Nawet nie wiesz
jak bardzo cię kocham
– recenzja filmu


serce złożone z rąk

Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham – jest to taki bardzo dobry polski film. Zanim się uprzedzicie, że nasza rodzima produkcja, czyli raczej blee i w ogóle nie zachęca, to uzupełnię, że jest to dokument. Już brzmi lepiej, prawda?

Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham

Przyznam się od razu, że obejrzałam go zupełnie przez przypadek. Tytuł ma mocny i co prawda gdzieś mi się obił o uszy, ale bez konkretów, tylko tyle, że kino psychologiczne. Plakat kojarzyłam, mignął mi w dwóch czy trzech miejscach, ale bez jakiegoś kontekstu. Więc kiedy kolega podesłał mi linka do któreś vod z legalnym, darmowym filmem i nakazał obejrzeć, to… Cóż, nie powiem, żebym się długo zastanawiała, bo ufam takim rekomendacjom, ale naprawdę trudno powiedzieć, żebym wiedziała w co się pakuję.

Ja zazwyczaj uwielbiam nie wiedzieć absolutnie niczego o filmie. Siadać i oglądać bez żadnego nastawienia i uprzedzania się. Jak ognia unikam oglądania zwiastunów (chyba że w kinie, ale to lubię dla klimatu). Nie czytam więcej niż 2-3 zdania opisu. Staram się nie sprawdzać, jacy aktorzy grają. Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham to dla mnie trudny do wyjaśnienia wyjątek od reguły. Tutaj naprawdę wolałabym być bardziej przygotowana do seansu. Żeby więcej uwagi móc poświęcić filmowi.

Opis filmu w wielkim skrócie: gabinet psychoterapeuty, a w nim dwie kobiety, starsza i młodsza, które na kilku sesjach pracują nad ulepszeniem relacji matka-córka.

Postawmy sprawę jasno – to nie jest dramat. Ja niby wiedziałam, bo sprawdziłam, że czeka mnie film dokumentalny, ale dużo częściej niż dokumenty oglądam jednak dramaty. I przyzwyczajona jestem do całej tej otoczki, muzyki, gry światłami, bogatych zdjęć, wystudiowanej mimiki aktorów. A tutaj tego nie ma. Z ekranu bije taka naturalność w pozytywnym sensie: brak sztuczności, brak manipulacji, brak zbędnych ozdobników. Szczerość.

Bardzo, ale to bardzo szybko przyzwyczaiłam się do tego, że to jednak nie jest film reżyserowany. Czy też może ustawiony będzie lepszym słowem, bo Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham oczywiście ma reżysera. W każdym razie po początkowym szoku, przez resztę filmu w ogóle nie brakowało mi tych elementów, które wymieniłam wyżej.

Piękny, kameralny film. Trójka bohaterów. Jako psychoterapeuta wystąpił najprawdziwszy psychoterapeuta, profesor Bogdan de Barbaro. I jak można się spodziewać, trudno, żeby w tej roli nie był autentyczny. Wiecie, że ja się chwilami czułam jak na swojej własnej psychoterapii? Bo rozpoznawałam w filmie te zupełnie nieudawane techniki używane przez mojego psychoterapeutę! Nawet gdybym nie wiedziała, kim jest psychoterapeuta, to kupiłabym go tylko po tym podobieństwie do moich doświadczeń z życia.

Nie wiedziałam za to kim są dwie kobiety, które pojawiają się w gabinecie. Jestem trochę głupia, bo niby wiedziałam, że dokument, ale zupełnie bez sensu przez pierwszych kilkanaście minut i tak się zastanawiałam, czy to nie są jakieś aktorki, których nazwiska po prostu wyleciałyby mi z głowy. Jak widać nie mam zaufania do twórców. Oczywiście jak to w dokumencie bywa, te dwie kobiety to nie są żadne podstawione aktorki, tylko zupełnie prawdziwe postaci, które faktycznie na sfilmowanej terapii przepracowują swoje problemy. Prawdziwe postaci równa się prawdziwe emocje i chociażby prawdziwe łzy.

Dodam jeszcze i to nie jest żadna tajemnica, tylko zostało podane w filmie, że polskie prawo zabrania filmowania i upubliczniania sesji. Twórcy ge-nial-nie z tego wybrnęli, bo mimo tego zakazu, zrobili całkiem legalny dokument. Nie zdradzę Wam co to za zabieg, ale wyjaśnienie znajduje się w w napisach filmu, można je też zresztą bardzo łatwo znaleźć w internecie. Powiem Wam tylko, że czad niesamowity, tak elegancko to załatwić.

Przez ten wybieg, który zastosowali twórcy, a który był koniecznością film jest jeszcze bardziej skomplikowany i trudniejszy do interpretacji.

Co to w ogóle znaczy „jeszcze bardziej”? Tak na pierwszy rzut oka mamy przecież bardzo prostą sprawę. Trzy postaci to niewiele, więc powinno pójść bezproblemowo. Trzeba też pamiętać, że jedna z nich – psychoterapeuta, nie opowiada nawet własnej historii, którą musielibyśmy interpretować. Więc teoretycznie jest jeszcze łatwiej. Tymczasem te dwie kobiety – matka i córka – dostarczają wystarczająco historii, żeby obdzielić jeszcze kolejne dziesięć osób. Opowiadają o teraźniejszości, ale też o przeszłości i przyszłości. A emocji przynoszą ze sobą na sesję tak dużo, że dałoby się nimi obdzielić drugie tyle. Te emocje się zresztą udzielają! Jak w takiej sytuacji można powiedzieć, że film nie jest złożony?

Jest za to na pewno kameralny, tak jak wspomniałam wcześniej. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam taki film. Ta kameralność naprawdę się sprawdza. Ja cały czas czułam się jakbym na żywo, np. przez lustro weneckie obserwowała czyjąś terapię. To wrażenie tylko wzmacniała praca kamery. A zwłaszcza długie zbliżenia na twarz bohaterek.

Dla kogo jest ten film?

Dla osób ciekawych, jak wygląda sesja psychoterapeutyczna i co właściwie robi na niej psychoterapeuta, skoro nie udziela żadnych rad. Można na konkretnym przypadku przekonać się, co taki psychoterapeuta tak właściwie mówi i że nie tylko słucha

Dla osób lubiących filmy psychologiczne. To jedna z lepszych pozycji jakie oglądałam.

Dla każdego, kto po prostu chce obejrzeć bardzo dobry film.

You may also like

  • Bardzo zachęcająco zachęciłaś. Nie że wcześniej nie byłam zachęcona, ale teraz najchętniej bym od razu odpaliła ten film. Ale przy półtorarocznym tajfunie to nie ma sensu. 😉 I tak fajnie napisałaś o spojlerze, nie spojlerując:D

    • Bardzo polecam! Ale przy małym tornado będzie ciężko, bo to jest wymagający skupienia film. 😉