Jak wygląda psychoterapia? O psychoterapii po raz trzeci

Po pierwszym (TUTAJ link) i drugim (TUTAJ link) wpisie o psychoterapii nadszedł czas na kolejny, ostatni i najdłuższy wpis z tej małej serii pytań i odpowiedzi. Dzisiaj głównie o tym, jak wygląda psychoterapia, sesja, na czym polega rozmowa z psychoterapeutą. Jak się ma diagnoza psychiatryczna do psychoterapii i czy podczas psychoterapii można brać leki wypisane przez psychiatrę. A na deser kilka terapeutycznych lęków jak na przykład pytanie, które i mnie kiedyś trochę (trochę dużo) prześladowało: co, jeśli skończę terapię zbyt wcześnie? Jeszcze raz dziękuję za każdą podesłaną przez Was podpowiedź! Jesteście super!

jak wygląda psychoterapia 1 Zanim przejdziemy do pytań, to najpierw małe wyjaśnienie – kilka słów dopowiedzenia. Nie wiem, czy to było zupełnie jasne po poprzednich wpisach, nie podkreślałam tego zresztą jakoś, bo nie miało to aż takiego znaczenia dla poruszanych wcześniej kwestii. Ja mam doświadczenie tylko z psychoterapią „gadaną” i w związku z tym trochę nie czuję się na siłach opowiadać np. o przygotowywaniu zadań domowych czy o pracy w oparciu o techniki psychodramowe. Znam tylko trochę teorii i uważam, ze to za mało, żeby o tym pisać. Po prostu nie wydaje mi się, żebym była kompetentna z innych nurtów, niż sama uczestniczyłam. Ale na mojej terapii gadanej, tj psychoterapii psychodynamicznej było tak:

Jak wygląda psychoterapia? Jak wygląda pierwsze spotkanie z psychoterapeutą?

Pierwsze spotkanie albo pierwszych kilka spotkań to jeszcze nie jest właściwa psychoterapia. To dla pacjenta-klienta i psychoterapeuty takie rozeznanie. Można zapytać siebie: czy dobrze się tu czuję? czy osoba terapeuty mi pasuje? czy będę mógł/mogła z nią/nim pracować? Psychoterapeuta też ma przestrzeń do podobnych pytań, a także do pytania: czy będę umiał/a jej/jemu pomóc? Oprócz tego ustalane są zasady spotkań, takie jak np. płatność czy spóźnienia albo postępowanie w przypadku odwołania sesji. Zazwyczaj podpisuje się kontrakt zawierający te zasady.

Można też zadawać pytania na temat metod i technik pracy, doświadczenia czy wykształcenia psychoterapeuty. A także można spytać ile wg psychoterapeuty będzie trwała wspólna praca. No i trzeba coś powiedzieć. 😉 O sobie, o problemie, z którym się zgłaszamy, o trudnościach jakie się pojawiły w naszym życiu, a z którymi sami sobie nie radzimy. Na szczęście poza niektórymi tylko nurtami, nie będzie to monolog, a rozmowa.

Ciekawostka: zdawaliście sobie sprawę z tego, że tak naprawdę psychoterapeucie do pracy jest potrzebne tylko nasze imię i i numer telefonu? Nawet nie musi znać naszego nazwiska!

Czy to prawda, że psychoterapeuta tylko przytakuje i pyta jak się czuję?

Z tym potakiwaniem i „hmm„-owaniem i „mhm„-owaniem to chyba tylko w psychoterapii psychoanalitycznej. 😉 Tam zadaniem psychoterapeuty jest bycie jak najbardziej neutralnym.

Psychoterapeuci czasami pytają np. „jak się pani z tym czuła?„, ale np. u mnie nie było to nagminne. I nie zdarzyło się, żeby było to pytanie służące jako zapchajdziura, tylko mające konkretny cel – przybliżenie mnie do własnych emocji. Poza tym serio, jest tyle możliwości zadania pytania inaczej, żeby druga osoba sama z siebie powiedziała, jak się czuje. 😉 Można to przećwiczyć nawet w zwykłej rozmowie z koleżanką.

To już lekarze psychiatrzy na wizycie lekarskiej częściej zadają to pytanie! „Jak się pani czuła ostatnio?” albo „jak się Pani czuje teraz?” padają naprawdę często na wizytach lekarskich. Często w tym sensie, że prawie zawsze, w 99 przypadkach na 100. 😛

W takim razie jaka jest rozmowa z psychoterapeutą?

Rozmowa z psychoterapeutą jest pełna akceptacji. Wszystko, co mówimy jest ok. Zrobiliśmy coś, z czym się źle czujemy? Coś okropnego? Powiedzieliśmy coś nie tak? Mamy jakieś chore dla nas fantazje, których nie chcemy? Dla psychoterapeuty we wszystkich tych sytuacjach byliśmy i jesteśmy ok. Nie skrytykuje nas, ani nie potępi.

Taka rozmowa na pewno nie jest oceniająca. Psychoterapeuta nie powie: „o, super pani zrobiła”, nie zapyta z naganą „dlaczego pan powiedział coś tak wrednego i przykrego”. Zresztą to nie psychoterapeuty broszka, on/ona ma swoją energię poświęcić na coś innego niż wystawianie ocen.

Psychoterapeuta nie doradzi. Nie powie: „proszę zrobić tak a tak”, ani nie podpowie „dobrze pani myśli”. Tego chyba wiele osób nie rozumie i zastanawia się, po co właściwie chodzić na psychoterapię, skoro psychoterapeuta nie powie nam jak żyć i co zrobić. Ale tak naprawdę nie potrzebujemy tych odpowiedzi od obcej osoby – one są w nas i tylko przydaje nam się czasami pomoc wich odnalezieniu.

Co zatem może zrobić psychoterapeuta? Poza zadawaniem pytań nakierowujących nas samych na odpowiedzi psychoterapeuta dzieli się swoją wiedzą.  Może powiedzieć, jak według nurtu w którym pracuje wygląda nasz problem. Może podzielić się technikami, które sprawią, że nasze trudności będą mniejsze. Zauważa prawidłowości naszych zachowań. To tylko trzy zdania, brzmią bardzo prosto, ale te rzeczy mają wielką siłę. Ja często z wielkim podziwem patrzyłam, jak wiele narzędzi taki psychoterapeuta jest w stanie wykorzystać w jednej sesji.

jak wygląda psychoterapia 2

O czym mówić na psychoterapii?

O czym się chce, ale… No niestety, trzeba się liczyć z tym, że jeśli chce się przegadać całą sesję o pogodzie, to może to nie być nam dane. 😀 Jak już mówiłam, psychoterapeuci mają cały zestaw trików i jeśli będzie dla obu stron jasne, że mówimy o czymś tylko po to, żeby „zagadać” inny temat, to ani się zorientujemy, jak możemy zostać na niego mimochodem nakierowani. 😉

Na pewno nie warto przejmować się tym, że ma się pustkę w głowie, nie wie się, co chce się powiedzieć, chciałoby się porozmawiać o czymś, ale potrafi się w tym temacie powiedzieć tylko przysłowiowe A, a reszta to jakaś blokada i czarna magia. Od tego jest psychoterapeuta, to jej/jego praca, aby wyciągnąć z nas wspomnienia, myśli, emocje, itd.

Czy osoba chorująca psychicznie może brać udział w psychoterapii? Czy osoba nie mająca diagnozy psychiatrycznej może wziąć udział w psychoterapii?

Psychoterapia jest dla wszystkich: i dla osób z diagnozą, i tych bez. I tych bardziej i tych mniej zaburzonych. Byłam nawet kiedyś na konferencji naukowej, na której jeden z psychoterapeutów-prelegentów opowiadał o swojej pracy psychoterapeutycznej z pacjentami z psychozą. Więc nawet taka diagnoza nie jest przeszkodą w pracy.

A co z ChADem, co z górką? Jak to się ma do siebie: psychoterapia a Choroba Afektywna Dwubiegunowa? Napiszę to z własnego doświadczenia – nawet w górce, z przyspieszonym myśleniem, mówieniem, niepokojem ruchowym, itd., dało się pracować z psychoterapeutą. Czy spotkania były wtedy inne? Na pewno moje myślenie, jego prędkość, szybkość i dokładność wnioskowania, cierpliwość do używania wglądu we własne myśli – te czynniki się zmieniały w zależności od tego gdzie się plasowałam na skali od 1 do 10 gdzie 1=ciężka depresja, 10=największa mania świata. Ale wiecie co? Za każdym razem coś dla siebie z terapii wyciągałam. Coś brałam z tych spotkań. Czegoś od nich potrzebowałam i to otrzymywałam.

Z psychoterapią w ChADzie jest jak z życiem: rzadko są warunki optymalne, rzadko jest idealnie. Coś nagle wyskoczy. Ktoś nas z zaskoczenia wkurzy. Niespodziewanie możemy stracić pracę. Albo po prostu bez zaplanowania wstać lewą nogą. Idąc na ważne spotkanie złamiemy obcas. Trzeba brać to, co jest. Nie ma sensu zastanawiać się co by było, gdyby np. cała moja terapia przebiegała w stanie remisji.

Żeby podjąć się psychoterapii nie trzeba oczywiście mieć problemów psychicznych z gatunku F…. (tak są oznaczane choroby i zaburzenia psychiczne np. w kartach leczenia). Wystarczy mieć problem, z którym sami sobie nie umiemy poradzić. Masz jakąś trudność w życiu, która Ci mocno doskwiera? Próbowałaś/eś uporać się z nią sam/a, ale nie wychodzi? Potrzebujesz pomocy? To dobry pomysł, żeby udać się do specjalisty. Jak widzicie nigdzie tu nie potrzeba diagnozy psychiatrycznej.

Czy psychoterapia nie gryzie się z lekami psychiatrycznymi? Czy podczas psychoterapii można brać leki?

Wielu z Was pewnie się w tym momencie zastanawia, czy leki psychotropowe mogą z pacjenta zrobić zombie niezdolne do wejścia w relację terapeutyczną i korzystania z niej. Szczerze mówiąc nie słyszałam, żeby tak się działo, pod warunkiem, że leczenie prowadzone jest mądrze. Co przez to rozumiem? Przede wszystkim to, że leki i ich dawki są dobierane do stanu pacjenta i  jego potrzeb. Niestety naprawdę nie sztuka zaserwować takie dawki leków, po których pacjent będzie tylko spał. Wtedy oczywiście mało skorzysta z psychoterapii, ale to jest błąd w leczeniu a nie niedostatek psychoterapii. A o lekach pisałam TU, TU i TUTAJ – pełno pod tymi linkami obalonych mitów na temat psychotropów.

Podsumowując: farmakoterapia świetnie uzupełnia się z psychoterapią. W wielu przypadkach jest tak, że same leki czy sama terapia nie wystarczają, a razem dają bardzo dobre efekty.

jak wygląda psychoterapia 3

Kiedy widać efekty psychoterapii?

To bardzo trudne pytanie, bo każdy ma inaczej, problemy mają różny stopień złożoności, a ja napiszę to już po raz drugi w tej serii: nie zamierzam przykładać ręki do wyznaczania żadnych przedziałów czasowych. Żeby ktoś się przypadkiem nie rozczarował, że jemu czy jej pierwsze efekty pojawiły się później.

Natomiast myślę, że to „kiedy są efekty” zbiega się z innym „kiedy”. Kiedy trafiamy na terapię jesteśmy zwykle trochę niepewni. Zastanawiamy się, jak to będzie. Kogo spotkamy. Czy ta osoba wzbudzi nasze zaufanie. Jesteśmy też przeważnie przytłoczeni naszymi problemami, trochę już nie wytrzymujemy we własnej głowie. Dużo w nas niepokoju – tego naszego, który mieliśmy przed terapią i tego związanego stricte z psychoterapią. I przychodzi taki moment, kiedy czujemy, wiemy, że ufamy naszemu psychoterapeucie. Że możemy mu czy jej opowiedzieć o naszych prywatnych sprawach. Że nas nie wyśmieje, tylko wysłucha i postara się pomóc. To jest według mnie jeden z pierwszych momentów, gdzie widać efekty psychoterapii. To doświadczenie z psychoterapii pięknie się przekłada chociażby na nasze samopoczucie.

Trzeba też pamiętać, że psychoterapia może przynieść nieoczekiwane efekty, inne, niż założyliśmy na początku, że chcemy osiągnąć. Np. ktoś ma własną firmę i trudności w jej rozwijaniu (np. ciągły brak motywacji i samodyscypliny), które chce przerobić na psychoterapii, a wychodzi z terapii szczęśliwy, bo szuka pracy na etacie.

Co jeśli skończę psychoterapię za wcześnie?

Jak ja się tego bardzo bałam na początku! Aż zrozumiałam, że żaden koniec świata się nie zdarzy, że najwyżej wrócę, żadna ujma na honorze. Skoro już raz trafiłam do gabinetu, skoro trafiałam tam na każdą sesję, skoro już wiem, jak wygląda psychoterapia to będę potrafiła wrócić, jeśli po skończeniu stwierdzę, że jednak zadziało się to za szybko. Ale tak zupełnie szczerze: trochę długo mi zajęło zanim do tego doszłam.

To że wraca się z powrotem na terapię wcale nie znaczy, że nie zrobiło się nic wartościowego albo że to co się zrobiło można przekreślić grubą kreską. Ja to widzę tak: psychoterapia to narzędzie do korzystania w trudnych chwilach. Skorzystałam z niego raz, a jeśli będzie trzeba skorzystam drugi, trzeci i kolejny.

Co jeśli już zawsze będę chodzić na psychoterapię?

Wiecie, że czasami tak jest? Że uczestniczy się w psychoterapii całymi latami i końca nie widać, ba, perspektywa jest taka, że będzie się w terapii jeszcze długo? Zdarza się tak zwłaszcza wśród osób, które mają diagnozy psychiatryczne, ale nie tylko.

Poznałam wiele osób, które całymi latami uczestniczą w psychoterapii i nie ma póki co perspektyw, aby miało się to zmienić. Te osoby nie mają wypisanego na twarzy wieloletniego chodzenia na terapię. Nie rozmawiają też tylko o tym. Gdyby ktoś nie wiedział, to nawet by nie zgadł, że ta konkretna osoba od tylu lat bierze udział w psychoterapii.

Jesteśmy tak stworzeni, że robimy to, czego potrzebujemy. Pijemy wodę, gdy jesteśmy spragnieni, itd. Niektórzy potrzebują dłuższej terapii? Co w tym złego?

 

Pisząc ten wpis krążyło mi po głowie takie znane powiedzenie: „psychoterapia to przyjaźń, za którą się płaci”. Z jednej strony nie sposób się nie zgodzić. Psychoterapeuta w pewnym sensie, w pewnych ramach, jakie nakreśla sesja, to trochę taki najlepszy przyjaciel. Ale tylko na tyle, na ile pozwala rola, w której znajduje się i psychoterapeuta i pacjent-klient. To nie sprawia, że relacja jest mniej prawdziwa, po prostu jest inna. I takiej fantastycznej relacji każdemu z nas życzę! 🙂

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Może także Cię zainteresuje