Na pewno nie znasz nikogo, kto choruje na chorobę psychiczną?

na chorobe psychiczna

Jestem pewna, że znasz przynajmniej jedną osobę cierpiącą na jakieś zaburzenie lub na chorobę psychiczną! Zastanawiasz się, czy to nie za mocne stwierdzenie? Jak byk stoi tam wykrzyknik. A to, że jestem „pewna”, sugeruje kategoryczność moich słów. Mimo to, nie cofnę ich. Mogłabym się nawet o to z Tobą założyć i wiem, że bym wygrała. Nawet „dałabym sobie rękę uciąć”, bo wiem, że nic nie ryzykuję, ponieważ mam rację. Jestem więc pewna, że przynajmniej jedną taką osobę znasz.

Nie znam nikogo, kto choruje

Pojawiają się czasami tutaj w różnych komentarzach pod moimi wpisami o depresji czy Chorobie Afektywnej Dwubiegunowej, czy o chorobach psychicznych w ogóle mniej takie zdania: „to mnie nie dotyczy” albo „nie znam nikogo, kto choruje” albo „kojarzę temat tylko z internetu, mediów, filmów i literatury…” Zawsze się nad tymi fragmentami komentarzy zatrzymuję na chwilę i uśmiecham, bo wiem, jak bardzo to jest nieprawdopodobne.

I nie chodzi o to, że myślę, że autorzy tych komentarzy kłamią czy ubarwiają rzeczywistość! Skądże! Ja głęboko wierzę, że są oni przekonani, że nikogo chorującego psychicznie nie znają. To tak samo jak niektórzy z moich znajomych święcie wierzyli, że nikogo takiego nie znają, dopóki im nie powiedziałam, że ja też choruję. 😛 Domyślacie się już, o co mi chodzi?

Trochę statystyki

Fundacja Pro Domo podaje, że w Polsce na schizofrenię choruje 1 milion osób. 1 milion! Z kolei na stronie Kampanii Forum Przeciw Depresji widnieje informacja, że temat depresji dotyka w Polsce 1,5 miliona chorujących. W różnych źródłach znalazłam informacje, że na choroby i zaburzenia psychicznych cierpi od 8 do 12 milionów Polaków.  Co więcej, te liczby wzrastają z roku na rok!

Z matematyki wynika, że na cztery – pięć osób jedna albo zachoruje albo będzie miała jakieś zaburzenie psychiczne. Statystycznie rzecz ujmując, gdyby wybrać czterech czy pięciu losowych Polaków, to byłaby w tym gronie osoba chorująca psychicznie.

Na świecie według WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) statystyki są podobne. 1/4 lub 1/5 ludzi ma problemy ze zdrowiem psychicznym. Dane są przerażające. Na przykład sama depresja to 350 milionów chorujących osób na świecie! To dziesięciokrotność ludności Polski.

Ale Ty mówisz, że Ciebie to nie dotyczy i nikogo takiego nie znasz?

Ale wiesz, że na przykład ja mogę być Twoją koleżanką z pracy, prawda?

Koleżanką ze studiów?

Po prostu koleżanką?

Dawno nie widzianą znajomą, z którą dzieliłeś/aś jedną ławkę w szkole?

Sąsiadką?

Może to u mnie listonosz zostawia Twoje przesyłki?

Może jestem tą dziewczyną, do której zawsze szczerzy się Twój pies na spacerach?

Klientką Twojego sklepu?

Regularną komentatorką Twojego bloga?

Może spotykamy się w jednym kinie? Na pływalni?

Kupujemy warzywa w tym samym miejscu?

Kto wie, może wypożyczasz po mnie te same książki z naszej wspólnej biblioteki?

Jest milion innych miejsc, w których jeszcze możemy się spotykać. Może ten sam poranny autobus?

Może nie znasz konkretnie mnie. Ale kogoś chorującego na pewno znasz!

na chorobe psychiczna

Jeszcze troszkę statystyki o tolerancji

W 2014 roku CBOS opublikował wyniki ankiety na temat tolerancji. Badani zostali zapytani m.in. o to, czy nie miałbyś nic przeciwko, gdyby twoim sąsiadem była osoba chorująca psychicznie. Tylko 54% osób zadeklarowało, że im by to nie przeszkadzało. Powiesz, że to nie najgorszy wynik? Że biorąc pod uwagę stereotypy, przysłowiowe statystyczne trzy nogi kota i człowieka, i tak dalej? Cóż, wynik i tak mógłby być o 46% lepszy! To duże pole manewru. Zwłaszcza, że pytanie dotyczyło sąsiada, nie partnera życiowego. 😉

Z czego bierze się taki wynik? Ze stereotypów! A domyślam się, że łatwo ulec takiemu rodzajowi myślenia. Zwłaszcza, kiedy o nikim z naszego otoczenia na sto procent nie wiemy, że choruje psychicznie. Chorujący nie mają (na szczęście!) wypisanego na czole tego, że chorują. W związku z tym czasami niełatwo ich poznać. Uciążliwe objawy chorobowe w wielu przypadkach nie trwają cały czas. O tym, czym jest okres remisji pisałam kilka słów tutaj (kliknij tutaj). Czasami objawy przemijają. A niekiedy nawet kiedy trwają, są widoczne tylko dla samego chorego i najbliższych mu osób.

Z boku niewprawne oko może nie zauważyć niczego niepokojącego.  Zwłaszcza kiedy spodziewa się czegoś spektakularnego, godnego by sprostać stereotypowi.

Stereotyp osoby chorej na chorobę psychiczną

W wielkim skrócie: według stereotypu osoba chora psychicznie jest niebezpieczna i zachowuje się nieprzewidywalnie. Objawy choroby są dziwaczne, nie do przeoczenia, wzbudzające duży niepokój. A sam chory – nienormalny i odstający od reszty społeczeństwa. To tylko stereotyp!

Stereotypy powodują mnóstwo problemów! Ale o stygmatyzacji jeszcze kiedyś napiszę. Dzisiaj chciałabym się skupić szczególnie tylko na jednej negatywnej kwestii związanej ze stereotypowym myśleniem w tej sprawie. Na tym, co się dzieje, kiedy jesteśmy wyczuleni nie na to, co jest ważne i realne, a na to co mówi stereotyp.

Uwaga! Niebezpieczeństwo

Jeśli zaczynamy wierzyć w stereotyp osoby chorującej psychicznie, to spodziewamy się tylko tych naprawdę spektakularnych objawów choroby. I w ogóle nie dostrzegamy nic, NIC, niepokojącego w objawach mniej wyrazistych, słabszych, bardziej rozproszonych, mniej standardowych. Bo przecież to nie są objawy chorób i zaburzeń psychicznych, prawda? Takie powinny wyglądać inaczej, jak cos wielkiego, nie do przeoczenia, wzbudzające od razu nasze zainteresowanie. I wreszcie: jak ktoś nie ma takich spektakularnych – to leń i nierób i wcale nie choruje.

Łatwo przeoczyć drobne sygnały, że coś się dzieje nie tak jak powinno. A osoby chorujące będą takie sygnały wysyłać, nawet mimochodem. Lepiej zainterweniować wcześniej, niż później. Albo zanim w ogóle będzie za późno, tak jak w przypadku samobójstwa.

Wyostrzenie wzroku na te objawy mniej intensywne i łatwiejsze do umknięcia nie jest rzeczą prostą. Bez wątpienia wymaga treningu i przestawienia myślenia z tego dyktowanego przez stereotyp na bardziej ludzkie i otwarte.

To jak, dalej uważasz, że nikogo chorującego na chorobę psychiczną nie znasz? Mógłbyś się teraz o to założyć? 😛

About

Piszę bloga, bo lubię w wolnym czasie pobyć czarownicą. ;) Zamierzam tutaj trochę odczarować choroby psychiczne, a w szczególności Chorobę Afektywną Dwubiegunową, którą sama mam. Odczarować, czyli trochę o nich opowiedzieć, trochę na sobie pokazać, że z taką chorobą można żyć i nie zwariować. ;) Trochę przybliżyć, sprawić, żeby nie były takie groźne, nieznane i tabu. Więcej o mnie podtym linkiem.

Może także Cię zainteresuje

  • <3 nieś kaganek oświaty, Mądra Kobieto.

  • Miałam kiedyś koleżankę, która na 100% cierpiała na jakieś zaburzenia psychiczne. Ale nie wiedziałam do tej pory, że tych chorych jest tak dużo.
    Jaką mam opinię o stereotypach – wiesz. Ale jednak nie wrzucałabym tak wszystkich do jednego worka, bo na pewno są takie choroby psychiczne, które uczynią kogoś niechcianym sąsiadem. Większość osób chorych jest nieszkodliwa, ale to o tych szkodliwych słyszy się najwięcej…

    • Nie, nie ma takich chorób psychicznych, które…. Są tacy chorzy. Jednostki. Poznałam w życiu kilka osób ze schizofrenią. Jedna była rodem z najgorszych stereotypów. Potwór z dzieciństwa, bałam się jej bardziej niż Buki (zresztą wyglądały podobnie). Ale pozostałe osoby ze schizofrenią, które poznałam… szczerze, zapominałam, że są chore.
      Ta Buka zresztą też była Buką tylko dlatego, że się nie leczyła, i była taka tylko dla sąsiadów i rodziny. Poza tym była aktorką, nauczycielką wymowy, angażowała się w pomoc socjalną dla najuboższych dzieciaków z osiedla i póki nie zmógł jej nowotwór, miała wielu znajomych. Cierpiała w czterech ścianach naszego bloku.

      • Zgadzam się z Tobą – są jednostki, nie choroby. A jednostkom zawsze można pomóc, w przeciwieństwie do bardziej ogólnych chorób. 😉
        Zastanawiałaś się kiedyś, czy bałabyś się Buki też jako dorosła osoba? W dzieciństwie często mamy tendencję do szukania strachów tam gdzie ich nie ma albo do wyolbrzymiania. Jak to dzieci. 🙂

        • Nie musiałam się zastanawiać. Moja sąsiadka była naprawdę niebezpieczna, moją koleżankę podniosła za włosy i próbowała zepchnąć ze schodów, a mnie kilkakrotnie uderzyła oraz nie pozwalała mi wejść do mieszkania lub wyjść z niego. Kiedyś, gdy byłam sporo starsza, weszła nam do mieszkania (wychodząc na chwilę z psem, nie zamykałam drzwi – przecież w środku była mama) i nas okradła. Oprócz tego nam groziła, niszczyła nam i innym sąsiadom rzeczy, składała skargi na policję. Smaczku dodawało to, że wiele lat wcześniej została skazana za zabicie swojego męża, acz uniewinniono ją w drugiej instancji. Podobno nie chciała, to było coś w stylu „i wtedy nadział się na mój nóż”, ewentualnie obrona własna (podobno mąż był przemocowy), ale dla nas wcale nie było to ulgą!
          Natomiast to był tylko element jej choroby. Kiedy zmarła, jej córka przyjechała z drugiego końca Polski i rozmawiała trochę z moją matką. Zaprosiła ją też do mieszkania sąsiadki – było zdewastowane, pełne zapisków z ostatnich trzydziestu lat w rodzaju „1.4.92. Obserwują mnie”. Sąsiadka miała tę odmianę schizofrenii, która charakteryzuje się manią prześladowczą i dla niej te lęki były jak najbardziej realne. W jej obrazie świata ja i matka byłyśmy wrogami, podobnie jak sąsiadka spod niej i ta z budynku naprzeciwko. A ona się tylko broniła…
          Kiedy sąsiadka brała leki, bo były i takie epizody w jej życiu (plus raz udało się załatwić dla niej hospitalizację), była zupełnie spoko. Wrażliwa na krzywdę, interesująca, życzliwa osoba. Zanim zaczęła widzieć we mnie wroga, spędzałyśmy wiele czasu na rozmowach oraz podarowała mi wiele swoich książek (a byłam dzieckiem bardzo odizolowanym społecznie, samotnym i właśnie zaczytanym, więc to dużo dla mnie znaczyło).
          Po latach widzę tu raczej problem prawny i socjalny: z powodu wielu wcześniejszych nadużyć oraz stygmatyzacji chorób psychicznych obecnie chorej psychicznie osobie w Polsce trudno zapewnić niezbędną pomoc. Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego zbyt rzadko zezwala na udzielenie takiej pomocy. Gdyby można było sprawić, że sąsiadka brałaby leki, a w razie nawrotów trafiałaby do szpitala, a równocześnie byłoby to coś zupełnie oczywistego, naturalnego i OK, że ma taki problem – sprawa by nie istniała. Szybka interwencja załatwiałaby sprawę na wiele miesięcy, a generalnie miałybyśmy fajny, ciepły kontakt z miłą, starszawą już panią. Ale zmiana przepisów i społeczeństwa tak, żeby móc skutecznie pomóc ludziom takim, jak sąsiadka, to bardzo trudna i delikatna sprawa.

          • Jak wiele leki zmieniają. A to tylko malutkie tableteczki. 🙁 Szkoda bardzo, że Twoja sąsiadka się nie leczyła regularnie. Musiała się biedna strasznie męczyć i sąsiadów przy okazji. 🙁
            Ładnie to nazwałaś: „problem prawny i socjalny”. Dziś z tego co się orientuję wcale nie jest pod tym względem lepiej. 🙁 Co śmieszne, bo co jakiś czas słyszy się o ludziach, którzy spędzają w szpitalach psychiatrycznych po kilka lat (jakieś przedłużone obserwacje na przykład), a kiedy trzeba naprawdę pomóc, to okazuje się, że się nie da, nie ma rozwiązania systemowego, odpowiednich przepisów i w sumie nie wiadomo kto mógłby być odpowiedzialny za daną sytuację. :/
            W ogóle u nas, w naszym pięknym kraju, osoby chore psychicznie są trochę pozostawione same sobie i o ile same sie ogarniają albo mają od tego bliskich to jest ok. Gorzej jeśli tak nie jest i żyją naprawdę same. Np. kiedyś mi opowiadano, że w Niemczech jest tak, że jeszcze będąc w szpitalu przychodzi do ciebie jakiś urzędnik/ktoś z pomocy społecznej (?) i pyta o sytuację socjalną pacjenta, pomaga załatwić należne dodatki pieniężne, itd. No generalnie bierze taką osobę w opiekę. W Polsce wychodzisz ze szpitala i musisz liczyć na siebie, sama się przebijać w urzędach, dbać o rachunki, itd.
            Dziękuję, że podzieliłaś się historią sąsiadki! 🙂

          • Och, niemieckie rozwiązanie jest zatem bardzo dobre. U nas niby też jest pomoc społeczna, ale częstokroć bardzo nawala. Tak jakby im się nie chciało i jednocześnie nie wiedzieli, co można zrobić. To oczywiście zależy od wiedzy i zaangażowania konkretnego pracownika oraz od funduszy ośrodka (zawsze za małych), ale systemowe rozwiązania są naprawdę niezadowalające. Moja mama niby korzysta z pomocy, a tak naprawdę jest zostawiona sama sobie – więcej pomaga jej mój przyjaciel i opiekun, który roztoczył swoje skrzydła nad nami obydwiema.

            A sąsiadki po latach mi naprawdę szkoda. Tym bardziej, że parę miesięcy po jej śmierci ona mi się przyśniła. Ale nie jako koszmar, jak zawsze, tylko tak… przepraszająco i słonecznie. Mam wrażenie, że wróciła wyczyścić sytuację między nami. Od tamtej pory nie wspominam jej ze złością tylko ze współczuciem. Szkoda, że nie dało się tego zrobić za jej życia.

          • Fajnie mają pod tym względem w Niemczech. I w ogóle mają tam nieźle rozwiniętą psychiatrię środowiskową, też ciekawy temat. W Polsce jeszcze wiele wody musi upłynąć, żeby była jakaś konkretna, ustalona systemowo pomoc.

          • Koniecznie napisz wpis o tej psychiatrii środowiskowej, chętnie się dokształcę!

      • I widzicie – człowiek się całe życie uczy. Teraz już będę wiedziała. Dziękuję, dziewczyny! 🙂

    • Ja się bardziej skłaniam ku temu, co pisze Noemi.Life. To jednostki są uciążliwe, nie choroba z założenia. Szukałam dla Ciebie cały dzień analogii i chyba znalazłam: to trochę tak jakby powiedzieć, że nie chce się mieszkać obok osoby chorej na raka, bo MOŻE ją czasami nieznośnie boleć i MOŻE czasami nie brać leków przeciwbólowych/mogą one nie wystarczać i MOŻE krzyczeć w nocy, co z kolei MOŻE przeszkadzać. Z uciążliwością chorób psychicznych jest w moim odczuciu podobnie. Ale nawet głupi katar może być uciążliwy dla otoczenia, jeśli spełnionych jest odpowiednio wiele warunków. 😉
      Telewizja często pokazuje jakieś starsze osoby gromadzące w mieszkaniu przydasie z okolicznych śmietników, nie wyrzucające żadnych odpadków, zbierające stare gazety itd. Ale nawet takim osobom można pomóc! I nie stanowią one przecież nawet 1% chorujących, a już na pewno nie tyle, żeby niemal połowa badanych nie chciała mieć za sąsiada osoby z jakąkolwiek chorobą psychiczną. 🙁

  • Rzeczywiście powszechny problem…bardzo dobrze, że o tym piszesz. Trzeba uświadamiać

    • Tak to niestety jest, występowanie chorób psychicznych i innych zaburzeń jest powszechniejsze niż nam się wydaje. 🙁

      • Oj tak, dzisiejszy dzień pokazał, że chyba powszechniejsze niż myślałam 😉

  • Myślę, że ten stereotyp jak na razie nie ma możliwości wyginięcia. Osoby chore wiedzą doskonale jak jest i jak to wszystko wygląda, niestety z powodów zaburzeń często nie potrafimy o tym powiedzieć, a zdrowym ludziom ciężko jest zauważyć te drobne sygnały jak sama wspominałaś. Dobrze, że starasz się to uświadomić, ale myślę że i tak do wszystkich osób, szczególnie wypowiadających się w wspomniany przez Ciebie sposób „to leń i nierób i wcale nie choruje” to nie dotrze. Przykre, ale chyba niestety prawdziwe… Pozdrawiam, buziaki!

    • Mówią, że kropla drąży skałę. 😉 A tak poważniej: zawsze, w każdym temacie będą jakieś osoby niereformowalne zupełnie, o poglądach tak twardo ustalonych, że nie do zmiany. Smutne to. 🙁 Mnie to też trochę przeraża, tak szczerze mówiąc.

  • Adam Zyskowski

    Ostatnio myślałem akurat o tym, że na stygmatyzację osób chorych psychicznie wpływa również trywializowanie i ośmieszanie procesu leczenia w popkulturze. Wybitnie często w filmach i serialach terapeuta jest szarlatanem, który tylko potakuje pacjentowi zamiast go leczyć, a osoba chora jest przedstawiana jako śmieszna, dziwaczna, żałosna. Cały wątek leczenia jest przeważnie komediowy. Popularnym motywem jest też psychiatra, mający złe zamiary wobec swoich bezbronnych pacjentów. Myślę, że to przenosi się z ekranu na postrzeganie chorych i lekarzy w prawdziwym świecie. Gdyby tak odwrócić sytuację, i zacząć pokazywać realistyczny obraz chorych i profesjonalnych terapeutów, wszyscy zainteresowani by na tym skorzystali.

    • Och tak! Popkultura na pewno dołożyła swoją cegiełkę, czy nawet cegłę!
      Co do tego, że wszyscy by na tym skorzystali, gdyby okazywano prawdziwy obraz chorych i terapeutów/psychiatrów, to nie mam najmniejszych wątpliwości. Ale to nie jest chodliwy temat, bo zaraz by się okazało, że to dosyć nudne i mało spektakularne. 😉
      Polecam Ci „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”, jeśli jeszcze nie miałeś okazji obejrzeć.

  • Anna Kurtasz

    Nerwica też? Natręctwa? To znam siebie 😉 Problem chorób psychicznych zostaw chyba w bardzo złej wersji utrwalony w świadomości (przez filmy głównie), a tak naprawdę to jest coś obok nas, z czym da się żyć 🙂

    http://przystanek-klodzko.pl/

    • Filmy na pewno do tego całościowego obrazu dołożyły. 🙁

  • Sylwia Szutko

    Świetny artykuł!

  • Mnie dotyczy! Z najbliższych mi osób mama zmaga się z depresją od lat. ALe wiem,że takich osób wokół mnie jest więcej.

    • Przykro mi z powodu mamy. 🙁
      Fajnie, że zdajesz sobie sprawę z tego, że w Twoim otoczeniu więcej osób może chorować.

  • Bebe Talent

    Ja akurat poznałam osobę z choroą afektywną dwubiegunową. Cudowna, optymistyczna, życzliwa osoba, nagle potrafiła się zmienić w kogoś, komu nie chciało się żyć.

    • Podstępna ta choroba jest, niestety. 🙁

  • Małgorzata Hert

    Z depresją miałam do czynienia po lekach 🙁 Z nerwicą niestety też. często nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele osób w okół nas cierpi na różne schorzenia…

    • Dokładnie! Zakładamy, że wszyscy wokół nas są zdrowi i nie maja problemów, bo „przecież by mi powiedzieli”. Tymczasem świat nie zawsze kręci się wokół nas i nie musimy o wszystkim wiedzieć. 😉

  • Znam nawet kilka osób. Na szczęście świadomość rośnie, a ludzie przestają postrzegać bycie chorym jako wstyd i pozwalają sobie pomóc.

    • Dobrze, ze ta świadomość społeczna rośnie, szkoda, że tak powolutku. 🙁

  • Czy to moja wina, że nikogo takiego nie znam? A nawet jeśli znam, to nie mam o tym najmniejszego pojęcia. Nie mam pojęcia, bo osoba chora nie informuje o swojej sytuacji. 😉

    • Dlatego postuluję, żeby bezpiecznie założyć, że kogoś się zna! 😉

  • Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby stygmatyzować kogoś tylko dlatego, że cierpi na chorobę psychiczną. Sama wychowuję niepełnosprawne dziecko i wiem, jak bolą niesprawiedliwe osądy…

    • Tej stygmatyzacji jest niestety bardzo dużo. 🙁 W przypadku niepełnosprawności również. 🙁

  • Mi też nigdy do głowy nieprzyszło aby stygmatyzować kogoś tylko i wyłącznie dlatego, że jest chory. Pytanie czy to kwestia świadomości (i znania osób chorych) czy może wychowania … nie wiem.

  • Bardzo ważny i potrzebny temat, świetnie, że go poruszasz! Znam osobę z chorobą psychiczną i wcale nie kojarzy mi się źle – wręcz przeciwnie, jest wyjątkowo inteligentna, o bardzo dobrym sercu. Miałam też w rodzinie przypadek depresji i w życiu nie pomyślałabym, że ktoś taki zasługuje na gorsze traktowanie. Ale wiem, że problem z tolerancją osób z chorobami psychicznymi jest spory, bo już sam termin ‚choroba psychiczna’ źle się kojarzy. Nie musi i nie może tak być, bardzo dobrze, że o tym piszesz 🙂

    • Chociażby „chory psychicznie” – niech mi ktoś powie, że dla niej/dla niego to jest sformułowanie neutralne albo pozytywne. Że ma ok wydźwięk. Bo się zdziwię jak ktoś tak akurat stwierdzi. 😉

  • Karolina Niedziela – Kasiarz

    Przez to że tak źle nam się kojarzą choroby psychiczne wiele osób nie szuka pomocy u specjalistów. To ważne żeby mówić o tym. Nie rzadko zdarza mi się myśleć że sama powinnam szukać pomocy a tego nie robię bo hamują mnie stereotypy i to co inni pomyślą.

    • Poruszyłaś ważny temat. Często niestety jest tak, jak piszesz. 🙁 Nie robimy czegoś, bo albo „co inni powiedzą” albo mamy te przekonania innych już tak wbite w swój światopogląd, że są naszymi własnymi stereotypami. 🙁

  • Pracuję w psychiatrii, więc doskonale znam temat. Wydaję mi się, że mimo wielu akcji społecznych, stygmatyzacja zwiększa się zamiast maleć… Mało kto wie, że to są inteligentni, ciepli, często szalenie utalentowani – zwyczajni ludzie.
    Nie znasz nikogo chorującego psychicznie? Ja chyba nie znam nikogo, o kim mogłabym powiedzieć, że jest w 100 % zdrowy 😉

    • Ja też. 😉 Widać za dużo kontaktu z psychiatryczną stroną świata. 😉

  • Kamila Aleksandra Pokój

    Jesteś moim najulubieńsiejszym blogiem na świecie <3

  • Znam kilka osób. Jedna się nie przyznaje, ale nie mogę wkroczyć w jej życie, bo to znajoma…. jak dla mnie na drodze do depresji. Nasze społeczeństwo niestety bardzo piętnuje chore osoby, które zamiast wsparcia otrzymuje garść szyderstw….co ja mówię potok. Czasami ktoś komu rozpada się związek potrzebuje pomocy psychologa i nie idzie…bo się wstydzi…a często bywa to pierwszy stopień do dalszych zaburzeń.

    • Ciężko jest zwłaszcza w mniejszych miastach i na wsiach. 🙁 Ale w dużych miastach, przy nieodpowiednich nastrojach otoczenia też nie jest łatwo. 🙁

      • Chyba nie zależy to od wielkości miejscowości… Ludzie wszędzie sa podli. Wydaje mi się, że za granicą nie stygmatyzuje się aż tak chorych, bardziej skłania sie ku pomocy.

        • To też różnie bywa. 🙁 Czytam trochę o tym co się dzieje, jeśli chodzi o ruchy pacjentów na rzecz zdrowia psychicznego w Wielkiej Brytanii i w Stanach i też nie jest tam za wesoło. 🙁 Podobne problemy co u nas.

          • O widzisz, to miałam inne informacje. Ważne jest, że zaczyna coś się dziać w tym kierunku i to jest dobre.

          • Insightfullll

            Jeżeli chodzi o dyskryminację w pracy, za granicą nie jest aż tak źle. W Polsce zwolnienie od psychiatry (niezaleznie czy dwudniowe czy miesieczne) w większości środowisk raczej nie jest mile widziane, a i zawodowa dyskrecja osób od spraw kadrowych odbiega od idealu. Ani razu od początku pracy zawodowej (juz 9 lat,4 miejsca pracy) nie byłem na l4 od psychiatry, zawsze od internisty i to max tygodniowym.

          • Szkoda, że takie kombinowanie (inny lekarz, wyjaśnianie o co chodzi, załatwianie zwolnienia) jest konieczne, ale w niektórych środowiskach tak bywa. Słyszałam nawet o leczeniu się u psychiatry specjalnie w innym mieście, na drugim końcu Polski, czy pójście na oddział do szpitala z dala od domu, żeby tylko nikt nie rozpoznał np. w poczekalni, pod gabinetem, przed wejściem, itd.

          • Insightfullll

            Jako młody człowiek rozpoznałem w jednej z wspolpacjentek swoja nauczycielkę z podstawowki (b.duża pzp państwowa,kolejka do wielu lekarzy jednocześnie w tej samej poczekalni, pani siedziała dość daleko. Sam też nie mialbym śmiałości podejsc-minęło ponad 10 lat odkąd przestałem być jej uczniem. Pamiętam ze były duuuuze problemy u niej na lekcji z utrzymaniem dyscypliny wśród 11-latkow. Jako dziecko myslalem naprawde mocno-stereotypowo i nie podejrzewalbym ze może mieć problemy tej natury. Dopiero własna choroba w pełni uświadomiła mi, że większość chorujących wygląda i zachowuje się zwyczajnie, ewentualnie jest trochę bardziej „stonowana, przytlumiona”- w szkole myslalem ze nauczycielka ma mocno flegmatyczny temperament i tyle).

            Teraz po prostu nie chcialbym mieć nieprzyjemności w pracy, atmosfera i bez tego delikatnie mówiąc „średnia”, a odejść trudno-zarobki nie powalają również u konkurencji, tam też nie zatrudniają zbyt łatwo na um.o prace, a chętnych sporo. Lekarz rodzinny ma ode mnie (i od psychiatry) informacje o chorobie i przyjmowanych lekach; l4 wypisze bez problemu, ale nie nadużywam tej możliwości. Bywało, że zmiana leku lub duży kryzys = tydzień w domu, jednak zwykle rzadziej niż raz na poltora roku. Częściej miewam infekcje z gorączką.

            Myślę że w wiekszych miastach (mimo że sam mieszkam w stolicy i natknąłem się na kogoś znajomego w poradni przed laty) ludzie są bardziej anonimowi, a prywatne pzp bardziej kameralne/dyskretne. Nawet w recepcji personel nie uzyje pełnego imienia i nazwiska pacjenta i nie podniesie głosu (kilka starszych wiekiem i stażem Pań z rejestracji w IPiN powinno bylo przejść jakiś skuteczny kurs nt ochrony danych osobowych i savoir vivre).
            Lata temu, gdy znalazłem lekarza, który mi odpowiada, zacząłem leczyć się prywatnie (ważna byla dostępność w godzinach poznopopoludniowych oraz ilość czasu dla pacjenta na wizytę), przy okazji zauwazylem tez o wiele wyzsza jakosc obsługi w rejestracji.

          • Ja nigdy nie miałam takiej sytuacji, żeby spotkać kogoś znajomego w poradni. Tzn. spotykałam znajomych, ale takich, których poznałam np. na oddziale i wiedziałam o nich, że chorują, jak i oni wiedzieli o mnie. Ale takich znajomych, o których nie wiedziałam, to nie. Może to i dobrze, bo nie wiedziałabym chyba jak się zachować. Ani współczuć i się dziwić, ani przybijać piątkę.
            Twoja historia ze spotkaniem byłej nauczycielki świetnie pokazuje, że chorować może każdy, nawet ci, których o to nie podejrzewamy.

  • Sylwia Antkowicz

    Czasami ktoś po prostu też o tym nie mówi otwarcie, wiec znamy, ale nawet nie wiemy że choruje.

  • Nowa-K

    Ciekawy blog, będę tu zaglądać zwłaszcza, że tematyka jest mi dość bliska.
    Pozdrawiam,
    Nowa-K

    • Miło mi. 🙂 Zapraszam do odwiedzania 🙂

  • Najprostszy test (szczególnie jeżeli się jest człowiekiem dość młodym) – pograć w jakieś pijackie gry „na szczerość” i posłuchać, co mówią ludzie. Po rzuconym przeze mnie haśle „Kto miał próbę samobójczą, ten pije” statystyka wyszła 2 osoby na 11. Przy samych myślach samobójczych: 3 na 11 i pytanie zaskoczonej koleżanki „No chyba każdy kiedyś miał, co nie?” A to był ten spokojniejszy odłam moich znajomych…
    W pewnym sensie cieszę się, że w dość młodym wieku spotkałam się z chorobami psychicznymi – nikt nie zdążył wmówić mi stereotypów na ich temat. Uczyłam się rozumieć je w wieku bardzo buntownicznym, trzymając się własnych poglądów, a nie tego co wmawiali mi rówieśnicy i rodzice. Teraz przeraża mnie, ilu ludzi dość mi bliskich wierzy w jakieś bzdurne stereotypy.

    • To dobry przykład pokazujący, że to, że ktoś jest na pozór „spokojny” nie znaczy, że tak też wygląda jego życie psychiczne. 😉
      Powiedziałabym, że masz w tym swoje zasługi, że tak a nie inaczej zaczęłaś rozumieć choroby psychiczne. Młody wiek nie ma tu chyba wiele do rzeczy. 😉 Są przecież osoby, które w młodości spotykają się z chorobami psychicznymi i buntują się w zupełnie odwrotną stronę niż Ty. 😉

  • Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób może cierpieć na chorobę psychiczną. Ba, często te osoby mogą o tym nie wiedzieć, w przypadku błędnej diagnozy lub jej braku. To ciekawe, choroby fizyczne są dla nas czymś zupełnie normalnym, jednak kiedy przychodzi do psychiki, odwracamy wzrok, nie chcemy tego widzieć. I rzeczywiście często to bagatelizujemy – bo tak jest łatwiej. To, czego potrzebujemy, to informacji i wiedzy na ten temat, czego Ty bezsprzecznie dostarczasz. Dzięki temu możemy stać się bardziej świadomymi ludźmi.

    • Z chorobami somatycznymi też niestety bywa różnie i wcale nie jest tak wesoło. Ile osób z cukrzycą musi się natłumaczyć, że naprawdę nie zje tego ciastka, nie spróbuje tortu czy nie dosłodzi sobie herbaty. 🙁 Tak samo wszystkie inne choroby, które wymagają specjalnej diety. Jak i te, które dają objawy odczuwalne głównie przez chorującego i „niewidoczne”, na pozór, dla jego otoczenia. Niezrozumienie jest wszędzie, choć fakt faktem, chorobom psychicznym dostało się go dość duża porcja.
      Dziękuję za komplement! 🙂

  • Statystyki są bezlitosne. Nie jestem pewna czy znam taką osobe, chociaż – pewnie tak jest, a po prostu o tym nie wiem 🙂

    • Statystyki mówią, że nawet jeśli nie znasz takiej osoby, która już choruje, to znasz na pewno kogoś kto zachoruje. 🙁 Smutna prawda. 🙁

  • Maria

    Znam osobę, która choruje na Chad…ba, nawet próbujemy sobie ułożyć wspólne życie.Znamy się od listopada ub. roku,a od pół roku wspólnie zamieszkaliśmy. Dużo czytałam w necie o tej chorobie , na forach bardzo dużo było narzekań osób ,które przestrzegały innych o skutkach tej choroby. Mimo tego zdecydowałam się podjąć wyzwanie i spróbować żyć z chorym na Chad. Wierzę ,że każda kontrolowana choroba pozwala żyć w miarę normalnie i pozwala cieszyć się każdą chwilą wspólnie spędzoną. Regularne branie leków, wsparcie najbliższych pozwala choremu czuć się bezpiecznie. Chad to nie wyrok śmierci, to choroba jak każda inna. Przecież chory , np. na nadciśnienie też nieraz czuje się kiepsko, chory na nerki też ma gorsze dni, tak samo chory na Chad ma prawo mieć też gorsze samopoczucie. Kocham mojego partnera i zrobię wszystko ,żeby Chad nas nie rozdzielił. On zrozumiał, że regularne branie leków, kontrola u psychiatry, zmiana dotychczasowego stylu życia sprawia, że jego samopoczucie jest lepsze, więc stara się do tego stosować. Każdy człowiek ma prawo być szczęśliwym, nawet chory… bo ” nie taki diabeł straszny jak go malują”. Nie należy się bać osoby chorej na Chad, trzeba zrozumieć na czym ta choroba polega i jak z nią radzić, jak pomagać temu choremu. Ja się dopiero tego uczę i ciągle szukam informacji na ten temat.
    Bardzo ciekawy i mądry tekst napisałaś , dużo się z niego dowiedziałam. Super, że taki blog założyłaś. Serdecznie pozdrawiam …

    • Dobrze traktowany ChAD może się pięknie odwdzięczyć i to nie jest ironia. Często do jednego worka wrzucani są i ci pacjenci, którzy o siebie nie dbają, piją, używają narkotyków, nie biorą leków, nie są i nigdy nie byli w terapii, nie chodzą do lekarza, jak i ci, którzy dbają o siebie, wiedzą, co im służy, prowadzą zdrowy dla siebie tryb życia, itd. ChAD ChADowi nie równy, a zawsze i tak przede wszystkim choruje człowiek. Myślę, że warto o tym pamiętać, żeby nie bombardować myśli tą pierwszą wizją chorego pacjenta. Dużo sił (i zdrowia) dla Was obojga! 🙂

      • Maria

        Dziękuje i Tobie również życzę zdrowia 🙂 … Zastanawiam się nad założeniem bloga o tym jak się żyje z osoba chorą na ChAD… powoli dojrzewa we mnie ta myśl… na jakim portalu masz swój blog? serdecznie pozdrawiam

        • Będę z chęcią czytać 🙂

          Mam wykupioną domenę i podpięty pod nią hosting. Na nim stoi wordpress. Nie jest to aż tak skomplikowane jak brzmi. 🙂

  • Holly Lu

    Mam bliską koleżanka która przyznała sie do dwubiegunowej i naswietlila mi problem.

    • Fajnie, że Ci zaufała i się przed Tobą otworzyła. 🙂