O dwóch małych rzeczach, które zwiększyły mój komfort leczenia się

Dzisiaj napiszę trochę o takich dwóch małych, prostych i łatwo dostępnych narzędziach, które niesamowicie ułatwiają cały proces przyjmowania kilku różnych leków. Nie tylko psychiatrycznych. Może okazać się, że oba te narzędzia znacie. Ale może tak jak na na początku leczenia, jeszcze nie macie pojęcia, że istnieją na świecie takie cuda i codziennie męczycie się nad każdą kolejną tabletką? Nie ma sensu się przesadnie męczyć, skoro można sobie w prosty sposób pomóc, tak sobie myślę. Bonus: wszystkie zdjęcia w tym wpisie zrobiłam sama! Ja i moje dwie lewe ręce. 

Na początku dwa słowa: ja byłam dużą szczęściarą, jeśli chodzi o zdrowie i weszłam w leczenie psychiatryczne bez specjalnego treningu lekowego związanego z jakimiś wcześniejszymi chorobami. Najbardziej skomplikowane dawkowanie leków z jakim miałam do tamtej pory do czynienia to był jeden lek brany kilka razy dziennie. Jak np. antybiotyk, brany dwa razy dziennie + cos osłonowego branego w okolicach. Nic trudnego ani skomplikowanego. Logistycznie też niezbyt wymagające – tylko jedna tabletka naraz, brana przez krótki okres czasu i w to w dodatku w domu, gdzie można się bawić w każdorazowe wyciąganie z pudełka.

Z lekami psychiatrycznymi było tak:

Jak pewnie pamiętacie z tego wpisu, ja leczenie psychiatryczne zaczęłam od leczenia epizodu depresyjnego. Tu przyjmowanie leków przeciwdepresyjnych było nawet łatwiejsze w obsłudze od antybiotykoterapii! Wtedy u mnie to była tylko jedna tabletka, raz dziennie. Jedyne, gdzie trzeba się wysilić, to pamiętać o braniu jej codziennie. Ale szybko się przyzwyczaiłam i nie przypominam sobie, aby to był problem. Więc z diagnoza depresji żyłam spokojnie i bez zmartwień w kwestii lekarstw.

Problem z lekami zaczął się, kiedy okazało się, że moja „depresja” to epizod depresyjny w przebiegu Choroby Afektywnej Dwubiegunowej. ChAD nieczęsto da się ustawić do pionu jednym lekiem i ja tez nie jestem takim przypadkiem. Wtedy zaczęłam brać, jak sobie dobrze przypominam, trzy różne leki. Coś na górkę, coś na dołek, coś stabilizującego. Zaczęło się też robić trudniej – leków brałam tylko trzy rodzaje, ale za to w różnej konfiguracji w ciągu dnia. Na szczęście długo sobie nie pochorowałam na własną rękę. Zbiegło się to bowiem z momentem, kiedy trafiłam pierwszy raz na oddział dzienny. Informacja dla tych osób, które nie są zaznajomione z tym systemem: oddział dzienny to taka forma hospitalizacji, która organizuje pacjentom czas w godzinach porannych i południowych, a resztę dnia i noc pacjenci spędzają w swoich domach. Na dzień dobry musiałam oddać wszystkie leki, jakie miałam, bo…

Niespodziewane plusy pobytu na oddziale dziennym

Na tym oddziale, na którym ja byłam wtedy, panowały takie zasady: pielęgniarka każdego ranka rozdawała pacjentom nasze poranne leki, po zajęciach dostawało się od niej dawki popołudniowe, a wychodząc po południu do domu otrzymywało się papierową torebkę z lekami na wieczór/branymi przed snem. Więc chwilowo mój problem ze skoordynowaniem brania wszystkich leków oddalił się w czasie. Ktoś myślał za mnie.

Na oddziale po raz pierwszy dowiedziałam się o istnieniu czegoś takiego jak tabletnica. Pardon, pojemnik na leki. Ale przyznajcie, tabletnica brzmi o wiele piękniej, jak „baletnica”. 😛 Każdy z nas – pacjentów dostał też jedną na własność. Tamten pojemnik to było malutkie pudełeczko z podziałem na rano –  południe – wieczór. Po wyjściu z oddziału używałam go bardzo intensywnie, nawet teraz zabieram go czasami na krótsze wyjazdy. Ogromnie mi ten mały prezent ułatwił rozłożenie sobie w ciągu dnia każdej z tabletek. Ale i tak codziennie rano musiałam tracić trochę czasu na rozłożenie leków na cały dzień.

Upgrade

Pewnego dnia byłam w aptece i zobaczyłam w witrynie takie cudo:

Oczy mi się musiały zaświecić. 😀 Z tego co pamiętam tabletnica leżała niepozornie obok kremów. Ta niebieska ze zdjęcia to już emerytka, używana kilka lat, szkiełka przestały mi się w niej szczelnie domykać. Kolejnej szukałam identycznej – nie interesowały mnie tabletnice z małymi okienkami, w które może się nie zmieścić więcej tabletek/większa tabletka. Żebyście widzieli a) zdziwienie farmaceutki w aptece i b) moja radość w tejże aptece, gdy pewnego razu udało mi się taką trafić. 🙂 Jak szóstka w totka!

Dlaczego warto mieć tabletnicę?

Tabletnica ma trzy wielkie zalety:

  • tracisz czas tylko raz, bo tylko raz w tygodniu rozkładasz leki => oszczędność czasu
  • tabletnica za człowieka pamięta co się bierze w czwartek wieczorem. Nawet jak się jest w czwartek wieczorem w bardzo złym stanie, to nie trzeba myśleć, tylko na automacie wziąć leki z odpowiedniego okienka. A jak się bierze leki grzecznie i po kolei, to nawet nie trzeba wiedzieć, że jest czwartek i wieczór, tylko wziąć leki z pierwszego wypełnionego okienka => automatyzacja brania leków
  • jak na dłoni widać, czy bierzesz leki regularnie. Tabletnicy nie oszukasz. => strażnik regularności brania leków

Druga zabawka to gilotyna:

Gilotyna to takie małe sprytne urządzonko, które robi tylko jedną rzecz: dzieli tabletki na pół. I naprawdę nazywa się przecinacz/przecinarka. 😉 Mi się jednak bardziej kojarzy z gilotyną.

Śmiejcie się, śmiejcie, jeśli to dla Was oczywiste. Ja bardzo długo nie wiedziałam, ze coś takiego istnieje i męczyłam się z każdą tabletką, którą miałam przyjąć w postaci połówkowej. 😛 Co ja się nad tymi tabletkami namarudziłam, nagadałam, ile razy wychodziłam z siebie, ile razy mi spadały z blatu i szukałam na podłodze to nie zliczę. Więc jak się tylko dowiedziałam o istnieniu takiego czegoś, co mi elegancko i bez żadnego mojego wysiłku potnie tabletki na idealne polówki, to zaraz sobie to kupiłam. Zaraz natentychmiast. Bo jeszcze pół biedy męczyć się z przepołowieniem jednej tabletki, ale wyobraźcie sobie, że macie do przepołowienia np. trzy. I robi się mniej wesoło bez przecinarki, nie?

Ceny

Jak za spokój ducha (gilotynka), pewność, że bierzesz wszystkie leki (tabletnica) i oszczędność czasu (oba) to ceny są naprawdę śmieszne. Przecinarka do leków kosztuje kilka złotych – ok. 5-6. Tabletnica to koszt maksymalnie do kilkunastu złotych, oczywiście im mniejsze, tym tańsze. Ja za swoje obecne pudełko/pojemnik na leki (4×7) zapłaciłam coś ok. 12 zł. Jak na taka wygodę, to się naprawdę opłaca. 🙂 Plus dostępne w aptece, a patek u nas mnóstwo. 🙂

 

Wiedzieliście o istnieniu takich urządzeń? Korzystacie?

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Może także Cię zainteresuje

  • Tabletnica! Genialne. Przypomniał mi się mój ś.p. dziadek, który kilka razy dziennie wyciągał te wszystkie swoje leki – a mogło być o wiele prościej. Dobrze ze o tym piszesz 🙂

    • Ja w ogóle myślę, że taka tabletnica to dobry pomysł dla każdego, kto bierze kilka różnych leków albo o różnych porach, a już w szczególności dla osób starszych. Żeby tylko raz w tygodniu musieli się głowić nad tymi tabletkowymi puzzlami, żeby nie musieli się tak pilnować z pamiętaniem co właśnie połknęli a czego jeszcze nie, no i żeby mieli lepszą kontrole nad regularnością brania leków. I jak ktoś nie ma pomysłu na prezent dla babci albo dziadka, to kupić takiej osobie pojemnik na leki. 🙂