Dlaczego człowiek, który ma ChAD choruje lżej niż chadowiec?

Może i nie umiem w przecinki, na głównym obrazku mojego bloga stoi jak byk „choroba psychiczna”, ja sama określam się jako „chadonistka” (neologizm nierozerwalnie przecież związany z CHAD, choć jeszcze nie „chadowiec”), ale wiedzcie, że zwykle z uwagą przyglądam się językowi, jakiego używają ludzie. Zwłaszcza intryguje mnie jak w języku wyrażana jest tematyka zaburzeń psychicznych, zdrowia psychicznego i chorowania. Sami pewnie zauważyliście, że język, jakiego używamy to ogromne narzędzie. Jak nic innego świetnie pokazuje drugie i trzecie dno, chowające się ukryte znaczenie i zawoalowane prawdziwe intencje. Przyszło mi do głowy parę sformułowań dotyczących różnych kwestii: zdrowia psychicznego, tego, co towarzyszy chorowaniu, zaburzeń psychicznych, których często używamy wymiennie, a przecież nie zawsze znaczą one dokładnie to samo. 

chadowiec 1

Dlaczego człowiek, który ma ChAD choruje lżej niż chadowiec?

Chadowiec – to takie słowo, z którym się czasami spotykam i które oznacza nic innego, jak kogoś, kto choruje na Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Analogicznie istnieją podobne nazwy: „alergik”, „cukrzyk”, itd. Wiecie, co łączy tych wszystkich „cukrzyków”, „astmatyków”, „niskociśnieniowców”, „schizofreników”, „alergików” i innych -ików, -yków, -owców? „Chadowiec” oczywiście też się zalicza do tej samej kategorii. Wszyscy oni w dużej mierze są tożsami ze swoją chorobą. Nie są już Piotrem czy Aśką, którzy lubią grac w planszówki, chodzić do kina, spotykać się ze znajomymi i podróżować, a oprócz tego chorują na XYZ, tu wstaw odpowiednią nazwę choroby. Nie, ich życie za to w większości składa się z choroby, chorowania, objawów choroby, walki z chorobą. Gdzieś się zatraciły osoby, a przecież nawet w najgorszych chorobach, w ich najgorszych stadiach wciąż jesteśmy czymś więcej niż przedmiotem choroby.

Dużo łatwiej chorować z myślą, że choroba to tylko jakaś część mnie. Że poza chorobą mam bliskich: rodzinę, przyjaciół, jakieś zajęcia (choćby proste!), rzeczy, które lubię (nawet prozaiczne). Choroba często wiele nam odbiera. Bardzo łatwo odpuścić. Zlać się z chorobą. Żyć objawami. Hej, ja też mam ten etap w swojej historii! Kiedy tłumaczyłam wszystko chorobą. Nawet moje cechy charakteru, uwierzycie? 🙂 W swoich oczach nie byłam już np. dziewczyną, która jest zabawna, tylko dziewczyną, która ma górkę/zbliżająca się górkę/dopiero co miała górkę, itd. Nie miałam wtedy na nic czasu, bo choroba, bo byłam nią tak zajęta, że nie wystarczało już energii na nic innego. Potrafiłam rozmawiać tylko o tym. Serio, tak było. Ciężko jest tak żyć i tak wszystko przeżywać. 🙁

Znacie taką kampanię społecznościową Jestem sobą, nie chorobą? Ja też wybieram bycie sobą.

Czy chory psychicznie jest w gorszej sytuacji niż osoba doświadczająca kryzysu psychicznego?

Na pewno! „Doświadczenie kryzysu psychicznego” – nieźle to brzmi, prawda? Takie doświadczenie można mieć co najmniej kilka razy w swoim życiu i nie otrzeć się ani razu o stygmatyzację, związaną z chorobą psychiczną. Co więcej „doświadczenia” można mieć różne, to sformułowanie nie kojarzy się więc całkiem negatywnie. A i jeszcze „doświadczenia”, ach, czy to nie jest takie coś, co mają wszyscy ludzie? Zresztą „kryzys”, jakiś kryzys, to też pojęcie każdemu znane. Zbierając to razem można chyba pokusić się o stwierdzenie, że „doświadczenie kryzysy psychicznego” to słowa dużo bardziej uniwersalne, niż choroba psychiczna.

Sama choroba psychiczna, czy „chory psychicznie” ma niestety negatywny wydźwięk i nie spotkałam się jeszcze z takim kontekstem, który nadawałby temu określeniu jakieś pozytywne znaczenie. 🙁 Neutralne widziałam – w użyciu tzw. profesjonalnym, medycznym, czy około-medycznym np. jakieś konferencje naukowe. Poza tym chory psychicznie to przeważnie wariat, świr, itd. W może trochę lepszym wydaniu: ktoś, kto potrzebuje pomocy i na kim nie można polegać. Ani zaufać, bo za chwilę może zacząć zachowywać się nieprzewidywalnie i dziwnie. Trudno się zatem z takim chorym psychicznie utożsamić, poczuć, że to ktoś bliski, że coś nas łączy. 

Czyli 1:0 dla doświadczenia kryzysu psychicznego.

chadowiec 3

Dlaczego pacjent ma lepsze rokowania niż klient?

To już naprawdę będzie tylko zabawa. 😀

Nigdy nie przywiązywałam uwagi do tego, czy jestem u lekarza, czy w psychoterapii pacjentką czy klientką. Było mi to zupełnie obojętne. Ale jakiś czas temu, gdzieś w internecie mignęła mi informacja z etymologią obu tych słów. Sprawdziłam to w słowniku i sprawa ma się tak. Oba słowa pochodzą oczywiście z łaciny. Pacjent oznaczałby kogoś, kto przeżywa cierpienie. Klient to ktoś, kto jest zależny.

Cierpienie, jak to cierpienie, zawsze się kiedyś kończy. To tylko taki etap. Być zależnym może oznaczać być zadbanym przez kogoś i zaopiekowanym przez kogoś (np. lekarza, zespół leczenia środowiskowego). Ciężki wybór, ale chyba wybieram bycie pacjentką. 😛 A Ty? 🙂

Lepiej mieć zaburzenie psychiczne niż chorobę psychiczną

Rzadko tak piszę, ale tym razem użyję tego dużego kwantyfikatora, bo pasuje jak ulał. 😛 Chyba każdy się zgodzi z tym stwierdzeniem wyżej, że lepiej mieć zaburzenie niż chorobę psychiczną. Co więcej, podobno tak uważają zarówno twórcy DSM 5 jak i ICD-10 (to odpowiednio amerykańska i międzynarodowa klasyfikacja chorób, które opisują objawy, sposób diagnozowania każdej choroby)! Byłam ostatnio na wykładzie o zdrowiu psychicznym i prowadzący go profesor zwrócił uwagę na to, że „zaburzenie psychiczne” wyparło „chorobę psychiczną” w tych klasyfikacjach chorób właśnie m.in. ze względu na stygmatyzację. Ja zawsze myślałam, że to tylko ze względów medycznych, ale fajnie, że i coś takiego jak stygmatyzacja zostało uwzględnione. Przykład takiego wyparcia to chociażby ChAD. Wiecie, że Choroba Afektywna Dwubiegunowa to nie choroba, tylko właśnie zaburzenie? 🙂

Niestety w języku „choroba psychiczna” jest w podobnej sytuacji co „chory psychicznie”. :/ Lepiej nie mieć z tym nic wspólnego, tak się uważa. „Zaburzenie psychiczne” to z kolei określenie całkiem nowe, ludzie się z nim jeszcze nie osłuchali aż tak, nie ma do niego żadnych nawiązań historycznych czy kulturowych, w związku z czym jest dużo bardziej neutralne. Podejrzewam, że w języku potocznym i tak bardziej zrozumiała dla większości jest „choroba psychiczna”, bo odnosi się do wiedzy, czy kultury (wiadomo z czym to się je, kiedy słyszymy, że kolega choruje). Ale może z czasem i świeże „zaburzenie” się przyjmie?

 

Nie wyczerpałam na pewno wszystkiego. Jeśli macie jeszcze jakieś pomysły to piszcie! 🙂

About

Mam Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Jestem pacjentką, nie lekarzem, nie psychologiem, ani żadnym ze specjalistów pracujących z osobami chorującymi psychicznie. Celem tego bloga jest pokazanie, że diagnoza psychiatryczna to nie koniec świata i że z ChAD można normalnie żyć. :) Więcej o mnie pod tym linkiem.

Może także Cię zainteresuje