Czy choroba psychiczna zmienia człowieka?

Jak pewnie część z Was zauważyła, a ta część, która zajrzała tu dziś po raz pierwszy właśnie się o tym fakcie dowiaduje, zmieniłam ostatnio szablon bloga. Zrobiłam to z ciężkim sercem. Jestem człowiekiem, który bardzo się przywiązuje do tego, co długo ma, a poprzedni szablon był tutaj razem ze mną od początku, całe pięć miesięcy. Nie lubię, szczerze nie cierpię zmian. Nawet tych na lepsze – tak czy siak przez jakąś, raczej dłuższą niż krótszą chwilę będę się czuła odrobinę nieswojo. Jak zwykle w takich sytuacjach naszła mnie myśl, że kiedyś chyba taka nie byłam. Kiedyś bardzo lubiłam zmiany, wyjazdy, remonty, nowe i inne. Kiedyś znaczy oczywiście: przed chorobą. Czy rzeczywiście choroba psychiczna zmienia człowieka?

choroba psychiczna zmienia 1

O co właściwie chodzi z tym, że „choroba psychiczna zmienia człowieka”?

Ciekawi mnie jakie są Twoje pierwsze skojarzenia związane z tym pytaniem. W którą stronę idą Twoje myśli?

Może bardziej w kierunku wpływu świadomości choroby na dalsze życie danej osoby? Samo to, że chorujemy i mamy tę świadomość w głowie może już wiele zmienić! Możemy zacząć traktować siebie zupełnie inaczej, wejść w rolę biednego chorego albo stać się roszczeniowi względem naszych bliskich (i nie tylko). Albo z kolei możemy zacząć się o siebie troszczyć, stać się bardziej wyrozumiali co do naszych potrzeb. Pod wpływem samej tylko diagnozy ludzie potrafią zmieniać priorytety i plany życiowe!

Czy może chodzi Ci po głowie myśl, w jaki sposób proces chorowania tak silnie oddziałuje na życie jednostki? Zetknięcie się z innymi chorymi, wizyty w poradni zdrowia psychicznego czy w innym miejscu u lekarza psychiatry, proces psychoterapii, hospitalizacje, regularne przyjmowanie leków, wszystkie te razy, kiedy stan zdrowia ulega pogorszeniu i czasami faktyczne (nie tylko w swojej głowie jak było w poprzednim akapicie) bycie w centrum uwagi rodziny, i bycie tym ogniwem potrzebującym wsparcia, pomocy i zaopiekowania… To wszystko, jak i zresztą każda rzecz z osobna mogą zmienić sposób patrzenia na świat, poprzestawiać priorytety, wpłynąć na zachowanie człowieka.

Czy może pomyślałeś/aś tak jak ja, o tych wszystkich zmianach, które zachodzą w życiu chorującego i które przypisuje się chorobie? „To wszystko przez tę chorobę” i „ta choroba cię zmieniła„, i jeszcze „kiedyś (przed chorobą) byłaś inna„. Znacie to?

Troszkę numerków, czyli statystyka

Po numerki zajrzałam na stronę amerykańskiej organizacji NAMI – National Alliance on Mental Illness (tu strona organizacji), bo wszystko było tam dość przejrzyście podane. Chyba nie umiem w internety, ale nie mogłam znaleźć dokładnych danych dla Polski czy całego świata. 🙁 Na swoje usprawiedliwienie tylko napiszę, że nie sądzę, aby się one znacząco różniły. Chciałabym Ci teraz coś pokazać. Ostrzeżenie! Poniżej są dwa akapity o tym, w jakim wieku najczęściej ludzie chorują na choroby psychiczne. Jeśli mocno porusza Cię ten temat, to pomiń je. Tak więc:

W wieku 14 lat u połowy pacjentów, zaczynają się pokazywać problemy ze zdrowiem psychicznym. 75% objawów chorób i zaburzeń rozwinie się do 24 roku życia. Jeśli chodzi o zaburzenia lękowe, większość z nich występuje już przed 21 rokiem życia. Jeśli zaś mówimy o depresję to szczyt zachorowań przypada w wieku 18-25 lat. 25 lat to również szczyt wystąpienia u pacjentów Choroby Afektywnej Dwubiegunowej. Przy schizofrenii należy zrobić małe rozróżnienie. I tak mężczyźni chorują najczęściej w późnym okresie nastoletnim lub tuż po 20 roku życia, a kobiety troszkę później – dla nich najczęściej zaczynają chorować w okolicy 30 lat.

Mam nadzieję, że nikogo nie przestraszyłam. 🙂 Zachorować można w każdym, absolutnie w każdym wieku, a to co podałam to tylko szczyt zachorowań, najczęstszy wiek pacjenta, kiedy występuje choroba. Podałam te wszystkie numerki po to, żebyś miał/a czarno na białym, że najczęściej chorują ludzie bardzo młodzi – jeszcze nastolatkowie lub osoby tuż po 20 roku życia.

I taka moja mała dygresja: zawsze kiedy o tym myślę, ogarnia mnie melancholia. Zobacz, jakie niesprawiedliwe są choroby psychiczne! Łapią osoby, które jeszcze nie zdążyły się „nażyć”, które tak niewiele jeszcze wiedzą o świecie, tak niewiele widziały, przeżyły, a już zwala im się na głowę choroba psychiczna czy zaburzenie psychiczne. 🙁choroba psychiczna zmienia 2

Niezaprzeczalnie choroba psychiczna zmienia w życiu wiele

Choroby psychiczne to jedna z najgorszych niszczycielskich sił jakie znam. Przechodzą przez człowieka jak tornado. Są jak wojna, na której nikt nie bierze jeńców. Są jak patrzenie w lustro i nie rozpoznawanie w nim siebie. Jak wykręcanie strasznych numerów bliskim, na którym nam cholernie zależy. Pachną jak strach: o siebie, przed sobą.

Konsekwencje długiego chorowania, te zmiany, które przynosi choroba mogą być drobne i prawie niezauważalne dla osób trzecich. Mniej spektakularne niż kredyty na miliony złotych. 😉 Na przykład orientujesz się nagle, że nie możesz czytać książek albo oglądać filmów fabularnych, albo że już nigdy nie zagrasz w żadną grę komputerową, poza logicznymi układankami. Ale taka żeby się wcielić w bohatera i zabijać potwory? Taka nie. Wiesz, że nigdy nie wsiądziesz do samolotu albo jak ognia unikasz metra. Niekiedy po prostu na stałe zwalniasz, bardzo zwalniasz, czasem wydaje ci się, że do tempa ślimaka. Tracisz sens życia, taka drobnostka, ot, żyjesz z dnia na dzień. Nie masz już zainteresowań, bo jakoś po prostu nic nie przykuwa twojej uwagi, w związku z czym bardzo trudno rozmawiać ze znajomymi. Nie kończysz studiów. Nie masz pracy, bo utrzymanie pracy to jakiś kosmos. Nie zakładasz rodziny.

Tych rzeczy, które choroba psychiczna zmienia, jest oczywiście o wiele więcej. Ktoś staje się bardziej nerwowy. Ktoś ekstremalnie spokojny. Ktoś nie lubi zmian. 😉 Ktoś nie może znieść tłumów. Ktoś nie może pozwolić sobie na nieregularny sen. To indywidualne. Mam wrażenie, że im dłużej się choruje, tym takich rzeczy jest więcej. Takich, których pojawienie się w życiu przypisuje się chorobie. Myślę sobie, że objawy objawami, konsekwencje długiego chorowania konsekwencjami…

…ale czy wszystkie zmiany da się wytłumaczyć chorobą psychiczną?

Choroba psychiczna zmienia dużo. Wiele. Przeogromnie wiele. Wywraca życie do góry nogami. To niepodważalne. po przechorowaniu pięciu czy dziesięciu lat już nigdy nie będziesz taki/a sam/a. Często się mówi, że choroba zabrała mi to czy tamto albo że zmiana pod jakimś względem to wina choroby. Na pewno mnóstwo można przypisać chorobie. Ale czy wszystko?

Osoby, które zaczynają chorować w wieku lat dwudziestu kilku, czy nawet wcześniej często moim zdaniem zapominają o tym, że zmienia je nie tylko choroba, ale też upływający czas. W przypadku tak młodych osób można mówić o dorastaniu, ale nawet gdy weźmiemy pod uwagę starszych pacjentów, to upływ czasu też ma znaczenie.

Łatwo mówić, że to wszystko wina choroby, która trwa pięć czy dziesięć lat. Wrzucić wszystko do jednego worka. Przykleić każdej zmianie etykietkę „przez chorobę”. Zwalić wszystko na nią. Umyć ręce. Ja też tak robiłam! I było dla mnie naprawdę wielkim odkryciem, gdy zrozumiałam, że nie wszystko mogę zrzucić na Chorobę Afektywną Dwubiegunową, bo część zmian jakie we mnie zaszły da się po prostu wytłumaczyć upływem czasu czy kształtowaniem takich a nie innych nawyków przez tych kilka lat chorowania. Ale to nie wina samej choroby, jak bardzo okropna by ona nie była.

Czy choroba psychiczna zmienia człowieka? Tak. Ale nie zapominajmy, że poza chorobą, są też inne czynniki, które na nas wpływają.

About

Piszę bloga, bo lubię w wolnym czasie pobyć czarownicą. ;) Zamierzam tutaj trochę odczarować choroby psychiczne, a w szczególności Chorobę Afektywną Dwubiegunową, którą sama mam. Odczarować, czyli trochę o nich opowiedzieć, trochę na sobie pokazać, że z taką chorobą można żyć i nie zwariować. ;) Trochę przybliżyć, sprawić, żeby nie były takie groźne, nieznane i tabu. Więcej o mnie podtym linkiem.

Może także Cię zainteresuje

  • Ewa Kujawa-Szura

    Mnie „epizody depresyjne” bardzo zmieniły. Niedawno sobie to uświadomiłam. Chociaż teoretycznie jest teraz bardzo stabilne to pojawiają się momenty kiedy widzę, że ona gdzieś tam jest. Boje się zjeżdżalni – które kochałam. W ogóle dużo się boję… Ale to w zasadzie może być też kwestia doświadczeń życiowych.

    • Albo samej choroby, prawda? Bo to czasami ciężko od siebie oddzielić. Na pewno jednak zanim zaczniemy wrzucać wszystko do worka „choroba” to warto się zastanowić, czy da się to wytłumaczyć inaczej i czy możliwe jest, żeby coś z tym zrobić. 🙂

  • Ehh,to wszystko jest takie prawdziwe :/.
    Tak zmienia i w pewnym sensie kieruje człowiekiem przez życia- jeśli wcześnie się zaczęła to wręcz stanowi integralną część osoby.

    • To bardzo widać, kiedy rozmawia się z rodzicami, z rodzinami osób chorujących psychicznie. Często opowiadają one fantastyczne historie o tym, jakie ich dzieci były wspaniałe i cudowne… do momentu w którym nie wkroczyła choroba. I nagle z dnia na dzień dziecko zaczęło być inne, mniej uzdolnione, mniej wesołe, itd. Smutne bardzo są te historie. 🙁

      • jeszcze gorsze, jak ktoś widziany jest jako choroba, a ludzie nie zdają sobie sprawy, ze to jednak jest osoba- zywy organizm z charakterem itp ktory takze boryka się z chorobą, ale nią nie jest przeciez

        • Bardzo ważną rzecz napisałaś: to człowiek, borykający się z chorobą, który chorobą nie jest. Wiele osób o tym zapomina, nie tylko w kontekście chorób psychicznych, ale chorób w ogóle.

  • Ciekawy wpis, nigdy nie myślałam o tym w taki sposób. Pozdrawiam 🙂

    • Cieszę się, że mogłam zainspirować do nowego spojrzenia. 🙂

  • Okres nastoletni jest strasznie trudny – zmiany w ciele, w psychice, w otoczeniu, nic dziwnego, że wtedy ujawnia się większość problemów…

    • To taki krytyczny okres, ten późny wiek nastoletni, początek dwudziestki. 🙁

  • Holly Lu

    Sama choroba to przeciez proces zmian zachodzących w ludzkiej psychice. Nie znam statystyk, czy i ile wraca do stanu poprzedniego.

    • Myślę, że nie ma takich statystyk, bardzo trudno byłoby stworzyć narzędzie, które by coś takiego zmierzyło.

  • Magdalena Urbańska

    Myślę, że mało osób zdaje sobie sprawę z tego ile ludzi wokół cierpi. Sama miałam problem z nerwicą i wiedziało o tym bardzo mało osób. Na zewnątrz nie zawsze było to widoczne. Dla mnie wizyta u psychiatry jest jak leczenie grypy. I to choroba i to… Szkoda, że ludzie nie mają tej świadomości. Dobrze, że jest Twój blog. Moze pomoże komuś przetrwać chorobę. Dzięki!

    • W poprzednim wpisie podawałam, że według różnych szacunków w Polsce na choroby i zaburzenia psychiczne cierpi ok 8 – 12 MILIONÓW ludzi! Kosmos jakiś.
      Ja bardzo podobnie traktuję wizyty u swojego lekarza. Już się bardziej roztrząsam nad wizytą u lekarza rodzinnego z grypą (czy wszystko powiem, itd.) niż nad kolejną wizytą u psychiatry. 😛
      To ja dziękuję za komplement. 🙂

  • Tak, choroba wiele zmienia. Na gorsze, ale czasem też na lepsze, choćby większa świadomość siebie czy dystans do rzeczy, którymi kiedyś bardzo się przejmowaliśmy.

    • Jak wszystko: choroby, w tym choroby psychiczne mają nie tylko negatywną stronę, ale i pozytywną. 🙂 Np. można się nauczyć doceniać małe chwile, kiedy jest po prostu dobrze. 🙂

  • Choroba zmienia człowieka, ale jak sama zauważyłaś, nie tylko ona. Duży wpływ na człowieka ma też otoczenie, w jakim się dana osoba znajduje i kim się otacza. Szczególnie w wieku nastoletnim! Wiem to po sobie 😉

    • I jeszcze to, jak się samemu postrzega swoją chorobę. Nastawienie też robi swoje. 😉

  • Myśle, że nie tylko chorba psychiczna zmienia człowieka. Każda dotyka nas mniej lub bardziej.

    • Tak, każda dłuższa choroba trochę zmienia człowieka, jednak choroby i zaburzenia psychiczne mają moim zdaniem trochę większe możliwości w tym zakresie. Nie atakują kończyny, czy jakiegoś narządu, czy czegoś innego fizycznego w organizmie, ale psychikę, umysł. Mają tym samym większe pole manewru do tworzenia w tymże umyśle zmian.

  • Sara Korzeniec

    Być może się mylę, ale wydaje mi się, że to nie tyle sama choroba zmienia człowieka, co diagnoza i świadomość tego co nam dolega.

    • Z tego co zaobserwowałam po sobie, po znajomych, co miałam okazję widzieć u ludzi i słyszeć z różnych opowieści same choroby psychiczne jednak zmieniają ludzi. Diagnoza i świadomość choroby też oczywiście mają w tym swój udział, ale sama choroba również potrafi nieźle narozrabiać. Najlepiej to chyba widać na przykładzie schizofrenii i tak zwanych objawów negatywnych. Objawy negatywne to te, które sieją spustoszenie w organizmie i odbierają, niejako odejmują te zdolności i umiejętności, które człowiek by posiadał gdyby nie chorował. Jak na przykład umiejętność cieszenia się z różnych rzeczy. Albo zobojętnienie. Albo taka uproszczona, zubożona mowa czy mimika.

    • Nie do końca. Na przykład kiedy pojawiają się stany lękowe, to można jeszcze nie mieć diagnozy i świadomości, a już pojawiają się ograniczenia. Często racjonalizowane, ale już są. Tego nie zrobię, bo… tamtego nie zrobię, bo…

  • pani Mondro

    ciężki temat :/ myślę, że każda choroba zmienia, zarówno samego chorego jak i jego otoczenie, czasem są to zmiany pozytywne, na zasadzie nieważne, że jestem chory, nie poddam się, biorę z życia więcej niż inni, bo od teraz żyję inaczej, ale czasem… no cóż, tu jednak trzeba siły, mocnego charakteru…. otoczenie? ludzie boją się nieznanego, a jeśli czegoś się boją to wolą tego unikać. Dlatego myślę, że choroba zawsze weryfikuje znajomości, co jest oczywiście pozytywne, bo fałszywych przyjaciół nikt nie potrzebuje

    • Nie sądzę, żeby w przypadku chorób psychicznych to była kwestia silnego charakteru. Zachorować może i ten o silnym, jak i o słabym charakterze. Nieprzyjemne objawy choroby typu na przykład zubożona mowa też nie są zależne od charakteru. To jak sobie radzimy z chorobą, to owszem, charakter czy otoczenie (to ważne że o tym wspomniałaś) mogą mieć wpływ. Ale na samą chorobę? To trochę tak jak ze złamaną nogą: nie mamy wpływy na to, czy złamanie jest skomplikowane czy nie, czy wymagana jest operacja, czy złamanie jest otwarte czy zamknięte, itd. Ale to jak sobie poradzimy „po” zależy od nas.

      • pani Mondro

        i wyłącznie w tym kontekście, radzenia sobie „po”, moja wypowiedź dotyczyła charakteru, nie wiem w którym momencie odczytałaś to inaczej :/ choroba nie wybiera, dotknie i cwaniaczka i uczciwego, i twardziela i szarą myszkę, tu charakter nie ma znaczenia, bo może okazać się, że twardziel się rozklei i podda, a szara myszka dostanie nadprzyrodzonej siły i będzie walczyć

        • Widocznie jak to czasem bywa w słowie pisanym nie dogadałyśmy się. 🙂 Dobrze, że uściśliłaś! 🙂

          • pani Mondro

            supcio 😉

  • Podoba mi sie nowy szablon 😉

  • Justyna Witkowska

    mnie depresja bardzo zmieniła. ale dopiero wtedy, kiedy było bardzo źle. uświadomiłam sobie, że coś jest ze mną nie tak i rozwaliłam sobie zdrowie popadając w anoreksję. powiedziałam basta! odnalazłam gdzieś punkt zaczepienia i własnymi siłami – mimo, że trwało to kilka lat – uporałam się ze swoimi demonami. czasem się odzywają, ale już wiem, że jestem silniejsza.
    więc tak, choroba mnie zmieniła. wzmocniła.

    • A może depresja wydobyła to, co już i tak w Tobie siedziało? 🙂 Mam na myśli to o czym piszesz jako o sile – nie wzięła się ona znikąd przecież. 😉

  • Ja Zwykła Matkaa

    Choroba psychiczna może dopaść każdego, lub coś ją wywołać. Jakieś silne zdarzenie traumatyczne. Ja mam w rodzinie schizofreniczkę, tak choroba bardzo ją zmieniła, nie chciała się leczyć. Strasznie zniszczyła ją fizycznie i psychicznie. I nie jest to kwestia silnego czy słabego charakteru to istna bzdura…. stereotyp. Najważniejsze to pogodzić się z chorobą, znależć na nią sposób, aby nie przeszkadzała tylko.była obok

    • Insightfullll

      Żeby żyć „pomimo” a nie pod dyktando choroby. Schizofrenia (epizod chorobowy) bardziej spustoszy niż dwubiegunowka, ale znacznie więcej nowoczesnych i naprawde skutecznych leków jest w tej chorobie w PL refundowanych niż np na depresję czy chad. (Mechanizm działania bywa podobny tylko inne dawki w tych rodzajach chorob). Boli, że pomimo pracy zawodowej naprawdę nie mogę pozwolić sobie na tabletki (bez diagnozy schizofrenii) za 800-1000zł m/c (za jeden tylko lek, przy chad biorę 3 rozne). Tak, wiem, mogę mieć co najwyzej pretensje do naszego nie-rzadu (a konkretnie Ministerstwa Zdrowia). Inne leki tez są prawie tak samo skuteczne, ale powodują masę skutków ubocznych-nieobojetnych dla zdrowia.

      • Kiedyś od lekarza psychiatry usłyszałam, że to mit, że któraś choroba jest gorsza od innej (np. schizofrenia od depresji). Może być pacjent u którego ta reguła się sprawdzi i inny, u którego będzie inaczej. Dlatego zawsze trzeba patrzeć na człowieka. 😉
        O tym refundowaniu nie miałam pojęcia, dzięki za informację!

        • Insightfullll

          Czytuję od kilku lat listy refundacyjne leków ze str ministerstwa zdrowia, dwie z substancji czynnych ktore biore mają wskazania do refundacji – bywa że co dwa miesiące jest to inny lek, i to np jedynie w opakowaniu po 120, a nie 60 czy 30 tabletek jak poprzednio. To naprawdę wyzwanie, jeżeli nie chcesz przepłacać; często też nawet lekarze nie mają zielonego pojęcia o tych roszadach i przy kasie w aptece można zaliczyć opad szczęki.
          Istnieje coś takiego (taka rubryka w tych listach refundacyjnych) jak „wskazania do refundacji” – może być po prostu wzmianka „choroby psychiczne” lub konkretne rozpoznanie, np chad albo schizofrenia. Nie chce wymuszac na lekarzach wpisania mi w kartę schizofrenii w obliczu szykujacych się ew. problemów somatycznych a nie jest za ciekawie.

          • Słyszałam kiedyś od kogoś właśnie o tych diagnozach wpisywanych do kart tylko po to, żeby leki były refundowane. :/ Strasznie beznadziejna sprawa.

            Aż popatrzę sobie z ciekawości na te listy refundacyjne.

            To ciekawe, co piszesz o schizofrenii i leczeniu. Powiem szczerze, że nie spotkałam sie z tym wcześniej.

    • Bardzo mądre słowa 🙂

  • Insightfullll

    Nie powiem ze choroba nic nie zmienia. Może nie ogranicza całkowicie (zachorowałem właśnie jako dwudziestolatek, ale już wtedy byłem daleki od czarnobialego podejścia typu „wszystko albo nic”), ale jednak jest trochę „subtelnych” różnic. Skończyłem studia dwa lata później niż rówieśnicy, zawodowo i materialnie tez jestem naprawdę zauwazalnie niżej niż koledzy z liceum/studiow. Ojcem rodziny również nie zostanę. Ponadto, często zwykła codzienność jest zwyczajnie bardzo męcząca i nie daje żadnego funu. Znajomi tego nie zrozumieją, trudno mi tego od nich oczekiwać. Z zewnątrz wygląda, jakbym prowadził normalne życie, tylko wsadzil ambicję w najgłębszy kąt pawlacza.
    Pracuję sporo poniżej swoich optymalnych-remisyjnych możliwości (wspomniałem w komentarzu pod inna Twoja notka, że L4 raczej unikam, a depresja pomimo leczenia u wysokiej klasy specjalisty i tak trzyma mnie przez większość roku). Psychoterapia pozwolila mi na powolna akceptację ograniczen – nadal jestem w procesie godzenia się z losem. Tak by bolało mniej albo z czasem w ogóle przestało:)

    Ogólnie obserwuję, że w tym kraju w państwowej psychiatrii nadal po kilkunastu latach osoby po pierwszym-drugim epizodzie zwyczajnie mają kiepsko dostępna psychoterapię. I inne wsparcie pozafarmakologiczne (np doradztwo zawodowe przy konieczności przekwalifikowania, jeśli ktoś wypadł z edukacji, i dorabia legalnie dorywczo, na wsparcie z UP się już nie łapie. Przy programach dofinansowanych z UE trzeba być instytucjonalnie niepełnosprawnym w stopniu co najmniej umiarkowanym, a o to na samym początku choroby trudno). Nawet przy tej wspomnianej już przez kogos”słabości charakteru” (poczytajcie sobie cokolwiek z psychologii rozwojowej na ten temat, praktycznie żaden człowiek w wieku 20 lat jeszcze nie ma do konca uksztaltowanej osobowosci) takie obiektywne wsparcie z zewnątrz pewnie pomogłoby wrócić na stare tory dotychczasowego życia. Więcej wysiłku (czasami niestety wielokrotnie wiecej -ale niestety takie jest życie) i można sporo ocalic, choć nigdy nie będzie identycznie jak przed chorobą.

    • Niestety sporo można by mówić, jak różne instytucje mogłyby działać tak, by było to z większą korzyścią dla osób chorujących, nie tylko psychicznie. 🙁 Ja mam wrażenie, że teraz to zależy od tego, jak ogarnięty jest psychiatra: czy skieruje też na psychoterapię, czy poleci jakiś nurt albo jakiś ośrodek albo jakiegoś konkretnego człowieka, czy podpowie jakąś fundację zajmująca się np. doradztwem zawodowym, czy umiejętnie pokieruje taką przerażoną osobę, która pierwszy raz usłyszała diagnozę albo już choruje dłużej. Dlatego super by było, gdyby zamiast tylko poradni zdrowia psychicznego, gdzie przyjmuje lekarz psychiatra, psycholog, psychoterapeuta były jakieś ośrodki, centra, gdzie przyjmowaliby ci specjaliście, a dodatkowo np. terapeuta środowiskowy, doradca zawodowy, pracownik socjalny, itd.

      • Insightfullll

        Może miałem odrobinę szczęścia ze zachorowałem w wakacje zaraz po zaliczeniu sesji na koniec 1szego roku i poszedłem do lekarza wkrótce po wystąpieniu najbardziej klopotliwych objawów. Lekarz po 2 mcach leczenia coś wspomniał o urlopie dziekanskim. Później znów powtarzalem rok na studiach dziennych, ciężko było mi sie wdrożyć po rozpoczęciu leczenia a i wyniki w nauce były praktycznie zadne pomimo duzego wysiłku. W miedzyczasie dwukrotnie oddział dzienny (ciesze się ze nie zamknięty, tam podobno bardzo okrojone zajecia terapeutyczne, jezeli w ogole jakiekolwiek-mam na myśli oddziały ogolnopsychiatryczne). Do regilarnej psychoterapii indywidualnej musiałem dojrzeć,
        minęło kilka lat (pierwsi lekarze skutecznie wciskali kit ze jak w chad to tylko psychoedukacja a nie żadne inne terapie).
        Choroby somatyczne, takie naprawde ciężkie i wyłączające okresowo z życia, chyba aż tak nie wpływają na intelekt/zdolnosci do uczenia się, jak choroby psychiczne, niestety.

        • Fajnie, że tak szybko Cię zdiagnozowano. Dużo osób ma problem ze złymi diagnozami, czasami trwającymi latami, aż znajdzie się ta prawidłowa – ChAD.

          I szczerze? Nie znam zamkniętego oddziału z innymi zajęciami, niż to, co przygotują wolontariusze. :/

          Ja kiedyś byłam na konferencji, na której mówiono, że da się pracować w psychoterapii z pacjentem w psychozie, a Tobie wciskali kit, że z ChADem sie nie da? Jejku, to się w głowie nie mieści.

          • Insightfullll

            Byłaś na tej konferencji już kilkanaście lat temu? Właśnie. Te rewelacje słyszałem od lekarzy tak z 12-15 lat temu.
            (wówczas ich przedział wiekowy 40-50lat, nie mam pojęcia czy dokształcali się z czegoś oprócz psychiatrycznej farmakologii)

        • Byłam kiedyś na konferencji, na której psychoterapeuci mówili, że da się i można z sukcesem pracować z osobami w psychozie, a Ty mówisz, że Tobie wciskano, że z ChADem się nie da? Koszmar. :/

          Super, że są takie programy na tych uczelniach. Szkoda, że nie na wszystkich.

          Z tymi stopniami to też różnie bywa. Z choroba psychiczną można i znaczy dostać.

          • Insightfullll

            Biorę leki, pilnuję wizyt i jakoś ciągnę, w szpitalu byłem tylko dziennym i wieki temu, poważnych i drastycznych chorób (somatycznych) wspolistniejacych brak. Widocznie powienienem nauczyc sie udawać:) kojarzę ze ktoś z internetowych znajomych zaraz po wypisie z dluzszego pobytu zamkniętego po próbie „s” dostal lekki.

            Nie wyobrażam sobie osoby aktywnej zawodowo, intelektualnie i towarzysko która ot tak po prostu dostaje w remisji znaczny stopień.