Czego nie mówić osobie chorej psychicznie

uśmiechnięta dziewczyna zakrywa sobie uszy na czarno białym zdjęciu

Dzisiaj trochę rozrywki. 10 najgłupszych rad jakie słyszałam, kiedy okazywało się w rozmowie, że choruję. Notka zupełnie nie na poważnie. Każdą z tych 10 rad słyszałam na własne uszy. I pewnie nie tylko ja. Postanowiłam je wszystkie zebrać i trochę się ponabijać. Proszę niczego nie traktować serio i nie brać do siebie!

Czego nie mówić osobie chorej psychicznie

Czyli 10 najgłupszych rad:

1. Przestań chodzić po lekarzach

Oni tylko wyszukują u zdrowych ludzi choroby. Zrobiłaś błąd, że skonsultowałaś się z lekarzem po raz pierwszy, ale jeszcze możesz to naprawić i przestać go odwiedzać. Ta daa! Problem rozwiązany. To przecież takie oczywiste i dlaczego ja sama na to nie wpadłam. Jak tylko przestanę chodzić do psychiatry to od razu mi przejdzie! Będę uzdrowiona. Wiecie co jest najpiękniejszego w tym podejściu? Implikacja, że gdybym nigdy nie poszła do lekarza, to nie wiedziałabym, że coś ze mną nie tak. Bym sobie żyła zupełnie zdrowa i szczęśliwa, jak pączek w maśle.

2. Bo depresja jest modna

Można pod to stwierdzenie podciągnąć też różne inne zaburzenia. Modnie jest mieć jakieś zaburzenie psychiczne, nie? Wszyscy teraz to mają. Jakieś zaburzenie osobowości? Dlaczego nie, świetna sprawa. Problemy ze snem, lęki? Czemu nie, fantastyczna opcja. Czego się nie robi dla mody. Każdy chce teraz na to chorować. Gdyby nie ta wątpliwa moda, to oczywiście żaden człowiek by nie miał problemów ze zdrowiem.

3. Zmień dietę

Masz depresję? Jedz więcej warzyw. A najlepiej zostań wege. Od razu ci się poprawi. Na pewno jesteś wegetarianką! To od tego chorujesz, zacznij jeść więcej mięsa. Mięso tak bardzo wywołuje choroby psychiczne. Odstaw gluten. Z pewnością masz nietolerancję glutenu i to dlatego tak chorujesz. Wywal z diety nabiał. Jedz więcej owoców. Pijesz za mało wody! To przez to, że jesz soję. Koniecznie musisz odstawić cukier. Nie pij już kawy ani herbaty. I tak dalej, to się nigdy nie kończy. Są w tym pewnie jakieś sensowne zalecenia, ale dopasowywane tak na siłę, że ja podziękuję.

4. Brakuje ci witaminy D

Ludzie to mają jakąś obsesję na punkcie właśnie tej jednej witaminki. To nic, że jest wiele różnych mikroelementów i witamin, których niedobory skutkują np. spadkiem nastroju. Nieee, wszyscy jak jeden maż uparli się właśnie na witaminę D. Czy to przez jakieś skojarzenie wit D równa się słońce, a masz depresję, to znaczy za mało wychodzisz? Nie wiem.

5. Zacznij biegać!

I to od razu, tak jak stoisz! Koniecznie musisz. To Ci na bank pomoże, jak nic innego. Poukładasz sobie myśli, bo cała ta choroba to przecież z niepoukładania. Bo nie miałaś czasu sobie pomyśleć. Ale 30 minut biegu pomoże! Wyjdziesz raz czy dwa i od razu będziesz uleczona. Wszystko się zresztą tak naprawdę zmieni już po pierwszym biegu, bo bieganie ma takie przecudowne właściwości. Nie wątpię, że bieganie jest super, ale choroby psychicznej nie wyleczy.

6. Zacznij chodzić na jogę

Ile razy ja to słyszałam! Nie zliczę. Joga jako drugie leki. Joga jako zamiennik psychoterapii. Joga zamiast konsultacji lekarza. Joga na hipomanię, kiedy mnie nosiło. Joga na depresję, gdy leżałam tylko w łóżku i co najwyżej kiwałam palcem. Joga jako zalecenie na wszystko. Joga to na pewno fajna sprawa, ale jakoś zawsze wątpiłam w te magiczne właściwości pomagania na wszystko.

7. Zajmij się czymś

Bo jak wiadomo choroba psychiczna to choroba leni. Tych, co nic nie robią albo robią za mało. Depresja z przepracowania? Depresja poporodowa u mamy z dzieckiem w domu? Depresja bo coś nie styka w mózgu? To się tym radzącym nie mieści w głowach. Masz depresję to po prostu oznacza, że masz zbyt wiele wolnego czasu. Więc zajmij się czymś a najlepiej rzuć się w wir obowiązków – to nie tylko doskonały lek na choroby ale też najwyraźniej super prewencja!

8. A próbowałaś medytacji?

Troszkę sobie pooddychasz, będziesz miała czas dla siebie i wszystko Ci się rozjaśni. Zobaczysz, nie będzie śladu po depresji ani górce! No tak, bo myśli pozostawione same sobie automatycznie zamieniają się na przyjemne i twórcze. Nawet jak się ma w głowie natłok takich bardzo nieprzyjemnych i negatywnych, to pyk, wystarczy sobie pomedytować i automatycznie nastąpi zamiana.

9. Przestań o tym myśleć.

Po prostu weź i przestań. Proste? Czy tu chodzi o zdecydowanie, że nie ma się już żadnych objawów i tym samym nie posiadanie ich? Czy też o ignorowanie wszystkiego co niepokojące? Pokrójcie mnie, ale nie mam pojęcia, pewnie to jakiś mix obu. Do zapamiętania: po prostu trzeba przestać myśleć i już, w cudowny sposób wszyscy poczujemy się lepiej.

10. Odetnij się i przeanalizuj

Moje ulubione. Zamknij się w pokoju na weekend i przeanalizuj całe swoje życie. Ćwiczenia z wyobraźni – zamykam się w pokoju z hipomanią na weekend. Czy coś przeanalizuję ze swojego życia i dojdę gdzie leży źródło mojego stanu? W ciemno odpowiem, że zdecydowanie tak się nie stanie, za to najpewniej wydepczę ścieżki po wszystkich ścianach, z sufitem włącznie. Drugie ćwiczenie – zamykam się w pokoju z depresją, też na weekend. Czy dla Was też jest oczywiste, że lepiej by mi zrobiło wyjście do ludzi, spotkanie się z przyjaciółmi, pogadanie z rodziną? Bo sama w pokoju, to mogę się co najwyżej nie przeanalizować, ale też będzie na literkę P – pogrążyć w rozpaczy.

Skąd się biorą takie rady?

Teraz ustawcie odbiorniki na odbiór serio. 😉 Dużo się zastanawiałam, skąd właściwie biorą się takie rady. Co powoduje ludźmi, by w rozmowie z człowiekiem chorującym wyskakiwać z jakimś genialnym pomysłem, który już na pierwszy rzut oka wygląda na nieprzemyślany albo co gorsza wyciągnięty z kiepskiej gazety. W ciągu lat wymyśliłam kilka hipotez.

Już na pierwszy rzut oka podane wyżej rady są bardzo uniwersalne. One nie dotyczą tylko ChADu ani tylko depresji, ani zaburzeń psychicznych w ogóle. Takie rady dostają też osoby mające objawy chorób somatycznych. Powtarzamy więc porady gdzieś zasłyszane czy przeczytane, o których wiemy, że używa się ich w kontekście osób chorych. Szukam w w takim ujęciu czegoś pozytywnego i wychodzi mi, że to nawet byłoby w pewien sposób ujmujące, ta niemożność przejścia obojętnie obok osoby cierpiącej. Chęć podzielenia się wiedzą, pomocy. Gdyby tylko to nie było aż tak wkurzające.

Druga hipoteza jest taka: nie potrafimy rozmawiać z osobą chorą bez zagadywania jej. Ktoś dzieli się swoim cierpieniem, jakimiś nieprzyjemnymi rzeczami, które go/ją spotykają. I nieważne, czy chodzi o objawy depresji czy cukrzycy. Co robimy w takiej sytuacji? Jest nam niewygodnie, czujemy potrzebę, żeby zagadać temat i przychodzą nam do głowy uniwersalne słowa, używane w takich sytuacjach. Np. o niedoborze mikroelementów. Nijak to nie pomaga, ale takiej osobie wydaje się, że uwolniła się od nieprzyjemnej sytuacji, a więc problem rozwiązany.

Mam jeszcze jeden pomysł, którego bardzo nie lubię. Że ludzie udzielający takich rad po prostu nie słuchają i mają gdzieś czy pomogą, czy nie, czy ich słowa są w ogóle potrzebne. Mam jednak głęboką nadzieję, że wcale tak nie jest bo w takiej rzeczywistości najmniej bym chciała żyć.

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Może także Cię zainteresuje

  • Heheh:D ja bym jeszcze dodała, ze „kiedys to tych wszystkich depresji nie było, a teraz to wymyslajo!”.

    Mnie sie wydaje ze takie rady najczęściej wynikają z ignorancji albo z arogancji. Albo to jest niewiedza kompletna i wrzucanie do jednego wora jesiennej chandry i ciężkiej depresji, albo po prostu człowiek przeczytał w życiu jedna mądrze brzmiąca książkę, typu Coelho albo nawet deMello, i chodzi teraz dumny jak paw, czując sie lepszy od tych „słabszych z depresja”, od tych co „poddali sie złym myślom”, bo on juz WIE. Mianowicie WIE, ze „wszystko jest w twojej głowie”, ” jestes tym co myślisz” i takie tam kocopały. Chrzanić psychiatrię, to tylko lobby ktore musi na czyms zarobić;) prawdziwą mądrość objawi Ci taki wlasnie delikwent, a następnie, w zależności od tego, jaki artykuł akurat przeczytał, z wyżyn swojej wielkiej mądrości zaproponuje Ci jogę albo witaminę D…

    • Ja kiedyś usłyszałam, że każda choroba cywilizacyjna jest wymyślona. 😉

      A na tych od poglądu, że ci słabi z depresją to to i tamto, to zupełnie szkoda słów.

  • Hah, znam! Najgorszą rzeczą jaką usłyszałam od bliskiej mi osoby w kontekście choroby było: „to wszystko dlatego, że nie wierzysz w Boga!”. No ręce opadają 😀

    • Twój komentarz wywołał we mnie smutne skojarzenie – znam przypadek z psychoterapii grupowej, gdzie połowa osób była po egzorcyzmach. 🙁

      • O masakra 🙁
        A jak oceniasz psychoterapię grupową tak ogólnie? Masz porównanie z indywidualną?

        • Ja mam akurat złe doświadczenia z grupowej, ale wynikają one z braku profesjonalizmu osoby psychoterapeuty (np. zupełne niepanowanie nad mową ciała i dawanie przez to jasnych sygnałów, że przynudzamy – takie rzeczy nie powinny się zdarzać komuś z dobrym warsztatem). Długo by opowiadać. Zraziłam się mocno do grupowej, choć chciałabym kiedyś w przyszłości jej spróbować, bo wydaje mi się niezwykle ciekawym konceptem.

  • Powiem Ci szczerze że podziwiam że o tym piszesz. Ja nie potrafiłam. Też chorowalam. Czasem znowu się pojawia, ale na szczęście już coraz rzadziej. A złote rady innych ludzi zawsze się nijak miały do stanu faktycznego. Pozdrawiam

    • Ech, te rady innych… rzadko trafi się jakaś perełka, która byłaby naprawdę pomocna.

  • Kasia Stańczyk

    co prawda nigdy nie mialam kontaktu z nikim kto cierpialby na depresje, ale tak wlasnie ludzia sie wydaje, ze jest to wymysl XXI wieku. A tak na prawde jest to bardzo powazna choroba. Mam nadzieje ze pomimo tych wszystkich „zlotych” rad, jakos dajesz rade 🙂

  • Prawie zawsze jak źle się czuję, to słyszę, żebym zaczęła jeść mięso. Drugie to – idź na fitness. Ech…
    ~Wer

    • Wegetarianie/weganie też nie mają lekko. 🙁

      • Tak, stereotypy są mocno zakorzenione. 🙁

  • Popaprana Ana

    „Przestań tyle myśleć” – to rada, którą ja często słyszę, gdy tylko pojawi się u mnie stan chujowości. Po tych słowach nigdy nie wiem, co jest prawdą: czy wymyślam sobie problemy, czy są one realne, czy jestem niewdzięczna i nie umiem cieszyć się z tego, co mam, czy może stać mnie na więcej a ja zadowalam się byle czym, bo to łatwiejsze, a może to tylko hormony i mój mózg wcale nie próbuje mnie zabić.