Remisja choroby psychicznej – jak mądrze z niej skorzystać

Scenariusz superprodukcji o remisji choroby psychicznej mógłby być na przykład taki: główny bohater lub główna bohaterka ma Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Albo schizofrenię, albo depresję – to nie jest aż takie najważniejsze, do ChADu mi jednak najbliżej. To tylko film, więc może na początek następujące po sobie ujęcia pokażą naszą główną postać jak w strasznym stanie żyje  z depresją. Że jest tak źle, że już nawet nie walczy. Że nie ma już siły na to, żeby się chociażby umyć, a co dopiero żyć. Że tak ciężko wstać z łóżka, tak łatwo patrzeć w ścianę cały dzień. Kolejne ujęcia przeskoczą już do górki. Widzowie zobaczą ją może przez pryzmat przypadkowych kontaktów seksualnych, braku snu, ciągłego pobudzenie aż do momentu, gdzie zaciera się granica między ekscytacją a drażliwością. A kulminacją byłyby sceny remisji. 

remisja choroby psychicznej 1

W filmie przedstawiłabym remisję jako powrót do aktywności sprzed choroby, wyjście za drzwi mieszkania z uśmiechem na twarzy, może strasznie symbolicznie jako spacer z zachodzącym słońcem w tle. Ale to tylko film. 😉 Film każdą taką typową „remisyjną” sceną powieliłby tylko błędy, które my sami popełniamy. Na przykład wiarę w to, że świat w remisji jest dokładnie tym samym światem, który zostawiliśmy przed chorobą. 😛 Dlaczego to nie jest prawda? Jak nie zmarnować remisji wierząc w to i tym podobne prawdy?

Uwaga! Remisja!

Na co uważać w remisji choroby psychicznej? Część z Was może sobie zadaje pytanie, dlaczego warto się nad tym pytaniem w ogóle zatrzymywać, nie lepiej po prostu chwycić tę remisję jak byka za rogi i jak najszybciej zrobić z niej użytek (bo może minąć)? Król Julian mawiał: „Teraz prędko, zanim dotrze do nas że to bez sensu”. 😛 I ja bym tego w tym kontekście chętnie użyła. W moim odczuciu rzucanie się na remisję jest właśnie trochę takie bez sensu. Czy nie lepiej sprytnie z niej korzystać, zadbać, żeby została na dłużej?

Poniżej to, co ja wiem o remisji. Piszę to teraz z perspektywy bycia w drugiej w życiu remisji choroby psychicznej, w moim wypadku remisji w ChAD.

1. Świat ruszył do przodu

To brutalna prawda: remisja nie oznacza, że wracasz do punktu wyjściowego, do punktu zero, do czasów sprzed choroby. Świat w tym czasie zdążył ruszyć do przodu, rzeczy zdążyły się zadziać, okoliczności pozmieniać. Prosty przykład: przez chorobę nie masz ukończonych studiów i teraz chciałbyś lub chciałabyś wrócić z powrotem na uczelnię? Nie wrócisz już na swój rok, do osób które znasz, a będziesz studiować z ludźmi od siebie młodszymi (często o kilka lat). Oczywiście jest to do zrobienia! 🙂 Tak samo jak otrzymanie pracy z kilkuletnią nawet luką w CV. To też jest możliwe, trzeba być jednak przygotowanym na to, że w międzyczasie gdy chorowaliśmy, to brzydko mówiąc: czas upłynął. I może nie być tak samo łatwo.

2. Twoje plany i marzenia

One również mogły ulec zmianie. Niektórym osobom, które poznałam będąc na oddziale wiele radości dawało fantazjowanie na temat „jak to nie będzie wspaniale jak wyzdrowieję i wrócę do robienia XYZ”. Potrafiły tak robić całymi latami i zupełnie przez to nie zauważały, że tak naprawdę… wcale już nie chcą tego robić! Serio! Da się przegapić zmianę marzeń i celów, jeśli nie z przyzwyczajenia czy z sentymentu do dotychczas włożonej w jakąś aktywność energii to może z poczucia, że trzeba kończyć to co się zaczęło. My się zmieniamy. Nasze marzenia, cele, plany również. Zastanów się nad swoimi, zanim przyjmiesz je za pewnik.

3. Nie wymażesz choroby

Choroba już się wydarzyła. „Nicnierobienie” – być może tak postrzegasz cały czas swojego chorowania. Wiem, że mogły to być całe lata. 🙁 Ale nie cofniesz już tego, choćbyś bardzo chciał/a. Życie to niestety nie jest matematyka, że w chorobie trochę się odejmie, a w remisji trochę się doda, rzucając się w różne aktywności ponad swoje siły. To prowadzi do przemęczenia, do kolejnego epizodu choroby, nie do wyrównania rachunków. Sam/a widzisz, że patrząc z tej perspektywy nie ma co chwytać dziesięciu srok za ogon, żeby tylko nadrobić „stracony” czas.

remisja choroby psychicznej 2

4. Mierz siły na zamiary

Tak więc mamy tę remisję, masz ją Ty, mam i ja. Zwłaszcza na początku wydaje się nam, że remisja jest jak worek Świętego Mikołaja – taki worek pełen prezentów, kompletnie bez dna! Tylko my zamiast prezentów wyciągamy odporność na stres, pogodę ducha, niespożytą wydawałoby się ilość energii, chęć życia, jasność myślenia i wszystko to, czego brakowało nam w chorobie psychicznej. Remisja nam to zapewnia i wydaje się, że jest tego tak wiele (zwłaszcza w porównaniu ile mieliśmy wcześniej np. krytycyzmu w manii). I tutaj, UWAGA, czai się pułapka. Bo jesteśmy jak dziecko obdarowane wieloma prezentami i zupełnie nieobiektywne ile czego ma. Naszych nowych supermocy może nie być aż tyle, ile nam się wydaje.

Nie mówię, żeby na nie chuchać i dmuchać, ale warto spróbować spojrzeć z dystansem na nasze zasoby. Może naprawdę nie warto się teraz porywać z motyką na słońce w przypadku niektórych projektów?

5. Ustal priorytety

To jest najbrutalniejsza lekcja jakiej udzieliła mi poprzednia remisja.

Mamy te nasze supermoce i mamy też już wiedzę, że nie są aż takie super. Mieliśmy jakieś plany i marzenia sprzed choroby i całkiem ładnie je odsialiśmy, aż do uzyskania obecnych celów. Celów mamy dajmy na to 5. No to robimy, tak? No właśnie nie. 🙂 Tu się zaczyna ta brutalna część: okazuje się, że 5 najważniejszych celów to sobie może mieć ktoś, komu nad głową nie wisi perspektywa kolejnego epizodu choroby. Można się zwyczajnie nie wyrobić ze wszystkimi, przed kolejnym zachorowaniem. 🙁 Dlatego z własnego doświadczenia polecam ustalenie, co jest dla nas najważniejsze i skupienie się na tym. Nie odkładanie tych ważnych priorytetów na kolejny tydzień, czy miesiąc, bo czas remisji może się skończyć. 🙁

6. Nie bój się nawrotu

To chyba najtrudniejsze, prawda?

Powiem Ci jak ja to widzę. Odkąd pogodziłam się z tym, że choruję jest mi łatwiej. Wiem, czuję, że każdy epizod choroby jest tylko tym – epizodem, że minie. Depresja, hipomania, remisja – nic nie jest ostateczne. Moja całkiem jeszcze nowa remisja prawdopodobnie też nie jest ostatnią w moim życiu. Oczywiście jestem tylko człowiekiem, chciałabym, żeby ta remisja była ostatnia, żebym za kilka lat mogła odstawić leki i mogła myśleć o ChADzie tylko w kategoriach przeszłości. Ale realia są jakie są. Więc po co się zamartwiać czymś, co i tak nadejdzie? Cały rok płakać, że w grudniu przyjdzie zima? Całe wakacje myśleć codziennie tylko o tym, że pierwszego września idzie się do szkoły?

 

Może macie jeszcze jakieś rady dla początkujących w remisji? 🙂

 

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Może także Cię zainteresuje