Jak oswoić ChAD? Co oprócz internetu?

Wyobraź sobie, że pewnego dnia, kiedy siedzisz sobie spokojnie w domu, nabierając sił po jakiejś szalonej imprezie, za drzwiami wejściowymi słyszysz straszny hałas, warczenie, ujadanie, harmider i huk, no generalnie bardzo niepokojące dźwięki. Trwa to i trwa, aż trudno ignorować, aż w końcu rozlega się dzwonek do drzwi. A że to tylko eksperyment myślowy, to jesteś w nim bardzo dzielny/a i idziesz otworzyć. Za drzwiami stoi jakaś być może nawet ludzka postać, która wpycha Ci w ręce próbującą się wydrzeć i uciec zwierzęcą kulkę składającą się głównie z brudnego futra. Ta postać być-może-ludzka staje się jakby mniej ważna, bo nagle masz w rękach bardzo nieszczęśliwe i bardzo żywe stworzenie, w dodatku dość ciężkie. Słyszysz jeszcze tylko, że zwierzaczek ma jakoś na imię i postać znika, a Ty już wiesz, że to dopiero początek kłopotów. Zwierzątko trzeba oswoić, tak jak trzeba oswoić ChAD, tuż po otrzymaniu diagnozy.

Dylematy zza zamkniętych drzwi

Wracasz więc do domu, zamykasz drzwi i nagle spada na Ciebie cała niewiedza świata. Nie wiadomo bowiem ani co zwierzątko by zjadło (widać po nim, że najchętniej Ciebie, ale to nie jest opcja dla Ciebie akceptowalna), co by wypiło (czy ono w ogóle pochodzi z krainy, w której zwierzątka piją wodę?) ani czy zwierzątko nie chciałoby zasnąć, a jeśli tak to gdzie, na jak długo, ani jakie odgłosy wydawane podczas snu są normalne. Czy się myje to brudne futro? Czym się je myje? Czy ono będzie lubiło być umyte, zamoczone i w wodzie? Czy „w nagrodę” za to mycie nie rozszarpie Ci wszystkich ubrań? Czy będzie to objaw normalny czy trzeba zatrudnić wtedy behawiorystę? I wreszcie – co to w ogóle jest, bardziej pies, czy bardziej krowa, a może magiczny futerkowy smok? Jakie to będzie miało gabaryty gdy dorośnie? Jak to zabierać ze sobą na imprezy i przedstawiać znajomym? Co z tego, że znasz imię bydlątka, skoro nie wiesz o nim i tak nic, masz ochotę usiąść i płakać. Jednak się nie da, bo zwierzątko tymczasem demoluje całe mieszkanie, a  brud na futerku powoli tworzy skorupę. Trzeba się sytuacją zająć.

Mniej więcej tak, tylko oczywiście sto razy mocniej i realniej może wyglądać pierwsze spotkanie z diagnozą Choroby Afektywnej Dwubiegunowej.

Ktoś zaraz powie, że hej, hej, my żyjemy w czasach internetu, wystarczy imię, czyli nazwa zaburzenia i ChAD można sobie elegancko wygooglować o każdej porze dnia i nocy. Pokażę Wam dziś, że są też inne źródła z których można korzystać, w procesie oswajania choroby.

Mi najbardziej pomogły…

…wizyty u sensownego lekarza psychiatry. Jak wygląda wizyta u psychiatry wiadomo, więc chyba nikogo nie zdziwi, że zwłaszcza tuż po postawieniu diagnozy warto wypytywać swojego lekarza o wszystko co dla nas ważne. Ja byłam chyba jak karabin maszynowy i dosłownie strzelałam pytaniami. 😉 Pytałam o objawy, o leki, o skutki uboczne leków, o alternatywne leki, o kawę, alkohol, wysypianie się, inne choroby, genetykę, itd. Jeśli tylko gdzieś przeczytałam lub usłyszałam od kogoś coś co mnie zdziwiło lub po prostu zaintrygowało, to w pierwszej kolejności weryfikowałam to u lekarza.

Lekarz naprawdę ma na to czas! Bez stresu. 🙂 Z punktu widzenia długofalowego leczenia to bardzo ważne, aby wyjaśnić każdą wątpliwość pacjenta. Czy pacjent będzie regularnie brał leki, jeśli boi się wystąpienia skutków ubocznych? Czy zapisze się na psychoterapię, jeśli sam w nią nie wierzy, bo mało wie, a lekarz o to nie zapyta? Czy pacjent będzie miał na uwadze alkohol, jeśli tylko mu się wydaje, że chyba nie można, ale nigdy tego nie potwierdził?

I jeszcze jedna rzecz: nie bójmy się konsultacji z innymi lekarzami. Takie jednorazowe czy dwukrotne spotkanie pozwoli poznać opinię osoby trzeciej, czy raczej drugiego specjalisty, np. po innej uczelni, z innym doświadczeniem, z inną ścieżką kariery. Może to rzucić nowe światło, dostarczyć nowe informacje, przesunąć leczenie na inne tory. Fajna rzecz to też to, że z inną osobą, taką która widzimy tylko raz, możemy być dużo swobodniejsi i pytać o inne rzeczy.

Karabin maszynowy z trochę innego filmu

Drugim narzędziem z którego ja korzystałam była psychoterapia indywidualna. Gdyby to było podium to wylądowałaby ex aequo na pierwszym miejscu razem z wizytami u lekarza psychiatry.

Tutaj nie dostawałam już aż tyle gotowych odpowiedzi, ale, wracając do metafory z początku wpisu: mogłam w bezpiecznych okolicznościach zająć się obserwacją przedziwnego zwierzątka. I tak np. umyć je, będąc pewna, że mnie nie rozszarpie w trakcie kąpieli ani po. Że brud się z wanny zmyje. Że łazienka nie będzie do wymiany po całym tym procederze. Taka bezcenna pewność, że zwierzątko to nie gremlin i po kontakcie z wodą nie zamieni się w jeszcze gorszego potwora.

Taka przestrzeń przydaje się bardzo na początku przygody z diagnozą ChAD. Mogłam się tam zastanowić jak dokładnie ten ChAD działa, rozłożyć mój ChAD na czynniki pierwsze, przemyśleć rewelacje z internetu na temat tego zaburzenia (i jak to się ma do mnie). Polecam!

Zajęcia z psychoedukacji

Może mają też inną nazwę, nie umiem powiedzieć – tak się na pewno nazywały te zajęcia na które chodziłam na oddziale dziennym tuż po uzyskaniu diagnozy. Z racji tego, że to był oddział dla różnych pacjentów, omawialiśmy tam więc rożne objawy i różne choroby. M.in. ChAD. Pielęgniarki, które je prowadziły, dawały dużo przykładów z tzw. życia, potrafiły wyjaśnić każdy objaw, a dzięki częstemu kontaktowi z pacjentami umiały zgrabnie przekładać z medycznego na prosty język, co, umówmy się, czasem jest bardzo wymagające dla lekarzy. Nie straszyły, nie ukrywały występujących w czasie leczenia trudności, a przede wszystkim rzetelnie informowały. Więcej mi dały te zajęcia niż przeszukiwanie forów, wikipedii i portali popularyzujących wiedzę medyczną.

Zaraz mi powiecie, że nie każdy może iść na oddział dzienny. Zgadzam się, to nie jest opcja dla każdego! Ale czy wiecie, że w niektórych miastach zajęcia z psychoedukacji są organizowane, że tak to ujmę, solo i można po prostu do nich dołączyć? Na zasadzie, że jest jakaś organizacja/fundacja/stowarzyszenie/instytut i w poniedziałki po południu jest psychoedukacja, we wtorki np, psychorysunek, w środy np. psychogimnastyka przy muzyce, itd? Poszukajcie w swoich miastach, to mogą być bardzo wartościowe zajęcia!

Co można zrobić samemu/samej żeby oswoić ChAD?

Najpierw trzy ważne słowa i to nie będzie formuła magicznego zaklęcia: samoświadomość własnych stanów.

Czy potrafisz powiedzieć jak się czujesz w danym momencie? Nie tylko czy masz hipomanię/manię albo depresję albo stan mieszany, chociaż identyfikacja tego też jest niezwykle istotna, np. odczuwanie jaka jest intensywność danego stanu i udanie się do lekarza we właściwym momencie?

Ale czy umiesz nazwać np. czy to negatywne uczucie to jest złość, wściekłość, zawód, frustracja, żal, smutek, strach? Nie wiem, czy ktoś mi tu wierzy, ale ja kiedyś tego wcale nie potrafiłam. Teraz doszłam do takiej wprawy, że odróżniam nie tylko swoje stany ChAD-owe, ale w prawie każdym momencie umiem złapać jaką mam emocję czy emocje. Bardzo pomogło mi w tym codzienne pisanie dziennika. I mood tracker.  Ogólnie fajna jest idea bullet journala i te zabawy-metody przyglądania się własnym nastrojom, które testowałam kiedyś i opisałam tutaj. Tam znajdziecie opis tego co to mood tracker i jak go prowadzić. Są nawet zdjęcia poglądowe 😉

Oprócz tego w zaciszu własnego mieszkania można też… czytać. Nie tylko literaturę piękną. 😉 Ja tuż po diagnozie czytałam bardzo dużo artykułów naukowych. Tych przeglądowych, informacyjnych podsumowujących dane zagadnienie, ale też takich, gdzie przedstawiano wyniki badań. Olałam prawie zupełnie artykuły dotyczące leków i zostawiłam to mojemu ówczesnemu lekarzowi do ogarniania. Bardziej interesowało mnie to, co się dzieje z psychiką. Czytałam też jakieś książki, ale nic co zapadłoby mi w pamięć. Z wszelkimi wątpliwościami szłam do lekarza i do psychoterapeuty, ale i tak pewnie się domyślacie, że w moim umyśle ciągle pracowicie przekręcały się jakieś trybiki. 😉

A jak w grupie oswoić ChAD?

Jakiś czas temu dostałam taki cynk, że w niektórych miastach powstają specjalne grupy tylko dla osób z Chorobą Afektywną Dwubiegunową. Jeśli w Twoim mieście coś takiego jest, to myślę, że warto spróbować. Obojętnie czy to grupa wsparcia, czy psychoterapia grupowa. W obu miejscach poznasz inne osoby chorujące na to samo, mające podobne objawy, być może podobne wydarzenia w życiu, podobne przemyślenia na temat choroby. Zobaczysz, że nie jesteś sam/a, dostaniesz przykład osób, które sobie z chorobą nieźle radzą. Tylko miejcie proszę na uwadze, że psychoterapia grupowa to wciąż psychoterapia i trzeba być na nią gotowym/ą.

Jeśli w Twoim mieście nie ma takich grup dedykowanych stricte Chorobie Afektywnej Dwubiegunowej ani nawet samym zaburzeniom afektywnym (czyli ChAD, sezonowe zaburzenia nastroju, depresje, dystymie, itd.), to i tak warto się rozejrzeć za tą formą pomocy. Wśród osób z grupy, oprócz schizofrenii czy nerwic na pewno będzie ktoś jeszcze z ChAD, bo jest to dość popularne zaburzenie. Zresztą kontakt z osobami mającymi inne jednostki też może pomóc, np. złapać dystans.

Co jeszcze?

Z tego co zauważyłam po sobie i po znajomych bardzo pomaga… rozmawianie. Tym razem nie mam na myśli innych chorujących, ale rodzinę, bliskich, przyjaciół. Pogadanie szczerze z przyjaciółką, może wiece dać. Nawet jeśli ona nie choruje. Nawet jeśli oprócz Ciebie nie zna nikogo kto choruje. Nawet jeśli Chorobę Afektywną Dwubiegunową po Twoim wyjściu będzie musiała dodatkowo googlować, bo może nie wszystko zrozumie. Powiedzenie na głos o swoich obawach, przygodach z lekami, podzielenie się opowieściami o poszukiwaniu idealnego psychiatry, czy jaka to nie byłaby kwestia – to naprawdę pomaga. Tylko uwaga! Wybieramy do tego osoby potrafiące udzielać wsparcia i empatyczne! Czyli nie idziemy do najbardziej znienawidzonej i najwredniejszej ciotki, a potem narzekamy w internecie, że nikt nas nie rozumie. Jaskrawe jest to co napisałam, ale mam nadzieję, że pozwala zrozumieć ideę, żeby rozmawiać też rozsądnie. 🙂

Podsumowując

Kiedy dostajesz dziwaczne zwierzątko bez żadnej informacji o nim i zamykają się drzwi za tajemniczym doręczycielem, to możesz mieć wrażenie, że zostajesz zupełnie sam/a z jakimś wielkim i strasznym nie-wiadomo-czym. Gdy wychodzisz z gabinetu lekarza ze świeżą diagnozą ChAD albo gdy wychodzisz z taką diagnozą z oddziału, to wrażenie może być podobne. Jest to jednak wrażenie mylne. Są różne fajne możliwości dowiedzenia się więcej o ChAD, bardziej wiarygodne niż szukanie w internecie. Na szukanie jeszcze przyjdzie czas, gdy będziesz mocno stać na dwóch nogach i trzymać spokojny futerkowy ChAD w objęciach. Oczywiście to  o czym Wam napisałam to tylko te opcje, z których ja korzystałam. Na pewno jakichś fajnych, skutecznych pomysłów tutaj brakuje. Jeśli coś Ci przychodzi do głowy – daj znać w komentarzu! 🙂

 

Jak tam Wasze zwierzątka? Oswojone? Wiadomo chociaż co to za gatunek? Bo u mnie mieszka chyba futerkowa latająca krowa. 😉

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Zajrzyj też tutaj: