Leczenie litem w ChAD – lit z perspektywy pacjentki

Obecnie najczarniejszy PR w psychiatrii mają chyba elektrowstrząsy. Nawet jeśli ktoś się tym nie interesuje, to przynajmniej raz jednym uchem coś wpadło. Choćby filmy, książki! Gdy tylko mówiłam, że się leczę, to nie zliczę, z iloma osobami rozmowa natychmiast skręcała w tę stronę. Po elektrowstrząsach jest długo, długo nic, a potem na podium, tak jedną nogą mieści się jeszcze leczenie litem. Mogę się oczywiście mylić, ale… Zastanawiasz się nad leczeniem litem? Będzie odradzanie i wyliczanie skutków ubocznych. Lit ma przecież te skutki jakoś bardziej niż inne leki, ot logika. Może nawet usłyszysz o odległych czasach, gdy brano ten lek, a także dowiesz się o wszystkich możliwych nowoczesnych i podobnie działających preparatach. Oczywiście na samo hasło „psychotropy” będzie podobnie, ale lit, tak z mojego chadowego doświadczenia wiele osób kojarzy „po imieniu”.

Ekstrakt litowo-historyczny

Określenie „lit” nie jest żadnym skrótem. Wiem, że w dobie nazw własnych typu „antydepek” czy „prozaczek” albo „ubok” (skutek uboczny) można i tu spodziewać się jakiegoś rozwinięcia. Tymczasem…  lit to po prostu lit. Skojarzenie z pierwiastkiem z Tablicy Mendelejewa jest jak najbardziej prawidłowe.

Leczenie litem ma bardzo długą historię. Dawno, dawno temu, już w starożytności, jak pojawiał się gdzieś pacjent, dziś powiedzielibyśmy psychiatryczny, to zaraz mu zalecano przyjemną kąpiel w wodzie pełnej litu albo, o zgrozo, nawadnianie się przepysznymi napojami, na które składał się lit rozpuszczony w wodzie. Te cudne smaki, te piękne aromaty! Dziś to jest już luksusowo i lit się po prostu łyka, i nie ma problemu, że tej czy owej osobie smak nie podchodzi.

Jak widzicie, takie leczenie zaczęło się już dawno. Za każdą tabletką litu, którą połkniesz stoi wiele stuleci doświadczenia w takim leczeniu. Czy wiesz, że lit jest jednym z tych starych leków, o których wiadomo, że nie powinno się ich brać w ciąży? To tak zwany teratogen – czyli substancja, która szkodzi płodowi. Domyślacie się pewnie skąd to wiemy? 🙁

A tak właściwie, to co to jest lit?

To nie jest tak, że pacjent łyka tabletkę z czystym pierwiastkiem. Przyjmuje się go pod postacią soli i to jest najczęściej węglan litu. Co ciekawe, w Polsce tylko jedna firma sprzedaje takie tabletki z węglanem litu. Co to oznacza w praktyce? Cóż, jeśli czytasz mnie teraz i przyjmujesz lit, to na 99% bierzemy ten sam preparat. 😉

Co to jest lit? Lit jest lekiem należącym do grupy stabilizatorów nastroju. Stabilizator nastroju wyrównuje nastrój, żeby nie spadał i nie wznosił się ponad normę. Taki typ leku jest to podstawa dla osoby mającej Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Pacjent, który na to cierpi bierze też zazwyczaj jakieś inne leki, bo z tego co mówili mi lekarze, mały procent osób dobrze reaguje na monoterapię (leczenie tylko jednym lekiem). Mogą więc to być dodatkowe leki antydepresyjne czy np. przeciwpsychotyczne, ale tu już bywa różnie. Niektórzy potrzebują takiego leku, drudzy całkiem innego, a jakiś stabilizator bierze każdy, czasem nawet kilka z nich. Co ciekawe, ze wszystkich stabilizatorów nastroju tylko lit jest dla pacjentów z ChAD bezpłatny.

Inne zastosowanie litu to oprócz ChAD także leczenie depresji i zaburzeń schizoafektywnych.

A Ty jaki masz poziom litu we krwi?

O leczeniu litem często słyszy się, że wiążą się z nim duże niedogodności. Ja przynajmniej tak słyszałam. 😉 O tym jak lit smakuje nikt się nie zająknął, a że będę musiała ciągle biegać na pobrania krwi to każdy był pierwszy do wytykania. O co właściwie z tymi badaniami chodzi?

Na jednym z forów internetowych czy w jakiejś grupie fejsbukowej przeczytałam kiedyś następujący wpis. Osoba, której dotyczył dany wątek zrobiła sobie na własną rękę mnóstwo badań krwi, by dociec, co powoduje jej złe samopoczucie. Któraś z osób doradzających odnalazła wśród tego wszystkiego badanie poziomu litu i ze zgrozą napisała: no przecież ty masz zerowy poziom litu, jak ty się możesz dobrze czuć?!

Cały żart przytoczonej powyżej historyjki polega na tym, że prawie każda osoba ma zerowy poziom litu we krwi. Poza osobami z zaburzeniami psychicznymi, które przyjmują go w tabletkach lub takimi, które miały jakiś wypadek i były narażone na ekspozycję litu i się nim zatruły. I może jeszcze jakimiś wyjątkami, które przyjęły lit z jedzeniem, ale to trzeba by było naprawdę, naprawdę tonami jeść posiadające lit dania. Generalnie litu w organizmie nie ma (ewentualnie śladowe ilości) i dobrze, bo zdrowa osoba go nie potrzebuje.

Dlatego lekarz nie wyśle Was na badanie poziomu litu przed rozpoczęciem leczenia i to nie jest błąd w sztuce, przeoczenie czy chęć zaoszczędzenia pieniędzy. Natomiast takich badań później trochę będzie.

Leczenie litem – badania krwi

Mój obecny lekarz psychiatra mówi, że gdy pacjent jest w remisji poziom litu należy sprawdzać przynajmniej co 6 miesięcy. W innych wypadkach częściej. Mi się zdarzyło robić badania nawet i co miesiąc, jeśli akurat ustalana była dawka albo coś się działo ze mną nie tak jak powinno. Czyli jak widzicie, leczenie litem nie polega na bieganiu codziennie na pobrania krwi.

Niemniej badania krwi to bardzo ważny element leczenia litem! Lit ma działanie terapeutyczne w konkretnym przedziale. Inaczej mówiąc musi osiągnąć odpowiedni poziom, żeby zaczął konkretnie działać i nie może dosięgnąć kolejnego, wyższego, bo będzie toksyczny dla organizmu. To nie jest tak jak czasami np. z jakimiś witaminami, że organizm weźmie ile potrzebuje a nadmiar wydali z moczem.

Pomiędzy 0,6–1,2 mmol/litr stężenia litu we krwi lit ma działanie terapeutyczne. Poniżej: może działać troszkę, w jakiejś części, połowicznie, ale standardowo każdy lekarz będzie dążył do tego, żeby to minimum 0,6 było. I dochodzi się do tego stopniowo, bo lit to nie jest lek włączany do leczenia na miesiąc czy dwa, więc jest czas.

W praktyce co mądrzejszy lekarz nie będzie się cieszył tylko z tego, że pacjent mieści się w dobrym przedziale, ale będzie wynik dopasowywał do przeważającego w danej sytuacji nastroju (czyli inne stężenie powinniśmy mieć w ostrej manii, a inne w remisji, tak mówi mój lekarz, a ja już nie wnikam).

Po co te badania krwi przy leczeniu litem?

Dlaczego należy robić to badanie co kilka miesięcy, nawet jeśli przyjmujemy tę samą dawkę i nic niepokojącego się nie dzieje? Poziom litu nie zależy tylko od tego, ile tabletek przyjmiemy, ale też np. od tego ile jemy soli, ile pijemy płynów, jak pracują nasze nerki. Np. nawadnianie się powinno być codziennie na podobnym poziomie. Albo nie można z dnia na dzień ograniczyć ilości soli w organizmie. Mi ostatnio lit trochę spadł prawdopodobnie tylko dlatego, że są takie upały. Kilka lat temu miałam podobnie właśnie na przełomie lipca/sierpnia. Dlatego warto się badać i mieć rękę na pulsie, żeby móc szybko zareagować, gdyby lek działał słabiej.

Wyobrażam sobie, że dla osób obawiających się pobrania krwi nawet te badania co pół roku to za często. 🙁 Natomiast moja wiadomość do wszystkich innych: naprawdę można się przyzwyczaić, że co jakiś czas idziemy na takie badanie. Ja nigdy nie rozpatrywałam tego w kategoriach dużej niedogodności. Bardziej przeszkadzały mi pojawiające się czasami pytania pielęgniarek pobierających krew. One oczywiście wiedziały, że skoro pobierają na lit, to albo się zatrułam albo, co bardziej prawdopodobne leczę się psychiatrycznie. I jakoś tak się niekiedy składało, że lubiły o to pytać. :/ Ale też bez przesady, żeby to było jakieś bardzo natrętne.

Zatrucie litem, czyli przejmuj się bez emocji

Ciekawi mnie bardzo, jakie doświadczenia z tematem zatrucia ma ta część z Was, która przyjmuje już lit? Ja się dość dużo nasłuchałam o zatruciu litem, głównie od znajomych, choć i lekarz o tym wspominał. Na początku brania tego leku też dużo o tym czytałam. Nawet kiedyś od lekarza dostałam śliczną broszurkę z objawami, które powinny mnie zaniepokoić. Broszurkę oczywiście gdzieś zgubiłam, co też coś znaczy. Wiem jednak, że gdyby pojawiły się jakieś przedziwne objawy neurologiczne albo ostre z przewodu pokarmowego, to mam się kontaktować z lekarzem natychmiast.

Z perspektywy osoby z ChAD leczącej się litem kilka lat, stwierdzam, że straszenie zatruciem jest… w dużej mierze straszeniem. Nie neguję, że to się nie zdarza, wystarczy przecież jakieś nagłe i poważne zatrucie pokarmowe i może zacząć się coś dziać z poziomem litu w naszej krwi. Warto być uważnym, śledzić reakcje organizmu, ale może nie dokładajmy sobie zmartwień? A takie straszenie: „nigdy, przenigdy nie zaczynaj brać litu, bo na pewno się zatrujesz, a to takie poważne” jest, no właśnie, zupełnie niepoważne.

Dlatego – znasz objawy zatrucia, wiesz, co się może zadziać? Świetnie! Ale nie nakręcaj się, że tak na pewno będzie. Popytaj, kto z tych straszących bierze albo brał lit i jaki promil z tego grona się faktycznie zatruło. Ja na przykład nie wiem o żadnej takiej znajomej osobie po zatruciu. (Co jest oczywiście tylko dowodem anegdotycznym, ale uspokaja.)

Objawy uboczne leczenia litem

Na ulotce jest ich bardzo dużo, prawda? Nie powiem nic odkrywczego: wszystko może się zdarzyć, tak jak z każdym innym lekiem.

Warto pogadać z lekarzem, jeśli coś nas szczególnie niepokoi. Ja takimi pytaniami zasypałam swojego lekarza prowadzącego i lekarza, z którym się wtedy umówiłam na konsultację w tej sprawie. Polecam! Bardzo mnie to uspokoiło. Bo umówmy się, „straszenie” czyli sytuacje, kiedy znajomi opowiadają, że na licie każdemu wysiada tarczyca/nerki/układ nerwowy czy co tam jeszcze, to średnio pomagają. „Każdemu”, tak? Bardzo wiele taka wiadomość niesie w sobie opanowania i informacji. Sto razy lepszy jest lekarz.

Ja po kilku latach leczenia mam tylko jeden typowy skutek uboczny przyjmowania litu. Nie jest to też zresztą coś, czemu lekarz nie potrafiłby zaradzić. Nie będę pisać co to, bo można to znaleźć na ulotce, ale co ciekawe nie jest to coś, czym mnie wcześniej tak straszono.

Mam też jeden skutek nietypowy. Otóż niezbyt mi teraz pasuje picie czystej, niegazowanej wody, bo ma dla mnie smak litu. A nie jest to mój ulubiony smak, mówiąc delikatnie. Nie znam jednak nikogo, kto miałby taki problem, ani z piciem wody, ani aż tak ze smakiem litu. 😉 Jak myślę o tych zamierzchłych psychiatrycznych pacjentach, którzy pili lit rozpuszczony w wodzie, to naprawdę robi mi się słabo. Według mojego lekarza, akurat w tym momencie powinno mi się robić lepiej, jako że ja dostaję poręczną tabletkę. 😉 Takie poczucie humoru ma.

Podsumowując

Gdy stanęłam przed decyzją o rozpoczęciu leczenia litem wyobrażałam sobie, że będę musiała się bardzo pilnować z wodą i solą, co tydzień badań poziom litu, co miesiąc nerki i stale na siebie uważać, bo zatrucie.

Po kilku latach chodzę na badania krwi co pół roku. Jeśli zdarzy się częściej – tez nie ma tragedii. Co do wody i soli – pamiętam tylko tyle, żeby nie zmieniać nagle podawanej ilości. O zatruciu wiem, że może mi się zdarzyć, wiem, co może się stać, moi bliscy są uprzedzeni, uważam na siebie i… żyję dalej.

Nie pokuszę się o odpowiedź na pytanie skąd ludzie mają to podejście, że leczenie litem jest takie wymagające. Mam nadzieję, że udało mi się pokazać Wam, że to nie do końca prawda i że ten czarny PR tworzony jest trochę w oderwaniu od rzeczywistości. Leczenie litem dla każdego może mieć i plusy i minusy. Ale to zależy już od tego jak zareaguje dany organizm i jak leczenie poprowadzi Twój konkretny lekarz, a nie od tego co na mieście gadają o licie albo co w internecie o nim piszą.

I jakkolwiek mocno jestem zdania, że leki i leczenie farmakologiczne to przestrzeń dla lekarza, nie blogerki, to postanowiłam wrzucić ten wpis. Ja bym chciała taki przeczytać w przeszłości.

 

Co najgłupszego słyszeliście o licie? 🙂

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Zajrzyj też tutaj: