Pierwsza notka jest najtrudniejsza

dziewczyna radośnie trzyma parasolkę na tle żółtych desek

Najbardziej ze wszystkich etapów nie lubię początków. Pierwszych spotkań, pierwszych dni, pierwszych razów, pierwszych wrażeń, pierwszych notek.

Początek

Kiedy przyszedł mi do głowy pomysł z założeniem bloga, to muszę przyznać, że długo się wahałam. Tak dawno nie miałam bloga, że wydawało mi się, że zupełnie zapomniałam jak się pisze notki! Jak się pisze pierwsze chyba nigdy nie umiałam. Chciałam nawet, przyznaję, dość tchórzliwie jak na mnie, po prostu nie napisać notki początkowej i płynnie przejść do notki numer dwa. Zrozumiałam jednak, że dla mnie nie jest to najlepsze wyjście.

Bo ja lubię, kiedy rzeczy mają ustaloną kolejność i trzymają się jakiegoś porządku. A w porządku każdego z możliwych światów jest miejsce na pierwszą notkę.

Z tym blogiem to jest dziwna sprawa. Piszę dla siebie w tylu różnych szufladach, że można by pomyśleć, że wystarczy tego pisania. A mi i tak krążył po głowie temat bloga. Kolorowego, z ładnymi obrazkami. Ale nie wiem, jak to w końcu wyjdzie z tymi kolorami, bo jednak szanuję Wasze oczy bardziej niż moją potrzebę kolorów.

Miałam sen

Pewnej nocy przyśniło mi się, że mam bloga, wiecie? Taki miałam sen, siedziałam w nim i przeglądałam bloga, o którym wiedziałam, że jest mój. To był sen z gatunku tych niezwykle realistycznych, więc kiedy się rano przebudziłam, przez chwilę wciąż byłam przekonana, że mam takiego pięknego bloga. I to było bardzo miłe przekonanie.

Z tego miłego przekonania bierze się to miejsce. Stworzenie go było i łatwiejsze, i trudniejsze niż myślałam. Łatwiejsze – bo jednak ta cała zabawa w domeny, wordpressa, wtyczki, polega tylko na klikaniu, a tyle przecież umiem. Trudniejsze – bo nie obyło się bez popełniania błędów i złośliwości rzeczy martwych. Kto nieuważnie zarejestrował domenę ręka w górę. 😛 Albo kto próbował milion razy zainstalować wtyczkę do Instagrama.

Na razie bardzo ładnie to wszystko działa. Powiedziałabym, że jestem zadowolona, ale to za mało. Ja fruwam gdzieś pod sufitem – ze szczęścia oczywiście. Nie myślałam, naprawdę nie wiedziałam, że taki mały blog może przynieść mi tyle radości. Wymyślanie pomysłów na notki, wybieranie szablonu, dopasowywanie kolorów. Nawet walczenie z głupimi wtyczkami, żeby coś na blogu działało jest fajne.

O czym to będzie

Wszystko fajnie, ale o czym tutaj właściwie będzie, prawda? Na samym początku chciałam mieć bloga o ChADzie – Chorobie Afektywnej Dwubiegunowej. Ale usiadłam i pomyślałam, i z myślingu wyszło mi, że moje życie przecież na samej chorobie się nie kończy. Dlaczego więc ja miałabym się ograniczać aż tak bardzo do jednej tylko tematyki? Poza tym, czy nie mądrzej było by mieć bloga o ChADzie, który pokazuje, że diagnoza to jeszcze nie jest koniec świata?

Postanowiłam, że będę w takim razie pisała o ChADZie i o tym, co poza nim. O tak zwanym życiu. O tym, co oglądam w kinie i o serialach. O książkach, które czytam. O miejscach, które zwiedzam. O śmiesznych rzeczach, które zauważam w świecie. W praktyce pewnie i tak coś jeszcze dojdzie, o czym teraz nie pomyślałam.

Czego nie będzie:

Nie będzie czerni, bo chociaż lubię, to na blogu zrobi mroczny klimat, który mi nie odpowiada.

Nie będzie użalania się nad moim biednym życiem i złym, złym ChADem. Ja jestem teraz w takim miejscu, że nie towarzyszą mi takie myśli.

Nie będzie przecinków we właściwym miejscu. Przecinki raczej prawdopodobnie na bardzo wiele procent, będą tutaj dobierane metodą na chybił trafił.

Pierwsza notka już prawie za mną. Tak podsumowując, to powiem Wam, że cieszę się niezmiernie, że przyśnił mi się ten sen o posiadaniu bloga. Bez tego nie wiem ile czasu by mi to jeszcze zajęło! Zbierałabym się i zbierała, i zebrać nie mogła.

<a href=”https://www.bloglovin.com/blog/18765453/?claim=r9kfaxb2fkx”>Follow my blog with Bloglovin</a>

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Może także Cię zainteresuje

Comments are closed.