się ma do współczesnych realiów. Samo pójście do psychiatry żadnych “papierów” nie daje. O tym jak wygląda wizyta u psychiatry pisałam tutaj. Jak widzicie nie ma tam miejsca na jakieś naznaczanie pacjentów., robienie pacjentom tatuaży na czołach, itd. Lekarz nie wydaje wtedy żadnych legitymacji.

Może więc za te żółte papiery uważa się obecnie np. otrzymanie renty? Na orzeczeniu lekarza orzecznika ZUS nie ma ani słowa, ani znaczka(!) o chorobie psychicznej. I trzeba się o nią postarać, nie przysługuje nam z racji samej diagnozy. Nie dostaje się jej też na zawsze. Informacje o niej nie idą automatycznie do urzędów, innych lekarzy, itp. Ponownie – żadnego tatuażu na czole, choć już otrzymuje się legitymację rencisty (ale nie rencisty chorego psychicznie).

Może chodzi o orzeczenie o stopniu niepełnosprawności? Tam już jest znaczek o chorobach psychicznych (ale bez szczegółów jaka choroba), ale to nie jest tak, że musimy się z tym gdziekolwiek zgłaszać, np. do urzędu miasta czy odhaczyć się na policji. I również, tak jak o rentę, trzeba się o nie postarać, bo nie przysługuje nam tak po prostu z samego faktu chorowania. Dla chcących doczytać: o rencie i orzeczeniu pisałam tutaj.

Szczerze? Nikogo oprócz najbliższych nie obejdzie Twoja wizyta u psychiatry! A i oni nie będą wiedzieli sami z siebie.

5. Będę zdany/a na łaskę innych

Więc boję się choroby psychicznej… “Nie będę w stanie samodzielnie zadbać o dom, przygotowywać posiłków, załatwiać moich spraw. Nie będę już samodzielną jednostką”. Dla mnie wyraźnie widać, że to jest obawa przed zależnością. Ale nie wszystkie osoby chorujące psychicznie są zależne od innych! Masa ludzi pracuje, np. prowadząc swoje biznesy. Ciężko nazwać właściciela firmy “zdanym na łaskę innych”, co?

Nie mam danych, nawet nie mam pojęcia jak mogłabym je wygooglać, ale wiem, że przekrój społeczny osób chorujących psychicznie jest bardzo różnorodny. To nie są tylko osoby przebywające w szpitalach czy takie, które do późnej starości mieszkają z rodzicami. Widać to pod gabinetami psychiatrów, choćby po tym, jak ubrani przychodzą pacjenci. Są też mężczyźni w garniturach, kobiety z nienagannym manicurem, osoby przyjeżdżające własnymi samochodami po pracy, studenci i dorośli pacjenci przychodzący z rodzicami. Pełen przekrój, uwierzcie. 🙂

To jest tylko stereotyp, że choroba psychiczna = bycie zdanym na innych.

6. Żegnaj spełnianie się w rolach społecznych/rodzinnych

Mam tu na myśli głównie bycie dobrą mamą czy tatą, córką, synem, bratem, siostrą, mężem, żoną, partnerem, partnerką. To jest trudny temat i nie ma co oszukiwać, że choroba psychiczna coś ułatwia czy w czymś pomaga. Ale w większości przypadków, chyba, że może w tych wyjątkowo ciężkich, choroba nie przekreśla wszystkiego. Wciąż można mieć dobrego tatę, nie tylko dobrą chorobę za tatę. Można mieć super wspomnienia z nim związane. Tak fantastyczne dzieciństwo na jakie warunki pozwoliły. Choroba dużo utrudnia, ale z wieloma rzeczami można powalczyć.

Tak samo rzecz ma się ze związkami. Czasami choroba zaskakuje ludzi będących w związku – i przecież nie każdy taki związek się rozpada. Ludzie, którzy już chorują też wchodzą w związki, czasami nawet z innymi chorującymi ludźmi! Sama znam takie pary. Na pewno życie stawia im wiele wyzwań, ale czy my tu trochę nie demonizujemy? Kto chętny pójść powiedzieć np. dwójce ludzi chorych na raka, że ich związek ma łatwiej, bo to nie są choroby psychiczne? Albo np. dwójce ludzi bardzo biednych, że mają lżej? Albo dwójce młodych ludzi, którzy wyrwali się z toksycznych rodzin, że przecież wcale nie mają tak źle? Ludzi spotyka wiele nieszczęść, nie tylko choroby psychiczne.

7. Będę traktowany/a ulgowo i wszyscy się zorientują, że choruję

Podobno za diagnozą choroby psychicznej idzie ulgowe traktowanie. I wiecie co, czasami nie sposób się nie zgodzić. Jak chodziłam do poprzedniego lekarza, to często były jakieś opóźnienia, takie poślizgi czasowe i można się było naoglądać kolejnych pacjentów czekających pod gabinetem. Przychodzili tam często dorośli pacjenci z rodzicami, z którymi albo wchodzili do gabinetu albo od których dostawali szczegółowe instrukcje, jak mają się w tym gabinecie zachować, co powiedzieć, o objawach, jak często je mają,  nawet kiedy i gdzie usiąść itd. Albo słyszałam kiedyś od terapeutki zajęciowej historię pacjentki, której nie pozwalano nic zrobić w kuchni, nic, ukroić chleba, posmarować masłem, pokroić warzyw na sałatkę. Wszystko było robione za nią. Pacjentka była dorosła. Nie wiem, czy te osoby naprawdę były aż tak niesamodzielne i wymagające pomocy. Ale jak i pewnie Wam, nasuwa mi się podejrzenie, że mogło tak nie być i ktoś przesadził z pomocą.

W życiu poza – rodzinnym na hasło “choroba psychiczna” nie spotkamy się raczej z ulgowym traktowaniem. Trochę ulg daje nam co prawda orzeczenie o stopniu niepełnosprawności (dofinansowania, korzystanie z ulg, kliknij tutaj po więcej szczegółów na rządowej stronie), ale na jakieś specjalne względy wynikające tylko z posiadania diagnozy nie możemy raczej liczyć.

8. Z oddziału psychiatrycznego nie można się samemu wypisać

Oczywiście, że można! Jak z każdego innego oddziału i szpitala. To przecież nie jest więzienie. 😉 Chyba, że chodzi o takie sytuacje, jak te:

  • gdy pacjent jest osobą ubezwłasnowolnioną, ale to wtedy naprawdę bez różnicy czy oddział jest ortopedyczny czy psychiatryczny, prawda?
  • gdy pacjent zagraża własnemu życiu,
  • gdy pacjent zagraża innym osobom.

Szczegółowo jest to opisane w Ustawie o ochronie zdrowia psychicznego z 1994 roku dostępnej tutaj.

 9. Po wyglądzie lub zachowaniu można poznać, że ktoś choruje psychicznie

Wiecie, że ja kiedyś usłyszałam, że nie wyglądam na chorą psychicznie, bo mam za ładne zęby. Serio! 😀 Ktoś miał akurat taki stereotyp, że osoby chorujące psychicznie maja zaniedbane uzębienie i widocznie ja już mu nie pasowałam. Bardzo długo musiałam przekonywać, że jednak choruję naprawdę. Absurdalne?

Może Ty też nosisz ze sobą w plecaku jakiś stereotyp? Z mojego punktu widzenia to nie jest dobrze żyć z takim stereotypem: po pierwsze można skrzywdzić wiele osób, po drugie samemu sobie zawęża się horyzonty. Zapraszam pod gabinety psychiatrów: zapewniam Was, że nie znajdziecie tam tylko osoby wyglądające tak samo albo zachowujące się z jakąś jedną określoną manierą. Są tam różne osoby, z różnym sposobem ekspresji, zachowaniem, sposobem mówienia, i tak dalej.

Są co prawda przypadki, kiedy widać, że ktoś się leczy psychiatrycznie, a konkretnie, że bierze leki przeciwpsychotyczne. O uszkodzeniach układu pozapiramidowego pisałam tutaj. Ale zdarza się to tylko czasami i chorującym biorącym określony typ leków. Nie na tyle często, by mogło służyć za podstawę do wnioskowania o zachowaniu wszystkich chorujących.

Bywa i tak, że leki psychiatryczne dają nam jakieś skutki uboczne, np. wzmożone pocenie się. My wiemy, że to po tych właśnie lekach, ale wiecie co? Inni ludzie wcale tak nie założą! Dla nich to może być po prostu taka nasza cecha albo przyjmą, że leczymy się i chorujemy na to, co oni (np., nadciśnienie).

10. Diagnoza psychiatryczna od razu równa się szpital psychiatryczny

Znów nie wiem, jak to wygooglać i czy są w ogóle takie dane, ale ciekawi mnie, jaki procent pacjentów na pierwszej wizycie słyszy o  koniecznej hospitalizacji. Z mojego i moich znajomych doświadczenia wynika, że to się nie zdarza aż tak często. I to nie dlatego, że w moim otoczeniu same lekkie depresje, łagodne zaburzenia lękowe i Choroby Afektywne Dwubiegunowe w remisji. Na hasło schizofrenia szpital też się sam automatycznie nie otwiera.

W samym szpitalu też niekoniecznie jest tak, jak w Locie nad kukułczym gniazdem. To są często gęsto nowo wyremontowane, kolorowe oddziały, z przyjemnymi przestrzeniami, do których można bez problemu zaprosić odwiedzających, nawet tych niepełnoletnich. I często oddziały ortopedyczne czy kardiologiczne w starych szpitalach robią gorsze wrażenie. Leczenie szpitalne też się różni od tego znanego z filmów, książek czy historii. Słyszeliście straszne opowieści o faszerowaniu lekami, pasach i elektrowstrząsach na dzień dobry? Nie mogę mówić o wszystkich szpitalach w Polsce, ale to raczej nie są standardowe procedury.

Jeśli o hospitalizacje chodzi, to poza leczeniem na oddziale zamkniętym psychiatria wymyśliła jeszcze coś takiego, jak oddziały dzienne. Spędza się tam tylko godziny w ciągu dnia i wraca na popołudnie, noc do siebie. W ciągu dnia ma się różne zajęcia terapeutyczne: arteterapię, psychoterapię, itp. Nie brzmi wcale tak źle, prawda?

Poza tym naprawdę mnóstwo, całe rzesze ludzi leczy się tylko ambulatoryjnie, czyli tylko w przychodniach NFZ albo u prywatnych lekarzy.

 

Podsumowując

Myślę, że niestety wielu z nas odnajdzie przynajmniej jeden punkt, z którym się kiedyś utożsamiało albo utożsamia nadal. Niestety choroby psychiczne to wciąż temat, o którym się mało mówi, a to właśnie informacje oswajają strach. Jeśli ludzie są niepoinformowani dostatecznie, to na takiej podbudowie świetnie hula strach.

Nie myślcie, że mnie samej to nigdy nie dotyczyło! 🙂 Ja też kiedyś myślałam sobie “boję się choroby psychicznej”. Szczególny strach odczuwałam przed supermocami psychiatry i jego diagnozą a także czułam wielki, naprawdę przesadny respekt do punktu 1, czyli utraty świadomości, kontroli nad własną głową. A Wy odnaleźliście jakiś szczególnie Wam bliski podpunkt z tego wpisu?

 

Chadonistka
Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.