Sztuka kochania – recenzja filmu

plakat z filmu sztuka kochania

Powiem Wam, że trudna rzecz, ta Sztuka kochania Sadowskiej. Ale po kolei.

Jak było w kinie

Byłam na tym filmie sama, a uwielbiam sama chodzić do kina. Jest w tym dla mnie coś bardzo magicznego. Jako dziecko chodziłam z mamą albo z klasą – uroki dzieciństwa na wsi, gdzie nie było kina. Teraz jestem już taka dorosła i mogę chodzić sama. No super! Więc po pierwsze byłam na tym filmie sama, co uwielbiam.

Po drugie, film wyświetlano w największej sali kinowej w jakiej kiedykolwiek byłam, a byłam w niejednej, no i nie chodzę przecież do samych małych kin studyjnych, żeby byle co robiło na mnie wrażenie w tej kwestii. A ta sala była przeogromna! Bardzo mi się to podobało.

Po trzecie na sali, a przynajmniej obok mnie nie siedział żaden wielki burak. Siedział co prawda niewielki, śmiejący się do dziewczyny obok z dosłownie każdego żartu, który padał z ekranu. Nawet jeśli to był żart wyjątkowo niskich lotów. Ale to jeszcze nie buractwo. Innych widzów za bardzo koło mnie nie było, no bo spędziłam trochę czasu w kinach i umiem wybrać strategicznie najlepszą opcję na brak ludzi wokół. 😉 Ale także inni widzowie na sali byli na plus. I wiecie co? Żadna z tych trzech rzeczy nie pomogła.

Detale

Jak dla mnie, film pozornie jest całkiem dobry. Pozornie, czyli bardzo ładne zdjęcia, super muzyka. Muzykę zrobił zresztą Radzimir Dębski, więc nie ma się co dziwić. Bardzo, bardzo ładnie mu wyszła muzyka. Będąc w kinie jeszcze nie wiedziałam, kto tę muzykę skomponował i żebyście widzieli moje zdziwienie, że taka fajna muzyka w polskim filmie. Zwykle te nasze filmy mają taką, z braku lepszego słowa „łopatologiczną” muzykę. I często bardzo nieadekwatną do tego, co się dzieje na ekranie. A więc wizualnie i dźwiękowo na plus.

Aktorzy

Idźmy dalej – gra aktorska bardzo dobra. Ja nie wierzyłam w tę Boczarską, wiecie? Nie wierzyłam że jej ta rola wyjdzie. I kiedy szłam do kina, kiedy kupowałam bilety i kiedy wdrapywałam się na swoje miejsce na sali – cały czas nie wierzyłam, że Magdalena Boczarska podoła. Że będzie kimś innym niż Magdaleną Boczarską, bo tak o niej do tej pory myślałam. I okazało się, że ta Boczarska świetnie zagrała! Że uwierzyłam zarówno, gdy grała młodą dziewczynę, jak i wtedy gdy grała starszą panią. Totalnie mnie kupiła i od teraz już zawsze jej nazwisko będzie mnie przyciągało do kina. Kto by pomyślał, nie? A wcześniej kojarzyłam ją głównie z bardzo dziwnego filmu Idealny facet dla mojej dziewczyny. Fabularnie był to film o wszystkim, natomiast aktorsko było tam wielkie nic. Stąd to moje wielkie zaskoczenie, że ta aktorka potrafi tak grać. To bardzo zadziałało na korzyść filmu.

Jeśli o aktorach, to piękna też była chemia między Magdaleną Boczarską i Erykiem Lubosem. Bardzo miło się na to patrzyło. Podobała mi się też Justyna Wasilewska w roli Wandy. Filmweb podpowiada, że ta aktora grała w Małych stłuczkach, które widziałam, ale za nic nie pamiętam tamtej roli. Tę na pewno zapamiętam.

Opowiedzenie historii

Fabularnie z filmem jest średnio, ale jeszcze nie najgorzej. Film opiera się na takim założeniu, żeby pokazywać trochę scen z przeszłości i przeplatać to scenami z teraźniejszości, kiedy Michalina Wisłocka próbuje wydać książkę. Fabuła niby jest ok, ale ja cały czas miałam wrażenie, że coś jest mi pokazywane, zamiast opowiadane. Znam to uczucie dobrze, bo towarzyszyło mi ono przy każdym odcinku kiedy Moffat kręcił Doctora Who. Można przyjść i pokazać dziecku „patrz, to jest kotek, a teraz polub go” albo przyjść, opowiedzieć co to dokładnie za istota ten kotek, co lubi robić, jaki ma miły, ale podstępny brzuszek, itd.

Oglądałam więc niektóre z tych scen w Sztuce kochania z obojętnością, a nie emocjami. Czasem z taką wewnętrzna frustracją, że nie czuję tych emocji. Zdjęcia, muzyka, aktorstwo – tak jak pisałam wyżej, to zagrało świetnie. A ja mimo to nie czułam w niektórych scenach smutku czy radości postaci. I tak sobie myślę, że te sceny można było dużo lepiej opowiedzieć. Dużo lepiej napisać?

Sztuka kochania – mój problem z filmem

Początkowo w ogóle nie mogłam zrozumieć, co mi tak bardzo nie pasuje. Dlaczego film nie wpada w kategorie dobry, ale na pewno przecież nie jest zły. Wymyśliłam: w tym filmie brakuje wizji, która jak klamra spięłaby wszystkie sceny. Która pozwalałaby zrozumieć coś więcej o tym dlaczego bohaterka jest jaka jest. Tymczasem dostaliśmy poszatkowany życiorys i efekt końcowy, który w ogóle do niego nie przystaje. I nie wiadomo nawet dlaczego! Brak takiej całościowej wizji. Ona jest tylko w jednym miejscu – w teraźniejszej Wisłockiej. To postać spójna i jasna. Może trochę zbyt posągowa i ubrązowiona, ale dla mnie jeszcze do przyjęcia. Taka konwencja. A że nijak się to nie przekłada na resztę filmu? Miałam czasem wrażenie, że oglądam dwa różne filmy. I że twórcy wcale nie wiedzą, który chcą przedstawić.

Dlaczego miałam aż taki problem z tym brakiem spójności/wizji? Jest taka rzecz, którą uwielbiam, gorąco kocham w każdym filmie, w każdej książce, w każdej wystawionej sztuce w teatrze, i tak dalej. Ja uwielbiam kiedy ktoś mi pokazuje jakiś swój pomysł. Taki pomysł przemyślany od A do Z. Znacie to powiedzenie „co poeta miał na myśli”? Ja bardzo lubię tę świadomość, że sam poeta wie co ma na myśli. Usiąść wygodnie w fotelu i pozwolić opowiedzieć sobie historię – czy jest coś bardziej fantastycznego? Kiedy ta historia jest spójna, kiedy twórcy nie tracą mojego czasu na coś, co jeszcze wymagałoby pracy. Ale takiej pracy w sensie intelektualnego wysiłku i przemyślenia. Bo kiedy artysta ma wizję, to wiele niedociągnięć można wybaczyć. Niepotrzebny rozdział, brak jednej sceny. Wybaczone.

Sztuka kochania – ja film polecam. Na pewno jest dużo ciekawszych produkcji, ale dla Boczarskiej warto obejrzeć.

About

Piszę bloga, bo lubię w wolnym czasie pobyć czarownicą. ;) Zamierzam tutaj trochę odczarować choroby psychiczne, a w szczególności Chorobę Afektywną Dwubiegunową, którą sama mam. Odczarować, czyli trochę o nich opowiedzieć, trochę na sobie pokazać, że z taką chorobą można żyć i nie zwariować. ;) Trochę przybliżyć, sprawić, żeby nie były takie groźne, nieznane i tabu. Więcej o mnie podtym linkiem.

Może także Cię zainteresuje

  • No ja jednak nadal mam problem z całokształtem promocji „Sztuki kochania” – książki, poglądów Wisłockiej etc. Chociaż Boczarskiej, nie powiem, jestem ciekawa, i muzyki Radzimira również.

    „podstępny brzuszek” :DDDD <3

    • Nie ma nic bardziej podstępnego niż kocie brzuszki! No może kilometrowej głębokości kałuże ukrywające się pod niewielką mokra plamą. 😉

      W samym filmie promocja nie jest zbyt nachalna – może co najwyżej kilka razy przewija się motyw kolorystyczny tej najnowszej okładki.

      • Za to w mediach książkę promowano jako super współczesną, podczas gdy ma mnóstwo archaizmów, a sama Wisłocka, choć niewątpliwie w owych czasach niezwykle nowatorska, postuluje w niej seksistowski podział ról i kulturę gwałtu. Sporo osób zachłysnęło się naciskiem na przyjemność kobiet oraz treściami wciąż aktualnymi i umknęła im zdradzieckość tej bądź co bądź historycznej publikacji. Gdyby chociaż przedmowa zwracała na to uwagę, to by było super. Ale nie, w przedmowie nie ma krytycznych uwag, jest sam zachwyt.
        Na szczęście do filmu nie trafiło właściwie nic ze współcześnie kontrowersyjnych poglądów Wisłockiej.

        Co do samej recenzji, mnie film się bardzo podobał. Dostrzegam teraz, po lekturze Twoich uwag, brak ogólnego zamysłu i spójności, ale historia polskiej seksuologii bardzo mnie pociąga i cieszę się, że mogłam poznać tło historyczne tej książki oraz samej Wisłockiej – pionierki w mojej dziedzinie. Ważne jest dla mnie również to, że ludzie ode mnie starsi, którzy mieli okazję widzieć Wisłocką w telewizji czy na żywo, podkreślają, że aktorka idealnie oddała jej zachowanie 🙂

        • Słyszałam o tej promocji w mediach, widziałam odświeżoną książkę na półkach, czytałam jakieś artykuły i wywiady. :/ Powiem tak: cieszę się, że tego w filmie nie pokazano i skupiono się raczej na historii, niż jak by to można sprytnie rozumieć z poziomu współczesności.

          Tak, Boczarska zagrała tak świetnie, że aż brak słów! Mi również film się podobał, ale miał dużo większy potencjał i byłam trochę rozczarowana, właśnie tymi rzeczami, o których wspomniałaś. 🙂