Pułapka remisji

Ci z Was, którzy są ze mną dłużej pewnie zaraz pewnie mi przypomną, że pisałam już o remisji w Chorobie Afektywnej Dwubiegunowej. Owszem, linki do wpisów są TU i TUTAJ. Przedstawiłam tam remisję, czym jest, jak wygląda. Pisałam o tym jak wygląda sprawa z odstawieniem leków w remisji. I dlaczego niektórym chorującym wcale a wcale się ta idea zdrowienia nie podoba. Termin „ogólne refleksje” chyba dość dobrze oddaje charakter tamtych dwóch wpisów. Nie szukałam tu do tej pory przestrzeni, żeby podejść do tematu z bardziej osobistej perspektywy. Trochę nie potrzebowałam takiego miejsca, a trochę nie było o czym pisać. Co się zmieniło?

remisja w chorobie afektywnej dwubiegunowej 1

Mój mały super secret project

To będzie taki 11 fakt o mnie i moim chorowaniu. 😛 Pierwszych 10 znajdują się w tym poście, gdyby ktoś był ciekawy jaki mniej więcej przebieg ma mój ChAD. Więc 11 fakt: jakiś czas temu, jeszcze całkiem niedawno, weszłam w remisję. Piszę dość enigmatycznie „jakiś czas temu”, bo ciężko mi dokładnie określić ten moment, kiedy to się stało. 😛 Jak to możliwe nie połapać się, że ma się remisję? Prosta sprawa, krótka piłka: ten moment akurat się pokrył w czasie z innymi problemami zdrowotnymi, które dawały objawy mylnie przeze mnie interpretowane jako objawy depresji. I choć moja pani doktor wpisywała w kartę remisyjną sygnaturę (F31.7!) i przekonywała, że obecnie z tą depresją to nie tak, nie tak i nie to, to jednak tak zwyczajnie trudno mi było odczuwać początki remisji chorując fizycznie. 😉 Uspokajam zaniepokojonych, problem okazał się prozaiczny i już został rozwiązany. 😉 W każdym razie konkluzja niech będzie taka, że stan remisji nie miał łatwo, żeby się przedostać do mojej świadomości i dać mi się odczuć czy przeżywać.

Ale wiecie, jak już tylko przestałam niedomagać fizycznie, to oczywiście połapałam się, że mam remisję! Może więc nie jestem jeszcze tak całkiem stracona dla ludzkości, co? 😀

Historia moich remisji

Żebyście mogli zrozumieć dalszą część tego wpisu potrzebna jest Wam znajomość jeszcze dwóch faktów. 🙂 Pierwsza tajemna rzecz: moja poprzednia remisja zdarzyła się 1,5 roku temu i trwała jakieś 4-5 miesięcy. Długo i krótko jednocześnie. Długo – bo mogłam się nacieszyć kolejnymi „normalnymi”, „zwyczajnymi” dniami, a trochę ich było, bo tak upłynęło mi kilka miesięcy. Każdy kolejny dzień – jak było fajnie! Krótko – bo choć nie weszłam wtedy w remisję prosto z ciężkiej depresji, ostrego stanu mieszanego czy dużego epizodu manii i miewałam wcześniej „lepsze” dni, to tego stanu remisji nie można do nich zupełnie porównać. I zwyczajnie, ile by tych remisyjnych dni nie było to i tak zawsze za mało. Po drugie: to była moja jedyna remisja w ciągu kilku lat leczenia się. Tak więc: jestem  w tym temacie nowicjuszką. Bardzo. Nic więc dziwnego, że złapałam się w coś na kształt pułapki.

remisja w chorobie afektywnej dwubiegunowej 2

Pułapka remisji, w którą dałam się złapać

Znacie pewnie takie sytuacje kiedy jest źle, koszmarnie źle albo nawet i jeszcze gorzej. Nie chodzi mi zaraz o Chorobę Afektywną Dwubiegunową, epizod psychotyczny, zaburzenia lękowe czy w ogóle jakiekolwiek zaburzenia psychiczne. „Niemożliwie wręcz źle” może dla kogoś oznaczać po prostu zwykły zły dzień. Wstaliście lewą nogą; jesteście ciągle w niedoczasie; wszystko leci Wam z rąk; dzieci dokazują właśnie wtedy, gdy pracujecie nad czymś ważnym; migrena postanowiła zaatakować akurat tego dnia, kiedy zależy Wam na tym, żeby wyjść z domu np. na randkę; nad Waszą głową wisi trudny, stresujący projekt i nie macie czasu żeby zrobić coś przyjemnego dla siebie; a może po prostu piszecie bloga i jak na złość kolejne wpisy się nie chcą dać napisać i tkwicie nad białym ekranem już któryś dzień. 😉 Jeśli te przykłady nie wystarczają, to wyobraźcie sobie po prostu Waszą własną interpretację określenia „okropny czas„.

I niech podniesie rękę ten, kto nigdy sobie w takim momencie nigdy nie pomyślał: „no dobra, dzisiaj nie wychodzi, ale przyjdzie taki czas, że jeszcze będzie przepięknie„. 😛

Piszę do Was dzisiaj, żeby dać  znać, że ja właśnie wpadłam w pułapkę przepiękności. Kiedy były depresje czy nawet ostatnia bardzo miła hipomania przed rokiem, kiedy przyplątywały się stany mieszane to z rożną intensywnością myślałam o tym co to się nie będzie działo, kiedy przyjdzie ta wyczekiwana remisja. Gdzie nie pojadę, kogo nie poznam, czego nie zrobię… I przede wszystkim: jak to wspaniale będę się czuła! Widziałam tę przyszłą remisję trochę tak jak lekką hipomanię. Wiecie: rzeczy przychodziłyby mi z łatwością, wszystko udawało, a ja skakałabym sobie z chmurki na chmurkę codziennie tak samo szczęśliwa.

Jak naprawdę jest w remisji

Tymczasem życie pokazało, że remisja nie zawsze oznacza prosto, łatwo i przyjemnie. Nie jest to kraina wiecznej szczęśliwości. Jest takie jedno bardzo dla mnie piękne słowo określające remisję. 😛 W remisji jest normalnie. Oczywiście, na pewno jest łatwiej czy prościej niż w epizodzie chorobowym. Żyje mi się tez przyjemniej bo mam wrażenie, że bardziej przytomnie patrzę na świat. Wiecie, jakby mnie ktoś odwinął z folii, którą byłam owinięta chorując i przez nią doświadczałam rzeczywistości. Ale te wszystkie prościej, łatwiej i przyjemniej bledną przy tym mocnym wrażeniu jak bardzo jest normalnie. O ile normalniej!

„Normalnie” to jednak takie pojęcie, które oznacza nie tylko same superlatywy. „Normalnie” to też trudne emocje, lęk, normalnie to czasami mieć wszystkiego dość, normalnie jest wtedy kiedy niektóre rzeczy nie wypalają. Normalnie znaczy czasami spędzić cały dzień w łóżku (i to jeszcze nie depresja!). Normalnie znaczy się bać, czuć niechęć, smutek, ale i euforię (i to jeszcze nie hipomania!). Normalnie jest czasami mieć mętlik w głowie, daleki jednak od stanu mieszanego!

Ciężka jest ta normalność, co mam Wam mydlić oczy. Moje małe „rozczarowanie” remisją to jedno, a to że życie pomimo tego, że „łatwiej, prościej i przyjemniej” jest jednak trudne. Nie zamieniłabym jednak tego stanu na żaden inny (nawet na miłą hipomanię!). Przynajmniej est prawdziwie.

remisja w chorobie afektywnej dwubiegunowej 3

Co w leczeniu remisja zmienia i czego nie zmienia

Co się zmieniło: dostałam pozwolenie na dużo rzadsze wizyty w gabinecie psychiatry. Znam spotkania co dwa tygodnie, co miesiąc, co dwa, ale teraz dostałam zaproszenie na pokazanie się za cztery miesiące! Cztery! Jest to dla mnie nie do uwierzenia. Wiecie jaki to jest ogrom czasu? Oczywiście jak cos się będzie działo niepokojącego, to mam nie czekać, tak dla jasności. 😉

Co się nie zmieniło: Nadal zamierzam regularnie przyjmować leki. Ten mój koktajl przeróżnych tabletek to była do tej pory wystarczająco dobra dla mnie mieszanka, a jak widać po remisji – jest w niej coś więcej niż tylko przymiotnik „wystarczająca”. Jeśli już w ogóle poruszamy ten temat leków, to muszę sobie pozwolić na mały komentarz na temat ich odstawiania. Do tej pory wszyscy lekarze, których spotkałam stali na stanowisku, że każdemu chorującemu na ChAD, marzącemu o odstawieniu leków trzeba postawić wymóg kilkuletniej remisji. Ja poznałam parę osób, które odstawiały leki zaraz po wejściu w remisję, kiedy poczuły się lepiej i pewnie Wam wystarczy, jak napiszę, że poznałam te osoby na oddziale i nie były tam one w charakterze personelu. 😉

 

Wrzucam ten wpis na bloga też trochę egoistycznie, dla siebie. Jak już wiecie to jest moja druga remisja. Myślę, że na tej poprzedniej tez było raczej normalniej niż przepięknie. To wrażenie zatarło się jednak w mojej pamięci. Wydaje mi się, że na tamtej remisji było jednak jakby prościej, itd. no, w skrócie po prostu przepiękniej. Logika podpowiada jednak, że muszę się mylić. Obym tym razem nie zapomniała, jak ta remisja smakuje! 🙂

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Może także Cię zainteresuje