Niepotrzebna jak róża – recenzja książki

Arnhild Lauveng – czy znacie to nazwisko? Możecie tę panią kojarzyć z dość chyba znanej książki Po drugiej stronie lustra, w której, jak słyszałam opowiada ona swoja historię zmagań ze schizofrenią. Tak, autorka była bowiem przez 10 lat pacjentką szpitali psychiatrycznych i miała, jak sama uważa, całkiem słusznie postawioną diagnozę schizofrenii. Dzisiaj ta sama osoba jest absolwentką psychologii norweskiego uniwersytetu i pracuje jako psycholog kliniczny. Napisała też jeszcze drugą książkę. Czy też książeczkę, bo Niepotrzebna jak róża liczy niecałe 180 stron i choć ładnie wydana, to wygląda raczej niepozornie. Ja po nią sięgnęłam trochę przypadkiem: dodałam do koszyka przy okazji innych książkowych zakupów, bo zainteresował mnie podtytuł. W całości brzmi to następująco. Niepotrzebna jak róża. Potrzeba normalności w chorobie psychicznej. Całkiem ciekawie się zapowiada, prawda?

Tekst w zielonych ramkach to cytaty z książki.

Co to właściwie jest za książka

Książka składa się z trzech części: Marzyć, Współpracować i Iść dalej. W sumie zawierają one 11 rozdziałów, a każdy poprzedzony jest wierszem autorstwa Arnhild Lauveng. Książeczkę wydano w Norwegii w 2006 roku, w Polsce wydało ją wydawnictwo Smak Słowa.

Czytało mi się tę lekturę bardzo dobrze, choć robiłam wiele przerw, żeby przemyśleć i przetrawić treść. Wielki plus za to, że autorka jest osobą oczytaną i ogarniętą jeśli chodzi o kulturę (np. filmy). Wzięło się stamtąd wiele porównań, metafor i odniesień, co sprawiło, że czytanie było jeszcze przyjemniejsze.

Jeśli chodzi o samą treść – książka jest pełna refleksji nad leczeniem, remisją, stanem psychiatrii, pobytami na różnych oddziałach, trudnościami, z jakimi można się zetknąć na drodze do zdrowienia, relacjami z personelem, potrzebami osób chorujących. To nie jest książka fabularna, wydarzenia nie są nam prezentowane chronologicznie. Ja podczas czytania miałam wrażenie, że rozmawiam z koleżanką i ona mi we właśnie takiej luźnej rozmowie opowiada swoją historię, skacząc w czasie w tę i w tamtą stronę, okraszając historie dygresjami, a przede wszystkim dzieli się ona ze mną różnymi refleksjami.

Mam dla Was kilka cytatów.

Niepotrzebna jak róża a potrzeba normalności

Gdy byłam chora nie chciałam być traktowana jak człowiek z chorobą psychiczną. Chciałam być traktowana jak człowiek.

Arnhild Lauveng w wielu miejscach porusza ten temat. Z wielkim wzruszeniem wyciąga na przykład różne sytuacje, gdy ktoś z personelu medycznego, któryś z pracowników oddziału albo jakiś inny pacjent potraktował ją normalnie. Nie jak osobę chorą, ale jak człowieka. Przykład? Pierwszy z brzegu, wspominany w książce kilka razy – jedna z lekarek opiekująca się nią podczas pierwszego pobytu na oddziale pozwoliła Arnhild wyjść na spacer w deszczu. Chęć spaceru w deszczu nie ma nic wspólnego z byciem zdrowym czy chorym, ale wielu innych lekarzy zabroniłoby pacjentce takiej wyprawy. Tylko czy faktycznie byłby ku temu istotny powód?

Nie jesteśmy naszą chorobą!

Jeśli zredukuje się człowieka tylko do jego części, chorej części, można tym zabić w nim zarówno poczucie ludzkiej wartości, jak i możliwości rozwoju. Nawet ci, którzy pogodzili się ze swoją chroniczną chorobą i sami dobrze wiedzą, że będą chorzy bardzo długo, a może nawet zawsze, powinni mieć możliwość odgrywania czasami innych ról. Nie musisz być zdrowy, aby czegoś dokonać – a wiele osób robi w życiu mnóstwo rzeczy, mimo stale obecnych objawów choroby. Bo ci ludzie nie są swoją chorobą, oni tylko mają chorobę.

Kiedy to w książce przeczytałam, to zaczęłam bardzo, bardzo żałować, że nie trafiłam na tę pozycję wcześniej. Tak o kilka lat wcześniej. Może nie na początku leczenia, ale tak zaraz po postawieniu diagnozy ChAD. 😉 Był to w moim życiu taki okres, kiedy wyjątkowo ciężko szło mi oddzielanie siebie od choroby. Umiałam każdą swoja cechę czy zachowanie wytłumaczyć wpływem Choroby Afektywnej Dwubiegunowej.

Nie jestem swoją chorobą! Takie proste i odkrywcze. Mam jakieś objawy, ale to nie są moje cechy, to nie jestem ja. Łatwo o tym zapomnieć mając ChAD. Ale pewnie z innymi zaburzeniami jest podobnie.

A trochę mniej osobista wykładnia… Już kiedyś pisałam tutaj, że można być dobrą mamą czy dobrym synem pomimo objawów choroby. Albo nawet mniejsze rzeczy: czy można samodzielnie chodzić do lekarza pomimo objawów choroby, jakiejkolwiek? Jeśli nie jesteśmy w szpitalu to najwidoczniej nie ma przeciwwskazań! A wielu rodziców dorosłych chorujących dzieci o tym zapomina. Nie zliczę ile razy widziałam dorosłego pacjenta, którego mama pouczała pod gabinetem jak ma się zachować u lekarza, po czym i tak wchodziła z nim. Gdzie tu sens i logika to ja naprawdę nie wiem. Myślę bowiem, że taka osoba – z depresją, ChAD, schizofrenią, pomimo choroby, sprawdziłaby się w roli pacjenta w gabinecie. (Głupio to zabrzmiało, ale mam nadzieję, ze wiecie o co chodzi.) W roli osoby robiącej sobie kanapkę. Ścielącej swoje łóżko. A czasami nawet dostęp do tych małych rzeczy jest przez bliskich limitowany. :/

Remisja jako czas pokoju

Byłam wojownikiem, a teraz wojna się skończyła i nie do końca wiedziałam, w jaki sposób należy przyjąć pokój.

W innym fragmencie jest napisane też o przekuwaniu mieczy na pługi. Miecze nie są bowiem potrzebne w czasie pokoju, prawda?

Zmiażdżyły mnie te porównania. To jest dokładnie sedno mojej skomplikowanej relacji z własną remisją. Po sobie widzę, że dużo łatwiej odnajdowałam się podczas chorowania niż chwilami teraz. Miałam jakieś procedury działania, protokoły działania gdy zdarzy się A, B i C… a teraz zdarzają się koła, kwadraty i trójkąty i czasami nie wiadomo, co zrobić. Nikt tego nie uczy! Trzeba to sobie od nowa wypracować. Jak ma wyglądać życie.

W Niepotrzebnej jak róża o remisji, powrocie do zdrowia i do życia poza oddziałami autorka pisze jeszcze bardzo wiele razy. Jeśli Was ciekawi ten temat, to nie mogę nie zarekomendować książki!

To powinno być na plakatach

Ile razy słyszeliście od kogoś, że nie chce się leczyć, bo leczenie go zmieni, wyciszy albo niepotrzebnie pobudzi. Otworzy jakieś emocje, zagrzebie jakieś emocje. Obojętnie nawet, czy mówimy o psychoterapii czy leczeniu psychiatrycznym. Ja takie teksty słyszałam nie raz, więc Wy pewnie też. Arnhild Lauveng używa świetnej metafory na rozprawienie się z takimi lękami:

Celem terapii nie była zamiana dzikiego ogiera moich uczuć w sennego kucyka ze szkółki jeździeckiej, ale oswojenie go na tyle, żeby pozwolił się oporządzić, przyjął opiekę i jedzenie, a swoje talenty nauczył się wykorzystywać do tworzenia konstruktywnej wspólnoty z innymi.

Oczami wyobraźni widzę taką kampanię promującą korzystanie z pomocy psychologiczne, psychoterapeutycznej i psychiatrycznej. 😉 Z konikami w roli głównej. To byłoby piękne i bardzo potrzebne.

Stan psychiatrii w Norwegii (i Polsce)

Psychiatria jest bardzo niedofinansowaną częścią opieki zdrowotnej w Polsce. To nie ulega wątpliwości, o tym się słyszy na różnych konferencjach, z ust lekarzy, pacjentów, czasami nawet w telewizji! 3,5% – taki kawałek tortu wszystkich wydatków na ochronę zdrowia w Polsce przypada psychiatrii. Od lat specjaliści głośno mówią o tym, aby podnieść tę kwotę do 5-6%.

Nigdy jednak nie patrzyłam na to pod kątem pokazanym w książce. Autorka w wielu miejscach pisze o tym, ze pieniądze pieniędzmi, ale one nie rozwiążą każdego problemu. Bo liczy się też wrażliwość personelu.

Ona ma rację! Choć książka została wydana w 2006 roku w Norwegii a nie napisana w 2018 w Polsce! Zaczęłam się nad tym zastanawiać i wyszło mi, że większość nieprzyjemnych sytuacji, z którymi zetknęłam się na oddziałach i podczas bycia pacjentką ambulatoryjną wynikało z tego, że komuś się nie chciało wykazać jakąś taką podstawową wrażliwością na drugą osobę, że ktoś z personelu miał problem z postawieniem się w roli pacjenta, komuś innemu nie wystarczało empatii, kogoś innego pacjenci zwyczajnie nie obchodzili i ich olewał, choć to była jego praca albo ktoś z personelu zwyczajnie o czymś nie pomyślał.

To są takie kwestie, których największe pieniądze nie załatwią. Co innego kupno dodatkowych foteli, krzeseł, sprzętu do muzykoterapii, gier, puzzli, materiałów do arteterapii, remonty, posyłanie personelu na szkolenia, zatrudnienie dodatkowych osób, postawienie dodatkowych łóżek Ale bez wrażliwości i empatii i tak nici z poprawy tego stanu rzeczy, jaki obserwujemy w psychiatrii. Macie podobne refleksje?

Książeczka Arnhild Lauveng jest ujmująca

Ujęła mnie na tak wielu płaszczyznach, że głowa mała! Jest pięknie napisana, ładnym i bogatym językiem, z wieloma odniesieniami do innej literatury. Przejawia się w niej niesamowita wrażliwość autorki. Jest w niej mnóstwo analiz i refleksji. Czasami bardziej pobieżnych a czasami naprawdę głębokich. Trafność tych analiz, jak już pisałam wcześniej, czasami mnie po prostu miażdżyła. Bardzo spodobało mi się też rozłożenie tematyki chorowania w książce. Ani przez chwilę nie poczułam się przytłoczona obrazami chorującej autorki, objawami choroby, nieprzyjemnymi sytuacjami, w jakich była autorka z jej powodu. Jest to bardzo umiejętne poprzetykane różnymi dygresjami, tak, że nie czuje się ciężaru książki. Choć daleka jestem od stwierdzenia, że jest to lekka lektura.

Polecam Niepotrzebną jak róża każdemu, kto…

Poleciłabym tę lekturę wszystkim zainteresowanym chorowaniem i zdrowieniem, poza osobami, które oczekują typowej autobiograficznej historii o schizofrenii. Takiej z początkiem, rozwinięciem i końcem, prowadzonej chronologicznie według wydarzeń z życia autora. To nie jest taka książka.

Na pewno warto ją przeczytać będąc w remisji czy stojąc u progu remisji. Jak również wtedy, kiedy do remisji nam daleko, ale szukamy nadziei na to, że może być inaczej, lepiej i zdrowiej. Jako książkę konieczną do przeczytania poleciłabym ją bez wyjątku osobom pracującym na co dzień z pacjentami – nie tylko lekarzom i pielęgniarkom, psychologom, ale całemu personelowi (np. osobom z rejestracji).

I każdemu, kto nie wierzy, że osoby ze schizofrenią mogą być elokwentne, wykształcone i mieć dystans do własnej choroby.

 

Czytaliście tę książkę? A może znacie Arnhild Lauveng z jej drugiej książki Po drugiej stronie lustra?

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Zajrzyj też tutaj: