Psychotropy w pytaniach i odpowiedziach cz. I

tabletki ułożone na kształt mapy świata

Psychotropy – dzisiaj o tym temacie kilka słów. Wyszła mi bardzo długa notka, dlatego podzieliłam ją na dwie części. Sam temat leków psychotropowych siedział już we mnie od jakiegoś czasu, ale ostatnio zdarzyło się coś, co przelało czarę goryczy.

Czytam sobie któregoś razu pewną grupę na fejsbuku. Wyostrzam wzrok, bo pada temat wizyty u psychiatry. Czy warto, jak wygląda, co daje, czy pomoże, czyli takie typowe rozterki przed pierwszą wizytą u tego lekarza. Mam w planach napisanie o tym notki. Wracając do grupy: w pewnym momencie w komentarzach zaczyna się wylewanie lęków i hejtu na psychotropy. Jakie to leki złe, a jakie niedobre, a jakie paskudne. Jak to wpływają na mózg, rzecz jasna negatywnie. Więc: niszczą mózg, zmieniają osobowość, uzależniają, tyje się po nich i w ogóle same skutki uboczne.

Albo rozmawiam kiedyś ze znajomym mi człowiekiem, u którego trochę wcześniej zdiagnozowano jedną z chorób psychicznych. I co słyszę? Że przed psychotropami, to będzie się bronił rękami i nogami, że nie ma nic gorszego i dalej leci ta sama śpiewka jak wyżej: że niszczą mózg, zmieniają zachowanie, otępiają, itd.

Nie zliczę już ile razy miałam okazję słyszeć, jak to ktoś chorujący psychicznie jest „uzależniony” od leków. I bierze je właśnie z powodu tego uzależnienia, bo przecież nie dlatego, że ma poważną chorobę, nie?

Czym są psychotropy?

No właśnie, co to właściwie są te psychotropy, którym przypisuje się takie niesamowite właściwości? „Psychotropy” to taka piękna szufladka, do której można włożyć różne typy leków. Osoby, które mówią o lekach psychotropowych mogą mieć na myśli i leki nasenne, przeciwlękowe (uspokajające) i przeciwdepresyjne, leki stabilizujące nastrój (normotymiczne) a także leki przeciwpsychotyczne (inaczej neuroleptyki, to nie to samo co leki uspokajające, biorą je osoby np. ze schizofrenią, z CHADem, w którym występują psychozy, itp). Z tymi ja się spotkałam, ale to nie wyczerpuje definicji psychotropa. Trochę dużo różnych typów leków jak na jedną szufladkę, nie?

Co ma na myśli konkretna osoba, z którą rozmawiasz i która twierdzi, że „psychotropy są be”? Nie zgadniesz. To znaczy w większości przypadków nie zgadniesz, bo spotkasz się z kimś kto o psychotropach i psychiatrii ma wyobrażenie stereotypowe i nigdy się nie zastanawiał nad zróżnicowaniem zaburzeń psychicznych. Drugą grupą, na którą się możesz natknąć i która też będzie mówić brzydko o psychotropach, są osoby, które będą potrafiły podać dokładne mechanizmy działania poszczególnych leków z danych grup. 😉 Tacy, co to się znają lepiej od lekarza. 😉 Ale ja się z tymi osobami spotykam znacznie rzadziej. Zazwyczaj jest tak, że psychotropy=wszystkie leki od psychiatry=fuj.

Czy psychotropy wpływają na mózg?

Wyobrazisz sobie ze mną hipotetyczną sytuację? Mamy osobę, nazwijmy ją Typowa Pacjentka.

Typowa Pacjentka trafia do psychiatry, a ten dziwny lekarz proponuje jej jakieś straszne w mniemaniu Typowej leki. Bo okazuje się, że to psychotropy. Typowa Pacjentka jest oburzona, jak ludzie na fejsbukowej grupie, o której pisałam wyżej. No jak to, myśli sobie Typowa Pacjentka, przecież ten niedobry psychotrop wpłynie na działanie mojego mózgu! Ogarniacie, wpłynie na działanie pięknego, zdrowego mózgu, działającego bez zarzutu mózgu Typowej Pacjentki. Jednak znalazła się ona u lekarza psychiatry, zapewne nie z powodu choroby nogi czy płuc, tylko właśnie dlatego, że jej mózg nie działa prawidłowo. Ma jakieś objawy, które jej przeszkadzają w życiu, może choruje na schizofrenię, może ma ChAD, może depresję, może lęki, a może cierpi na bezsenność. Jeśli psychotropek ma naszej Typowej Pacjentce „namieszać” w biochemii mózgu, to przecież trzeba pamiętać, że ta biochemia nie jest taka śliczna i prawidłowa w punkcie wyjścia. I potrzebuje ingerencji z zewnątrz.

mózgi ułożone jeden obok drugiego

Czy działanie psychotropów jest nieodwracalne?

Innymi słowy czy jeśli Ci nie podpasują i zrobią kuku (jakkolwiek miałoby ono wyglądać), to te zmiany w mózgu zostaną już na zawsze? Moja odpowiedź brzmi: nie, nie zostaną. Zresztą to jest też odpowiedź neurobiologów, którzy zajmują się tzw. plastycznością mózgu. Mózg to jest taka niesamowita sprawa! Potrafi się sam naprawiać jak coś mu nie pasuje. To nie jest stały, skostniały organ, w którym jeśli coś się zepsuje, to zostaje zepsute po wieki wieków. Ludzie regenerują się po udarach! Nie znam nikogo, kto miałby jakieś długofalowe nieprzyjemności z powodu tego, że w przeszłości brał jakiś lek, z którego nie był zadowolony. Np. mamy pacjenta, który bierze lek, po którym ma skutki uboczne typu lekkie zaniki pamięci. Wiadomo, jest z tego bardzo niezadowolony i lek zostaje natychmiast zmieniony. To nie jest tak, że mózg „pozwoli”, żeby te zaniki pamięci zostały forever&ever, on się zaraz samonaprawi i ten przykry skutek uboczny zostanie tylko jako nomen omen wspomnienie. Plastyczność mózgu, super rzecz.

Czy psychotropy zmieniają zachowanie?

Niby mogłabym się zgodzić. Musicie wiedzieć, że ja mam ogromne problemy ze snem i z zaśnięciem, i żeby się nie wybudzać milion razy w ciągu nocy. Biorę na to małą czerwona tabletkę – jakżeby inaczej, to jest właśnie psychotropek. Po tej tabletce mam rzeczywiście zmienione zachowanie – szybko zasypiam, nie obudzi mnie już byle szmer, bo śpię głębokim snem, nie przerywanym ciągłym budzeniem się. Tak działa moja mała czerwona tabletka. Jej skutki działania widać od razu, ale to jak Ci później pokażę, raczej wyjątek od reguły.

Żaden inny lek jaki brałam – czy to przeciwdepresyjny, czy stabilizator nastroju, czy przeciwpsychotyczny – nigdy nie spowodował, że coś się samo stało, bez mojego udziału. Te leki robiły i robią różną dobrą robotę: potrafią pomóc  łatwiej się skoncentrować, móc skupić uwagę, być wolniejszą jeśli jest taka potrzeba na górce, czyli np. wolniej mówić, innym razem dodają energii. Np. antydepresanty dają mi takie poczucie mocy sprawczej do wstania z łóżka, kiedy są te okresy, że samej mi się nie udaje. Ale nie nazwałabym tego zmianami zachowania. U mnie to tylko wpływ na nastrój i ilość posiadanej energii.

Zachowanie jest bardziej świadome i żaden lek, który brałam nigdy moim zachowaniem nie sterował. Naprawdę, nie przychodzi mi do głowy ani jedna sytuacja, w której mówiłam coś czego nie chciałam mówić, bo wina leków albo robiłam jakieś rzeczy, których nie chciałam mówić przez leki. Choroba dziwnie zarządzała moim zachowaniem i to ona zmieniała moje zachowanie, ale żeby leki? No way.

Zapraszam na cześć drugą – klik i trzecią – klik.

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Może także Cię zainteresuje

  • Wreszcie ktoś porusza ten temat… czekam na II część:)

  • Naprawdę świetny post! Ja sama jestem psychologiem i w tej „branży” też często można spotkać się z opinią, że leki tylko „zagłuszają” objawy, a lepiej zająć się przyczynami (np. podczas psychoterapii). Do pewnego stopnia się zgadzam z takim podejściem, ale tylko w tym sensie, że panuje u nas okropna lekomania, a jak badania pokazują wielu pacjentów prędzej wybierze elektrowstrząsy niż rozmowę o swoich problemach;) ale z drugiej strony na pewno leki są w wielu sytuacjach konieczne – doświadczyłam tego obserwując chorą onkologicznie osobę z mojego bliskiego otoczenia – korzystała ona z pomocy psychologa, ale żeby wypracować sobie jakiś system radzenia sobie potrzeba czasu, a żeby przetrwać leczenie i poradzić sobie ze związanym z nim lękiem potrzebowała leków. I to one w pierwszej kolejności pomagały.

    • Dzięki za komentarz od tej drugiej strony! Zgadzam się, że wielu pacjentów za nic nie pójdzie na psychoterapię. Albo jeśli już tam trafią przy dostępności na nfz, która jest jaka jest, to nie będą potrafili/chcieli z niej skorzystać – np. oczekując rad jak żyć.

      I jeszcze tak mi przyszło do głowy… Wiesz, jaki jest sposób na takich specjalistów, którzy aplikowaliby pacjentowi tylko psychoterapię? 🙂 Zapytać, czy podjęliby się sesji z pacjentem w ciężkiej psychozie. Tylko nieliczni czują się na siłach. Byłam kiedyś na konferencji o psychiatrii środowiskowej i jeden z prelegentów miał wystąpienie na temat pracy psychoterapeutycznej z pacjentem z psychozą. Nie spotkało się to z entuzjazmem jak możesz się domyślać

  • Leki rzadko wpływają na zachowanie (oczywiście pomijam leki stosowane w leczeniu szpitalnym),ale nie można pominąć tego działania niepożądanego jakie występuje np. na początku przyjmowania leków (SSRI np,bo to najczęściej spotykana grupa chyba). Warto o tym mówić,żeby potem nie powodowały one strachu,że coś się dzieje złego. W ulotce często nawet jest napisane,że może wywoływać myśli samobójcze i zmiany nastroju. To jest raczej rzadki objaw,ale wszelkiego rodzaju senności,zdołowania mogą się zdarzyć. To jest etap przejściowy teoretycznie do 14 dni, w praktyce raczej krócej trwa.

    • Poruszyłam ten temat tutaj: http://chadonistka.pl/psychotropy-pytania-iii/
      Po prostu jak zaczęłam pisać o lekach, to wyszło mi tak dużo, że uznałam, że nikt tyle nie będzie chciał czytać naraz. 😉 I podzieliłam na trzy części.
      Z SSRI chyba często tak jest też dlatego, że ludzie się od razu nastawiają, że po pierwszej tabletce objawy im ustąpią, a że tak się nie dzieje, to sa jeszcze bardziej wyczuleni na te, które już mają i odbierają je mocniej.
      Dzięki za wyrażenie swojego zdania!